Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Joanna i Adam Sowińscy
powodowie
Małżeństwo z trójką dzieci, wcześniej mieszkali w Łodzi. Kupili działkę w 2010 roku, dom skończyli w sierpniu 2013. Przed zakupem sprawdzili plan miejscowy i strukturę zabudowy. Nie prowadzą żadnej produkcji rolnej.
-
Sławomir Kręglicki
pozwany
Rolnik, przejął gospodarstwo po ojcu w 2004 roku. Decyzję o budowie tuczarni podjął w 2009 roku i nie rozmawiał o niej z sąsiadami. Produkcję ruszył na początku maja 2014 roku.
-
Biegły z zakresu ochrony środowiska
biegły sądowy
Przeliczył różę wiatrów ze stacji meteorologicznej na liczbę dni w roku, w których odór dociera na działkę powodów. Ocenił oddziaływanie tuczarni na minus 19 punktów, przy progu 50 punktów dla działań radykalnych.
-
Sąd Apelacyjny w Łodzi
sąd drugiej instancji
Podzielił w całości ustalenia faktyczne pierwszej instancji i utrzymał wyrok co do meritum, korygując wyłącznie proporcję wygranej przy rozliczeniu kosztów.
Zabudowali taras oknami. Tylko południową część, tę w kształcie krótszego ramienia litery L, bo z tamtej strony przychodził zapach.
Dom skończyli w sierpniu 2013 roku. Kupili działkę trzy lata wcześniej, po tym, jak obejrzeli plan zagospodarowania przestrzennego i strukturę zabudowy. Szukali czegoś na południowych obrzeżach miasta i ujęła ich cicha, spokojna okolica. Wiedzieli, że po sąsiedzku ktoś prowadzi gospodarstwo: trzoda chlewna, produkcja roślinna, normalna wieś.
O tym, że powstaje tuczarnia, dowiedzieli się dopiero po zakończeniu własnej budowy.
Odór przyszedł w 2015 roku.
Co się zmieniło po drugiej stronie płotu
Sąsiad przejął gospodarstwo po ojcu w 2004 roku. Miał wtedy około 130 świń, dziesięć sztuk bydła, jakieś pięćdziesiąt kur i kaczek, zboża, ziemniaki, kukurydzę. Zwyczajne gospodarstwo.
W 2009 roku podjął decyzję o budowie tuczarni. Nie rozmawiał o tym z sąsiadami.
Budynek ma 540 metrów kwadratowych powierzchni zabudowy. Świnie stoją na całkowicie ażurowych, zarusztowanych podłogach, bez ściółki. Odchody spadają w dół, do kanałów, a stamtąd do dwóch żelbetowych zbiorników bezodpływowych, każdy o pojemności czynnej 10 metrów sześciennych. Zbiornik opróżnia się dwa razy w roku, wiosną i jesienią, a gnojowicę rozrzuca na pola.
Cykl hodowlany trwa około pięciu miesięcy. Zaczyna się od prosiąt ważących około 15 kilogramów, kończy tucznikami po 95-110 kilogramów. W cyklu jest średnio 360 sztuk, rocznie około trzech cykli.
Wszystko legalnie. Pozwolenie na budowę, odbiór nadzoru budowlanego w lutym 2014 roku, zgłoszenie do inspekcji ochrony środowiska po kontroli w maju tego samego roku. Obsada zwierząt mieści się w limicie 50 dużych jednostek przeliczeniowych inwentarza, który wyznacza plan miejscowy. Przekroczenie zdarzyło się dwa razy w 2017 roku, przez tydzień.
To był fundament obrony: działam w granicach prawa, mam wszystkie papiery, kontrole nie wykazały uchybień.
Ile dni w roku śmierdzi
Odory nie mają w polskim prawie normy. Nie ma rozporządzenia mówiącego, ile jednostek zapachowych wolno, ani przyrządu, który postawisz na płocie i odczytasz wynik. Sąd Apelacyjny nazwał tę problematykę jedną z najbardziej kontrowersyjnych: brakuje regulacji, a percepcja zapachu różni się między ludźmi.
Więc biegły z zakresu ochrony środowiska policzył coś innego: wiatr.
Zaczął od tego, że przy prędkości powyżej 5 m/s zapachy rozpraszają się na tyle, że poniżej 30 metrów od emitora nie są odczuwalne, niezależnie od intensywności. Problem zaczyna się, gdy wieje słabiej.
Sięgnął po archiwalne dane stacji meteorologicznej i dwunastokierunkową różę wiatrów. Dni z wiatrem poniżej 5 m/s w całym roku i we wszystkich kierunkach: 270, w tym 148 latem i 122 zimą.
Potem wyodrębnił kierunki, które niosą zapach z działki pozwanego dokładnie na działkę powodów. Dwa kierunki liczą się w stu procentach, jeden w siedemdziesięciu, jeden w trzydziestu. Po przeliczeniu wyszły 83 dni w roku, w tym do 42 latem i do 41 zimą.
Zimą ludzie rzadziej wietrzą mieszkania i rzadziej siedzą na dworze, więc biegły obniżył odczuwalność zimową. Zostało 71 dni. Następnie uwzględnił przeszkody terenowe: ponaddwumetrowy inspekt foliowy zmieniający strugi powietrza ku górze i brak otworów po stronie północnej. Współczynniki korygujące: 0,15 i 0,10.
Wynik końcowy: 56 dni w roku, w tym do 33 latem i do 23 zimą.
I jedno zdanie, które w tej sprawie było ważniejsze niż sama liczba. Nawet minimalne zmiany prędkości wiatru, rzędu metra na sekundę, oraz zmiany kierunku o około 45 stopni nie pozwalają zmysłowi węchu przyzwyczaić się do panujących warunków. Zapach za każdym razem wraca jak nowy.
Ten sam biegły ocenił jednak oddziaływanie tuczarni na środowisko na minus 19 punktów, przy czym dopiero powyżej 50 punktów wymagane są zdecydowane działania technologiczne. Ta ocena uratowała pozwanego przed najgroźniejszym żądaniem.
Wieś, która przestała być wsią
Kluczowe pytanie brzmiało: czy w warunkach wiejskich świński odór to po prostu normalność.
Sąd sprawdził, jak ta wieś naprawdę wygląda. Około 500 mieszkańców. Większość nie prowadzi żadnej produkcji rolnej: mają domy mieszkalne, pracują w mieście albo są na emeryturze. Część pól leży ugorem, część jest wydzierżawiona, w tym samemu pozwanemu. Po południowej stronie ktoś hoduje kozy i robi sery. Po stronie północnej pozwany jest jedyną osobą prowadzącą działalność rolniczą i nikt w okolicy nie robi tego na taką skalę.
Sąd Okręgowy nazwał to wprost: miejscowość przeszła ewolucję typową dla terenów podmiejskich. Dla jednych to strefa sypialniana i rekreacyjna, dla innych miejsce produkcji rolno-przemysłowej.
I stąd wniosek, który przesądził sprawę. W dacie, gdy powodowie kupowali działkę i zaczynali budowę, działalność sąsiada ze względu na swoje rozmiary mieściła się w granicach stosunków miejscowych. Jej znaczne rozszerzenie tę granicę przekroczyło.
Nie chodziło więc o to, że ktoś z miasta przyjechał na wieś i teraz się dziwi. Chodziło o to, że stan, który zastali, zmienił się później i to nie w kierunku zgodnym z tym, jak faktycznie żyje ta miejscowość.
Sąd dodał jeszcze jedno, kierując to do pozwanego: podejmując decyzję o budowie fermy przemysłowej, wiedział, że sąsiaduje z nieruchomościami przeznaczonymi w planie miejscowym na cele budowlane, więc powinien był liczyć się z obowiązkiem minimalizowania wpływu na otoczenie.
Papiery nie zwalniają z odpowiedzialności
Najmocniejszy argument apelacji sprowadzał się do zdania: mam pozwolenie, plan mnie dopuszcza, kontrole nic nie wykazały, więc nie działam bezprawnie.
Sąd Apelacyjny odrzucił to, powołując się na utrwaloną linię orzeczniczą. Uzyskanie decyzji administracyjnej zezwalającej na prowadzenie działalności nie usuwa bezprawności immisji. Art. 144 k.c. ustanawia własne kryterium, przeciętną miarę, a nie odsyła do decyzji urzędowych.
Podobnie z pomiarami. Pojęcia przeciętnej miary nie można definiować wyłącznie przez pryzmat wyników pomiarów, bo nie przesądzają one ani o bezprawności, ani o przekroczeniu tej miary. Liczą się także częstotliwość zakłóceń, długotrwałość oddziaływania, jego intensywność oraz zakres niedogodności, jakich doznaje sąsiad.
Padł też argument, że skoro odór nie występuje stale, to nie ma problemu. Sąd odpowiedział krótko: art. 144 k.c. nie wymaga, by immisje miały charakter ciągły. Nieprzerwane występowanie jest istotnym, ale nie jedynym elementem oceny.
Nie przekonały też sądu zeznania świadków pozwanego, którzy twierdzili, że tuczarnia nie generuje przykrych zapachów. Sąd zauważył, że mieszkali dalej niż powodowie albo w ogóle nie mieszkali na stałe we wsi, a odór nie występuje stale. Przede wszystkim jednak opinia biegłego opisała proces technologiczny ferm przemysłowych, w którym rozchodzenie się lotnych związków, siarkowodoru, amoniaku, metanu, indoli, skatoli, merkaptanów, jest nieodłącznym elementem.
Sąd Apelacyjny podkreślił jeszcze jedno rozgraniczenie: biegły opisuje, sąd ocenia. To, czy zakłócenia przekraczają przeciętną miarę, jest wyłącznym uprawnieniem sądu, nie biegłego.
Wyrok, który wygląda jak instrukcja obsługi
Nakaz sądu nie brzmi jak wyrok, tylko jak specyfikacja techniczna. Najbardziej szczegółowy jest punkt o zieleni.
Pozwany ma wysadzić barierę roślinną o szerokości 3-4 metrów i długości nie mniejszej niż 50 metrów. Dwa naprzemienne rzędy tui szpalerowych, pierwszy odsunięty o 0,7-1,0 metra od ogrodzenia, w rozstawie metr, czyli 50 sztuk na 50 metrów. Drugi szpaler metr przed nim, naprzemiennie, znów 50 sztuk. Przed tujami podwójny szpaler ligustru zimozielonego, po 100 sztuk w szpalerze, szpalery metr od siebie, rozstawa co pół metra, sadzone naprzemiennie. Przed całością pas buforowy obsiany trawą, szeroki na 5-10 metrów. Termin: dwa miesiące od uprawomocnienia wyroku.
Ta precyzja ma swoje uzasadnienie. Biegły z leśnictwa skorygował propozycję biegłego od ochrony środowiska: bariera nie może składać się z drzew iglastych, bo chlewnia emituje metan, a zbyt szczelna i łatwopalna strefa buforowa oznacza ryzyko rozprzestrzenienia pożaru. Nie należy też sadzić izolatora zbyt blisko tuczarni, bo rośnie wilgotność, pojawiają się grzyby i pleśń, a za nimi choroby zwierząt. Optymalne byłoby obsadzenie działki leżącej między nieruchomościami stron, ale ta należy do osoby trzeciej.
Pozostałe obowiązki dotyczą technologii: pasze o niskiej uciążliwości zapachowej z dodatkiem syntetycznych aminokwasów, ograniczenie wody do mycia pomieszczeń i wycieków z poideł, przechowywanie gnojowicy w zamkniętym szczelnym zbiorniku z nieprzepuszczalnym dnem, regularne przeglądy uszczelnień na rurociągach i pompach, unikanie prac uciążliwych zapachowo wieczorami i w dni wolne, mieszanie gnojowicy z uwzględnieniem kierunku wiatru, preparaty mikrobiologiczne wiążące cząsteczki merkaptanów, indoli i skatoli, transport w szczelnych pojemnikach w dni pochmurne i przykrycie gnojowicy glebą najpóźniej następnego dnia po wywiezieniu na pola.
Część z tych rzeczy pozwany już robił. Sąd napisał, że orzeczenie ma je potwierdzić, doprecyzować i zmobilizować do bezwzględnego stosowania, skoro zdarzają się odstępstwa.
Czego powodowie nie dostali: ograniczenia hodowli do 10 jednostek przeliczeniowych, czyli pięciokrotnego zmniejszenia produkcji. Sąd uznał to za nadmierną ingerencję, tym bardziej że oddziaływanie oceniono na minus 19 punktów. Nie dostali też biofiltrów, które stosuje się w hodowlach powyżej 210 jednostek, ani hermetyzacji, bo wentylacja tuczarni jest prawidłowa.
Trzydzieści tysięcy za nietykalność mieszkania
Obok nakazów sąd zasądził po 30 000 zł dla każdego z małżonków, z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od 21 marca 2017 roku.
Podstawą był art. 24 § 1 w związku z art. 448 k.c. i dobro osobiste zwane nietykalnością mieszkania: całość sfery dobrostanu psychicznego wynikającego z poczucia bezpieczeństwa i niezakłóconego korzystania z własnego domu.
Sąd opisał, na czym polega krzywda, i nie były to abstrakcje. Powodowie żyją w długotrwałym stanie niepewności, bo to, czy będą mogli otworzyć okna, wyjść do ogrodu, pozwolić dzieciom bawić się na dworze albo zaprosić znajomych, zależy od kierunku wiatru i fazy cyklu hodowlanego u sąsiada. Gdy odór się pojawia, a najgorzej jest w upały, zamykają się w domu ze szczelnie pozamykanymi oknami. Zdarzają się odruchy wymiotne. Ucierpiały kontakty towarzyskie. Do zapachu dochodzą roje much, kwik świń i szum wentylatorów.
Do tego doszły zawiedzione nadzieje: zainwestowali w działkę i dom licząc na spokojne mieszkanie, a wcześniejsza, mniejsza działalność sąsiada niczego takiego nie zapowiadała.
Pozwany argumentował, że bez zdiagnozowanych zaburzeń adaptacyjnych czy depresyjnych i bez leczenia zadośćuczynienie się nie należy. Powodowie rzeczywiście nie przechodzili żadnej terapii. Sąd Apelacyjny odrzucił ten warunek: samo wieloletnie zakłócenie nieskrępowanego korzystania z domu stanowiącego centrum życiowe świadczy o krzywdzie uzasadniającej zadośćuczynienie.
Podkreślił też, że roszczenie z art. 448 k.c. nie jest subsydiarne. Można je zasądzić obok nakazów z art. 222 § 2 k.c., bo te ostatnie nie wyczerpują uprawnień osoby, której dobro osobiste naruszono.
Jednocześnie sąd wziął pod uwagę okoliczność łagodzącą: działania pozwanego, choć obiektywnie bezprawne, nie były podejmowane w celu szykanowania powodów. To zwykły efekt uboczny skali produkcji.
Rachunek na końcu
Apelacja przegrała co do wszystkiego, co ważne, i wygrała jedyną rzecz, którą dało się policzyć.
Sąd Okręgowy przyjął, że powodowie wygrali w 90 procentach, ale nie wyjaśnił, skąd ta liczba. Sąd Apelacyjny przyznał, że w takiej sprawie ustalenie proporcji jest trudne, i policzył inaczej: 50 procent. Fakt immisji został potwierdzony, ale oddalono najdalej idące żądania, ograniczenie hodowli i biofiltry, a zadośćuczynienie uwzględniono w 60 procentach żądanej kwoty.
Skutek: zasądzone od pozwanego koszty procesu spadły z 39 575,30 zł do 16 508,50 zł. Nieuiszczone koszty sądowe, wcześniej obciążające pozwanego kwotą 4 976,92 zł, a powodów kwotą 553 zł, rozdzielono po połowie: po 2 764,95 zł na każdą stronę. Za drugą instancję pozwany zapłacił powodom w częściach równych 4 050 zł kosztów zastępstwa procesowego.
Co z tej historii wynika
Legalność nie chroni przed sąsiadem. Pozwolenie na budowę, zgodność z planem miejscowym, obsada poniżej limitu i czyste protokoły kontroli nie wyłączają odpowiedzialności z art. 144 k.c. Ten przepis ma własne kryterium, przeciętną miarę, i sąd cywilny bada je niezależnie od tego, co napisały urzędy.
Stosunki miejscowe to stan faktyczny, nie stereotyp. Sąd nie zapytał, czy na wsi wolno hodować świnie, tylko jak ta konkretna wieś dziś wygląda. Skoro pięćset osób mieszka, a rolniczo działa jeden gospodarz, punktem odniesienia przestaje być wyobrażenie o wsi sprzed dwudziestu lat.
Kto zmienia skalę, ten przekracza granicę. Sąsiedztwo gospodarstwa ze 130 świniami mieściło się w normie. Ferma przemysłowa na 360 sztuk w trzech cyklach rocznie już nie. Kluczem był nie sam fakt hodowli, lecz jej rozszerzenie po tym, jak sąsiedzi zainwestowali w dom.
Odór da się policzyć, choć nie ma dla niego normy. Zabrakło rozporządzenia, więc biegły policzył różę wiatrów, kierunki, prędkości i przeszkody terenowe, i wyszły 56 dni w roku. Ta liczba zastąpiła nieistniejącą normę i posłużyła zarówno do uzasadnienia nakazów, jak i do wyceny zadośćuczynienia.
Zadośćuczynienie za smród nie wymaga diagnozy psychiatrycznej. Powodowie nie leczyli się i nie chodzili na terapię, a mimo to dostali po 30 000 zł. Wystarczyło wieloletnie, systematyczne zakłócenie korzystania z własnego domu, żeby uznać naruszenie nietykalności mieszkania.
Wygrana co do zasady nie oznacza wygranej w kosztach. Powodowie utrzymali wyrok w całości co do meritum, a i tak zasądzone im koszty spadły o ponad dwadzieścia trzy tysiące złotych, bo sąd drugiej instancji przeliczył proporcję wygranej z 90 na 50 procent. Żądania nadmiarowe, jak pięciokrotna redukcja hodowli, ważą przy rozliczeniu.
Jak to się potoczyło
-
22 lipca 2003
Plan miejscowy
Rada gminy zakazuje na tym terenie działalności powodującej emisję zanieczyszczeń o charakterze odorowym i lokalizacji zabudowy inwentarskiej powyżej 50 dużych jednostek przeliczeniowych.
-
10 lutego 2010
Zakup działki
Małżeństwo kupuje grunt na południowych obrzeżach miasta. Wiedzą, że sąsiad hoduje trzodę, ale wtedy tuczarni jeszcze nie ma. W 2011 zaczynają budowę.
-
13 lutego 2014
Tuczarnia gotowa
Nadzór budowlany potwierdza możliwość przystąpienia do użytkowania. W maju rusza produkcja: średnio 360 świń w cyklu, około trzy cykle rocznie.
-
2015
Pierwsze odory
Powodowie zabudowują południową część tarasu oknami, żeby móc z niej korzystać. W upalne dni zamykają się w domu.
-
30 stycznia 2017
Wezwanie przedsądowe
Doręczone pozwanemu wezwanie do zaprzestania naruszania dobra osobistego w postaci nietykalności mieszkania.
-
3 listopada 2019
Opinia biegłego: 56 dni w roku
Po przeliczeniu róży wiatrów i współczynników korygujących biegły ustala liczbę dni odczuwalnych odorowo: 56 rocznie, w tym 33 latem.
-
25 października 2022
Sąd Okręgowy w Łodzi: nakazy i po 30 000 zł
Zobowiązuje pozwanego do siedmiu grup działań i zasądza po 30 000 zł zadośćuczynienia. Oddala żądanie ograniczenia hodowli do 10 jednostek i zastosowania biofiltrów.
-
23 lipca 2024
Apelacja: merytorycznie oddalona
Sąd Apelacyjny utrzymuje nakazy i zadośćuczynienie, ale uznaje, że powodowie wygrali w 50, a nie 90 procentach, i obniża zasądzone im koszty.
Jak orzekł sąd
Sąd Apelacyjny w Łodzi oddalił apelację pozwanego co do istoty sprawy. Utrzymał zarówno nakaz wykonania siedmiu grup obowiązków ograniczających odory, w tym wysadzenia podwójnego szpaleru tui i ligustru o długości nie mniejszej niż 50 metrów, jak i zadośćuczynienie po 30 000 zł dla każdego z powodów z odsetkami od 21 marca 2017 r. Uznał, że zgodność z planem miejscowym i pozwoleniem na budowę nie usuwa bezprawności immisji, a przeciętnej miary z art. 144 k.c. nie definiuje się wyłącznie wynikami pomiarów. Apelacja odniosła skutek tylko w części kosztowej: sąd uznał, że powodowie wygrali nie w 90, lecz w 50 procentach, i obniżył zasądzone im koszty procesu z 39 575,30 zł do 16 508,50 zł, a nieuiszczone koszty sądowe rozdzielił po połowie, po 2 764,95 zł na każdą ze stron.
Podstawa prawna
- art. 144 k.c.: zakaz zakłócania korzystania z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych
- art. 222 § 2 k.c.: roszczenie negatoryjne o przywrócenie stanu zgodnego z prawem i zaniechanie naruszeń
- art. 140 k.c.: granice prawa własności; właściciel korzysta z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem prawa
- art. 24 § 1 k.c. w zw. z art. 448 k.c.: zadośćuczynienie za naruszenie dobra osobistego, tu nietykalności mieszkania; roszczenie samodzielne, nie subsydiarne wobec ochrony własności
- art. 481 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 455 k.c.: odsetki za opóźnienie od dnia, w którym dłużnik wiedział o roszczeniu
- art. 100 k.p.c.: stosunkowe rozdzielenie kosztów przy częściowym uwzględnieniu żądań
- art. 385 i art. 386 § 1 k.p.c.: oddalenie apelacji i zmiana wyroku w części
Czytaj dalej
Historia z sądu Piaskowali stal pod jej oknami do drugiej w nocy. Poszła do sądu bez jednej decyzji
Zakład oczyszczania strumieniowo-ściernego pracował po sąsiedzku nawet do drugiej w nocy. Wszystkie postępowania administracyjne o dopuszczalny poziom hałasu utknęły, a biegły napisał, że bez prawomocnej decyzji nie da się stwierdzić przekroczenia norm. Pytanie brzmiało: czy sąd cywilny może wtedy w ogóle cokolwiek zakazać.
Historia z sądu Uchwała mówiła 2,70 zł. Załącznik do niej mówił co innego. Sąd ją uchylił
Trzy uchwały wspólnoty mieszkaniowej z jednego dnia. W dwóch z nich stawka opłat zapisana w treści uchwały nie zgadzała się z liczbami w załączonym planie gospodarczym. Pytanie brzmiało, czy sprzeczność między uchwałą a jej własnym załącznikiem wystarczy, żeby uchwałę uchylić.
Historia z sądu Zażądali 89,5 tysiąca za słup na działce. Sąd kazał go usunąć i zasądził 300 złotych
Małżeństwo kupiło dom razem ze słupem telekomunikacyjnym, na który nikt nigdy nie miał umowy. Zażądali usunięcia infrastruktury i 89 500 zł za bezumowne korzystanie. Sąd przyznał rację co do zasady i policzył, ile ta zasada jest warta.
Historia z sądu Siostra dostała mieszkanie od ojca. Rok później pozwała o eksmisję drugą siostrę
Jedna siostra dostała od ojca spółdzielcze własnościowe prawo do mieszkania i zapłaciła mu za nie 50 000 zł. Druga mieszkała w tym lokalu od urodzenia i nigdy nie płaciła opłat. Pytanie brzmiało nie tylko o to, czy da się ją eksmitować, ale czy gmina musi jej dać lokal socjalny.