Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Felicja Ejsmont
powódka, pielęgniarka specjalistka
W szpitalu od czerwca 1994 roku. Liceum medyczne, potem licencjat pielęgniarstwa w latach 2012-2013, w 2015 tytuł pielęgniarki specjalisty w dziedzinie pielęgniarstwa zachowawczego. Od 2020 na oddziale obserwacyjno-zakaźnym.
-
Sabina Stefaniak i Renata Ciborowska
powódki, starsze pielęgniarki
Obie na tym samym oddziale, obie z wieloletnim stażem liczonym od lat dziewięćdziesiątych, obie z takim samym zakresem obowiązków co pozostałe. Jedna ze specjalizacją zachowawczą, druga bez niej.
-
Szpital wojewódzki
pozwany pracodawca
Ustalił wynagrodzenia zasadnicze wszystkich pielęgniarek oddziału dokładnie na poziomie minimum wyznaczonego ustawą, każdej według jej grupy. Przegrał w pierwszej instancji, wygrał w drugiej.
-
Sąd Okręgowy w Toruniu
sąd drugiej instancji
Uzupełnił postępowanie dowodowe o przesłuchanie świadków na okoliczność różnic między szczeblami kształcenia pielęgniarek, a potem napisał jedno z najdłuższych uzasadnień w tej kategorii spraw.
Na oddziale obserwacyjno-zakaźnym pracowało dwanaście pielęgniarek. Dyżury po dwanaście godzin, system zmianowy, wszystkie na umowach o pracę.
Sąd Rejonowy w Toruniu ustalił o nich rzecz, która wydawała się przesądzać sprawę: każda z nich wykonywała takie same zadania i miała takie same obowiązki. Nie różnił się ich zakres uprawnień ani odpowiedzialności. Stanowiska były równorzędne.
Poszedł dalej. W bieżącej pracy nie miało znaczenia, jakie dana pielęgniarka miała wykształcenie. Grafiki dyżurów układano bez uwzględniania kryterium wykształcenia formalnego. W razie potrzeby pielęgniarki się zastępowały, a organizacja zastępstw również nie brała pod uwagę poziomu wykształcenia.
Szkolenia na oddziale prowadziły wszystkie po kolei. Pielęgniarka oddziałowa przydzielała tematy według kolejności miesięcznej, z reguły każdej wypadało jedno szkolenie w roku. Nie tylko magistrom, nie tylko specjalistkom. Wszystkim.
Sąd zapisał nawet, dlaczego tak jest. Gdyby podzielić czynności według dyplomów, trzeba by zreorganizować pracę oddziału, a przy deficycie pielęgniarek na rynku pracy oznaczałoby to, że w razie choroby magistry nie mogłaby jej zastąpić pielęgniarka z wykształceniem średnim. To prosta droga do paraliżu.
A jednak paski wynagrodzeń były różne.
Trzy stawki na jednym oddziale
Rozjazd wziął się z ustawy z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Załącznik do niej dzieli personel na grupy, każdej przypisując współczynnik pracy, przez który mnoży się przeciętne wynagrodzenie.
W okresie od lipca 2021 do czerwca 2022 pielęgniarka z tytułem magistra pielęgniarstwa i specjalizacją siedziała w grupie ze współczynnikiem 1,06, co dawało minimum 5 477,52 zł. Pielęgniarka ze specjalizacją albo z licencjatem miała współczynnik 0,81, czyli 4 185,65 zł. Pielęgniarka bez jednego i drugiego: 0,73, czyli 3 772,25 zł.
Szpital zastosował te stawki dosłownie. Wszystkim pielęgniarkom oddziału ustalił wynagrodzenie zasadnicze dokładnie na poziomie minimum przewidzianego dla ich grupy.
Efekt widać na liczbach. Od 1 lipca 2022 roku dwie z powódek miały po 5.776,00 zł, trzecia 5.323,00 zł, a trzy koleżanki z dyplomem magistra po 7.305,00 zł. Rok później, od 1 lipca 2023: 6.474,00 zł, 6.116,00 zł i 8.187,00 zł.
Ta sama dyżurka, ten sam pacjent, ta sama noc.
Pierwsza instancja: zasądzić
Powódki wezwały szpital do zapłaty, potem złożyły pozew o odszkodowanie za naruszenie zasady równego traktowania w zatrudnieniu.
Wyrokiem z 12 marca 2025 roku Sąd Rejonowy w Toruniu zasądził od szpitala na rzecz pierwszej z nich 14.126,26 zł i 18.093,17 zł, na rzecz drugiej 15.053,60 zł i 18.093,17 zł, a na rzecz trzeciej 14.730,24 zł i 23.784,00 zł, każdą kwotę z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. W pozostałej części powództwo oddalił, nadał wyrokowi rygor natychmiastowej wykonalności do 8.766,00 zł w zakresie każdego z punktów i zasądził na rzecz każdej z powódek po 2.700,00 zł kosztów procesu.
Rozumowanie było proste i intuicyjne: ta sama praca, ta sama wartość, więc to samo wynagrodzenie. Skoro pracodawca nie potrafi wskazać, co konkretnie magistry robią inaczej, różnica w płacy nie ma obiektywnego uzasadnienia.
Szpital się odwołał.
Apelacja pełna, czyli druga instancja liczy od nowa
Sąd Okręgowy w Toruniu zaczął od przypomnienia, na czym polega jego rola. W modelu apelacji pełnej sąd drugiej instancji nie ogranicza się do kontroli wyroku, tylko ponownie i wszechstronnie rozpoznaje sprawę merytorycznie. Art. 382 k.p.c. nakłada obowiązek dokonania własnych ustaleń na podstawie materiału z obu instancji.
Sąd skorzystał z tego uprawnienia. Uzupełnił postępowanie dowodowe o przesłuchanie dwóch świadków, łącząc na czas ich przesłuchania tę sprawę z inną, równoległą, żeby ustalić różnice między poszczególnymi szczeblami nauki zawodu pielęgniarki: w szkole średniej, na studiach pierwszego i drugiego stopnia.
Co do faktów ustalonych przez Sąd Rejonowy nie miał zastrzeżeń i podzielił większość jego wniosków. Nie podzielił natomiast oceny prawnej.
Art. 18(3c) k.p. nie jest bezwarunkowy
Kluczowy krok w uzasadnieniu jest natury systemowej.
Cały spór toczył się wokół art. 18(3c) § 1 k.p.: pracownicy mają prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości. Sąd Okręgowy stwierdził, że tego przepisu nie wolno czytać w oderwaniu od reszty rozdziału o równym traktowaniu, a zwłaszcza od art. 18(3b) § 1 k.p., który kończy się zastrzeżeniem: chyba że pracodawca udowodni, że kierował się obiektywnymi powodami.
Stąd wniosek: art. 18(3c) k.p. nie ma charakteru bezwarunkowego.
Dalej sąd przypomniał, czym w orzecznictwie jest “praca jednakowa”. Nie chodzi o samą nazwę stanowiska. Chodzi o pracę tego samego rodzaju, w jednakowych warunkach, świadczoną w jednakowej ilości i jakości, wykonywaną przez pracowników o porównywalnych kwalifikacjach zawodowych, porównywalną pod względem odpowiedzialności, wysiłku i efektów.
Nie można więc z góry wywodzić, że wszyscy na tym samym stanowisku muszą zarabiać tyle samo. Sąd powołał się przy tym na orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE: posiadanie różnych kwalifikacji zawodowych może obiektywnie uzasadniać zróżnicowane wynagrodzenie za pracę na tym samym stanowisku.
Analogia ze stażem pracy
Najmocniejszy argument sąd zbudował na porównaniu.
Kodeks pracy w art. 18(3b) § 2 pkt 4 wprost wymienia staż pracy jako kryterium, które nie narusza zasady równego traktowania. Dlaczego? Bo, jak wyjaśnia orzecznictwo TSUE i Sądu Najwyższego, staż idzie w parze z doświadczeniem, a doświadczenie umożliwia lepsze wykonywanie obowiązków. Pracodawca nie musi nawet szczególnie udowadniać, że to kryterium jest właściwe.
Sąd Okręgowy zapytał: jeśli staż wolno, to dlaczego nie wykształcenie?
Skoro staż uważa się za dobry probierz różnicowania wynagrodzeń jako czynnik zwiększający faktyczne kwalifikacje pracownika, tym bardziej za uzasadnione kryterium trzeba uznać poziom wykształcenia, zwłaszcza tam, gdzie ma ono bezpośrednie przełożenie na zakres wiedzy i umiejętności niezbędnych do wykonywania danej pracy.
Co się zmieniło w zawodzie pielęgniarki
Żeby wykazać, że w tym zawodzie takie przełożenie istnieje, sąd napisał kilkadziesiąt stron o tym, jak zmieniało się kształcenie pielęgniarek.
Wniosek pierwszy: dziś od pielęgniarek wymaga się kwalifikacji wyższych niż w latach dziewięćdziesiątych. Zrezygnowano z dopuszczania do zawodu osób z wykształceniem wyłącznie średnim. Obecnie zawód może podjąć osoba, która ukończyła co najmniej studia pierwszego stopnia. To, w rozumieniu art. 78 § 1 k.p., jest dzisiejsze minimum kwalifikacji wymaganych do wykonywania tej pracy.
Powódki uzyskały uprawnienia wcześniej, w innym stanie prawnym. Te z nich, które nie uzupełniły wykształcenia przynajmniej do poziomu licencjatu, wykonują zawód na zasadzie wyjątku, mimo braku obecnie wymaganych kwalifikacji.
Wniosek drugi dotyczy tego, po co w ogóle wyższe wykształcenie w tym zawodzie. Sąd pisał o zaawansowanej praktyce pielęgniarskiej i o praktyce opartej na dowodach naukowych, wskazując, że na studiach drugiego stopnia uczy się badań naukowych w pielęgniarstwie, statystyki medycznej i informacji naukowej, czego na poziomie licencjatu, a tym bardziej szkoły średniej, nie ma.
Cel tego kształcenia sąd nazwał wprost: relacja partnerska z lekarzem, a nie wyłącznie podporządkowana. Pielęgniarka, która dzięki wiedzy może sugerować rozwiązania, a nawet kwestionować zalecenia lekarskie. Większa wiedza to większa samodzielność w pielęgnacji pacjenta, mniejszy udział lekarza w procesie diagnozowania i większy poziom bezpieczeństwa dla samego pacjenta.
Wniosek trzeci: różnicowanie płac działa jak zachęta do podnoszenia kwalifikacji, a to wpisuje się w konstytucyjne prawo do ochrony zdrowia z art. 68 ust. 1 i 2 Konstytucji, które wymaga wykwalifikowanej kadry medycznej.
Sąd odnotował przy tym coś wymownego: gdy pojawiły się propozycje powrotu do kształcenia pielęgniarek w szkołach średnich, sprzeciwiło się temu samo środowisko pielęgniarskie, uznając to za degradację pozycji zawodowej.
Zakres obowiązków, który niczego nie dowodzi
Zostawał argument najtrudniejszy do obalenia: powódki i magistry miały ten sam zakres obowiązków na piśmie.
Sąd odpowiedział, że ten dokument nie ma tu rozstrzygającego znaczenia, bo jego zapisy są wysoce ogólnikowe. “Zapewnienie kompleksowej opieki pielęgniarskiej zgodnie z aktualną wiedzą medyczną”. “Wykonywanie zleconych przez lekarza czynności diagnostycznych”. “Pomoc lekarzowi w wykonywaniu specjalistycznych badań”.
W tak ogólnych sformułowaniach, napisał sąd, mieści się całe spektrum działań, które można wykonywać mniej lub bardziej samodzielnie, mniej lub bardziej niezależnie od nadzoru lekarza.
Padł tu też komentarz do argumentacji samego pozwanego, którego pełnomocnik kolokwialnie sprowadził pracę pielęgniarki do “prawidłowego wbicia igły”. Sąd uznał, że takie ujęcie zaprzecza wdrażanej od lat dziewięćdziesiątych koncepcji emancypacji zawodowej pielęgniarek. Innymi słowy: przyznał rację pozwanemu, jednocześnie odrzucając jego sposób opisania sprawy.
I wreszcie zdanie, które odwraca całą logikę pierwszej instancji. Jednakowości pracy nie można utożsamiać z zajmowaniem tego samego stanowiska. Jeżeli na tym samym stanowisku, nawet przy takim samym zakresie zadań, pracują osoby o różnych kwalifikacjach zawodowych, trudno uważać, że wykonują pracę jednakową, zwłaszcza gdy chodzi o czynności złożone, wymagające odpowiedniego poziomu wiedzy.
Powódki nie przegrały więc dlatego, że różnica w płacy była uzasadniona przy jednakowej pracy. Przegrały dlatego, że sąd uznał, iż ich praca nie była jednakowa w rozumieniu przepisu.
Rozstrzygnięcie i koszty
Na podstawie art. 386 § 1 k.p.c. Sąd Okręgowy zmienił wyrok i oddalił wszystkie trzy powództwa. Wykształcenie uznał za wystarczające, obiektywnie usprawiedliwione kryterium różnicowania wynagrodzenia zasadniczego. Dodał, że skoro szpital ustalił wynagrodzenia wszystkich pielęgniarek oddziału na poziomie minimum ustawowego, miał do tego prawo.
Został jeszcze jeden punkt, który mówi o tej sprawie więcej niż całe uzasadnienie. Sąd nie obciążył powódek kosztami postępowania ani w pierwszej instancji, ani w apelacji. Powód: złożony charakter sprawy, dodatkowo skomplikowany przez rozbieżne orzecznictwo sądów powszechnych, wydawane w analogicznych sprawach na obszarze całego kraju.
To rzadkie przyznanie, wprost w sentencji uzasadnienia: przegrały, ale przegrały sprawę, w której inne sądy w Polsce orzekają odwrotnie.
Co z tej historii wynika
Ta sama sprawa w innym sądzie może skończyć się inaczej. Sąd Okręgowy sam napisał, że orzecznictwo w kwestii płac pielęgniarek jest w kraju rozbieżne, i właśnie dlatego zwolnił przegrywające z kosztów. Zanim uznasz swoją sprawę za przesądzoną w którąkolwiek stronę, sprawdź, jak orzeka twój sąd okręgowy.
“Ten sam zakres obowiązków” to za mało. Papierowy zakres czynności bywa napisany tak ogólnie, że mieści w sobie i pracę wykonywaną samodzielnie, i pracę wykonywaną pod pełnym nadzorem. Sąd może uznać, że dokument nie dowodzi jednakowości pracy, jeśli różnią się kwalifikacje osób, które go wykonują.
Równe traktowanie nie znaczy identyczne wynagrodzenie. Art. 18(3c) k.p. czyta się razem z art. 18(3b) § 1 k.p., a ten pozwala pracodawcy uwolnić się od zarzutu, jeśli wykaże obiektywne powody. Kwalifikacje związane z wykonywaną pracą, staż, doświadczenie: to wszystko wchodzi w grę.
Ustawowe minimum jest tarczą pracodawcy. Szpital nie wymyślił własnych widełek. Przyjął dokładnie te stawki, które ustawodawca przypisał poszczególnym grupom. Sąd potraktował samą decyzję ustawodawcy o zróżnicowaniu grup jako wskazówkę, że kryterium wykształcenia jest w tym zawodzie dopuszczalne.
Kwalifikacje muszą mieć związek z pracą. To istotne ograniczenie działające także w drugą stronę. Nie każde wyższe wykształcenie uzasadnia wyższą płacę, tylko takie, które przekłada się na sposób wykonywania konkretnych zadań. Sąd poświęcił dziesiątki stron właśnie temu, żeby wykazać, że w zawodzie pielęgniarki taki związek istnieje.
Jak to się potoczyło
-
lata 90.
Dyplomy z liceum medycznego
Powódki zdobywają uprawnienia do wykonywania zawodu w liceach medycznych i studium zawodowym. Wtedy wystarczało wykształcenie średnie medyczne.
-
2013-2015
Specjalizacja zachowawcza
Dwie z powódek kończą szkolenie specjalizacyjne w dziedzinie pielęgniarstwa zachowawczego i 21 września 2015 roku uzyskują tytuł pielęgniarki specjalisty.
-
20 lipca 2016
Ten sam zakres obowiązków
Od tej daty dwie z powódek mają identyczny zakres obowiązków, uprawnień i odpowiedzialności jak trzecia.
-
2019 i lipiec 2021
Trzy koleżanki zostają magistrami
Trzy pielęgniarki z tego samego oddziału uzyskują tytuł magistra pielęgniarstwa i występują o przeliczenie wynagrodzenia według wyższego współczynnika.
-
1 lipca 2022
Rozjazd stawek
Po zmianie ustawy wynagrodzenia zasadnicze na oddziale rozchodzą się: 5.323,00 zł, 5.776,00 zł i 7.305,00 zł, każde równe minimum dla swojej grupy.
-
14 maja i 19 lipca 2024
Wezwania do zapłaty
Powódki wzywają szpital do zapłaty odszkodowania za naruszenie zasady równego traktowania za dwa kolejne okresy rozliczeniowe.
-
12 marca 2025
Sąd Rejonowy w Toruniu zasądza
Trzy powódki dostają po dwie kwoty odszkodowania, z rygorem natychmiastowej wykonalności do 8.766,00 zł każda i po 2.700,00 zł kosztów procesu.
-
3 kwietnia 2026
Sąd Okręgowy oddala wszystkie powództwa
Wyrok zmieniony w całości. Sąd nie obciąża jednak powódek kosztami żadnej instancji, bo orzecznictwo w takich sprawach jest w kraju rozbieżne.
Jak orzekł sąd
Sąd Okręgowy w Toruniu zmienił wyrok Sądu Rejonowego i oddalił wszystkie trzy powództwa. Uznał, że poziom wykształcenia pielęgniarki jest obiektywnie usprawiedliwionym kryterium różnicowania wynagrodzenia zasadniczego, bo bezpośrednio przekłada się na zakres wiedzy i umiejętności, a więc na samodzielność w opiece nad pacjentem. Sąd wskazał, że jednakowości pracy nie można utożsamiać z zajmowaniem tego samego stanowiska: jeżeli na jednym stanowisku pracują osoby o różnych kwalifikacjach zawodowych, trudno uznać, że wykonują pracę jednakową. Skoro pracodawca ustalił wynagrodzenia wszystkich pielęgniarek oddziału na poziomie minimalnym wyznaczonym ustawą, miał do tego prawo. Sąd nie obciążył powódek kosztami postępowania w żadnej instancji, powołując się na złożony charakter sprawy i rozbieżne orzecznictwo sądów powszechnych w analogicznych sprawach w całym kraju.
Podstawa prawna
- art. 18(3c) § 1 k.p.: prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub pracę o jednakowej wartości; przepis nie ma charakteru bezwarunkowego i czyta się go łącznie z resztą rozdziału o równym traktowaniu
- art. 18(3b) § 1 k.p.: różnicowanie sytuacji pracownika narusza zasadę równego traktowania, chyba że pracodawca udowodni, że kierował się obiektywnymi powodami
- art. 18(3b) § 2 pkt 4 k.p.: staż pracy jako ustawowe kryterium dopuszczalnego różnicowania; sąd potraktował wykształcenie przez analogię
- art. 78 § 1 k.p.: wynagrodzenie odpowiada rodzajowi pracy i kwalifikacjom wymaganym przy jej wykonywaniu, a także ilości i jakości świadczonej pracy
- ustawa z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych: dzieli personel na grupy według wykształcenia i specjalizacji, każdej przypisując współczynnik pracy
- art. 68 ust. 1 i 2 Konstytucji RP: prawo do ochrony zdrowia i równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych, co wymaga wykwalifikowanej kadry medycznej
- art. 382 k.p.c.: sąd drugiej instancji orzeka na podstawie materiału zebranego w obu instancjach i ma obowiązek merytorycznego rozpoznania sprawy
- art. 386 § 1 k.p.c.: zmiana zaskarżonego wyroku przy uwzględnieniu apelacji
Czytaj dalej
Historia z sądu Kasjerka odkryła, że koledzy przy granicy zarabiają więcej. Poszła do sądu
Kasjerka żądała 5 000 zł odszkodowania za naruszenie zasady równego traktowania przy ustalaniu wynagrodzenia. To samo stanowisko, ta sama sieć, a stawka w sklepie kategorii C wyższa niż w jej sklepie kategorii B.
Historia z sądu Ten sam dyżur, ten sam pacjent, o 1 528 zł mniej na pasku
Od 1 lipca 2022 roku pracodawca ustalił trzy stawki zasadnicze dla pielęgniarek: 5 323 zł, 5 776 zł i 7 304,66 zł. Powódka trafiła do środkowej. Za dwanaście miesięcy zażądała 22 929,84 zł wyrównania.
Historia z sądu Wysłał jej zdjęcie z podpisem. Sąd nazwał to podręcznikowym mobbingiem
Doświadczona fryzjerka rozwiązała umowę bez wypowiedzenia z winy pracodawcy i zażądała 10 000 zł zadośćuczynienia oraz 5 000 zł odszkodowania. Pracodawca twierdził, że to były żarty między znajomymi ludźmi, a jej problemy psychiczne wzięły się z pandemii.
Historia z sądu Pracował 24 dni, zgłosił nieprawidłowości i dostał wypowiedzenie
Lekarz żądał przywrócenia do pracy, ewentualnie 36 000 zł odszkodowania, 24 000 zł wynagrodzenia za czas pozostawania bez pracy i 8 181,72 zł z ustawy o ochronie sygnalistów. Pytanie brzmiało: czy wypowiedzenie było odwetem za zgłoszenie, czy skutkiem skarg pacjentów.