Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Sylwia Erdman
powódka, kasjerka-sprzedawczyni
Sześć lat w tej samej sieci, najpierw trzy czwarte etatu, potem pełny. Dowiedziała się, że koledzy w sklepie przy granicy mają wyższą stawkę na identycznym stanowisku.
-
Sieć handlowa
pozwana spółka akcyjna
Dzieli sklepy na kategorie A, B i C według matrycy 27 czynników trudności pracy. Do wynagrodzeń przypisuje stawkę wynikającą z kategorii, nie z nazwiska.
-
Patrycja, kierowniczka regionalna
świadek strony pozwanej
Objeżdżała okoliczne sklepy, żeby przekonać kogokolwiek do przeniesienia się do placówki przy granicy. Do sklepu przydzielono 37 etatów i nigdy ich nie skompletowano.
-
Sąd Rejonowy w Rybniku
sąd pracy, skład z ławnikami
Odrzucił tezę, że problem dałoby się rozwiązać zatrudnieniem większej liczby ludzi, i przypomniał powódce jej własne słowa z przesłuchania.
Sylwia Erdman przepracowała w tej samej sieci sześć lat, od 10 maja 2018 do 7 czerwca 2024 roku. Zawsze na tym samym stanowisku: kasjer-sprzedawca. Obsługa klientów przy kasie, pomoc przy kasach samoobsługowych, wykładanie towaru, sprzątanie sklepu. Najpierw trzy czwarte etatu, od lutego 2023 pełny.
Potem dowiedziała się, ile zarabiają ludzie robiący dokładnie to samo w innym sklepie tej samej firmy, kilkadziesiąt kilometrów dalej, tuż przy granicy z Czechami.
Więcej. Na tym samym stanowisku, przy tym samym stażu.
W pozwie zażądała 5 000 zł odszkodowania za naruszenie zasady równego traktowania przy ustalaniu wynagrodzenia. Wcześniej wezwała pracodawcę do zapłaty 5 500 zł. Jej argument był prosty: sieć dzieli sklepy na litery A, B i C, ale za tymi literami nie stoi nic realnego. Ona pracowała w sklepie B, tamci w sklepie C, i to była jedyna różnica.
Litery i stawki
Mechanizm rzeczywiście istniał i pozwana wcale go nie ukrywała. Przeciwnie, opisała go w odpowiedzi na pozew ze szczegółami.
Każdy sklep sieci startuje w kategorii A. Jeśli pojawiają się czynniki podnoszące trudność pracy, jest przekwalifikowywany. Ocena odbywa się według matrycy, w której dla danej lokalizacji punktuje się w skali od 1 do 5 aż 27 elementów trudności pracy: asortyment, obsługa produktów świeżych, odpiek pieczywa, architektura sklepu, wyzwania przy załadunku, liczba i czas dostaw, dostawy nocne, kradzieże i bezpieczeństwo, liczba klientów na godzinę, struktura klientów, niestandardowe godziny otwarcia, udział produktów reklamowanych, kasy samoobsługowe, zbiórki żywności, gospodarka odpadami, butelki zwrotne, lady mięsne, czas rekrutacji, rotacja i wakaty, wskaźnik nieobecności, delegacje pracowników, udział pracowników tymczasowych, dojazdy i konkurencyjność lokalnego rynku pracy.
Wynik od 0,0 do 0,49 to kategoria A. Od 0,5 do 0,69 kategoria B. Od 0,7 do 1 kategoria C.
Do liter przypisane były stawki zasadnicze dla kasjera-sprzedawcy ze stażem powyżej trzech lat. Od 1 stycznia 2022 roku: 3 150 zł w sklepie A, 3 350 zł w B, 3 500 zł w C. Od stycznia 2023: 3 650, 3 850 i 4 000 zł. Od lipca 2023: 3 750, 3 950 i 4 100 zł. Od lutego 2024: 4 400, 4 600 i 4 750 zł.
Rozpiętość między najniższą a najwyższą literą to za każdym razem kilkaset złotych.
Sylwia pracowała najpierw w sklepie niskoobrotowym z kategorią A, potem w średniobrotowym, który w pewnych okresach miał kategorię B. Sklep przy granicy w spornym okresie, od 1 czerwca 2023 do 31 grudnia 2024 roku, miał kategorię C z oceną 0,82.
Co się stało przy granicy
Jeszcze w 2021 roku ten sklep był przeciętny. Średnie obroty, nic szczególnego.
W 2023 roku obroty wzrosły czterokrotnie, do 8 mln. Pierwsze miejsce w całej Polsce. Powód: czescy klienci, przyciągnięci różnicą cen, zaczęli przyjeżdżać zorganizowanymi wycieczkami autokarowymi na zakupy spożywcze.
Uzasadnienie wyroku rozpisuje, jak to wyglądało w praktyce, i to najciekawsza część tej sprawy, bo mało która sprawa o wynagrodzenie zawiera aż tyle konkretu.
Czesi stanowili 90 procent klientów. Przyjeżdżali całymi rodzinami, robili jednorazowe zakupy nawet za dwa tysiące złotych. Sieć musiała wprowadzić dwa razy większe wózki. Kolejki stały przez wszystkie godziny otwarcia. Czas obsługi jednego klienta wydłużał się, bo wózek był pełniejszy, a przy okazji trzeba było tłumaczyć promocje i etykiety, których klient nie rozumiał. Kasy samoobsługowe do pewnego momentu nie miały wersji czeskiej, więc na stałe musiało przy nich stać dwóch asystentów, podczas gdy w innych sklepach nie było takiej potrzeby w ogóle.
Skala logistyczna była nieporównywalna. Codziennie przyjeżdżało 100 do 120 palet, przy około 30 w innych sklepach. Kontenerów około 20 zamiast 3 do 5. Metrów regałowych 40 zamiast 12. Kas trzynaście, przy maksymalnie sześciu w przeciętnym sklepie sieci. Sala sprzedaży 1000 metrów kwadratowych i dwa duże magazyny. Parking na 120 aut zamiast na 20, i pracownicy mieli obowiązek go sprzątać. Dwa piece do odpieku zamiast jednego, i to działające praktycznie bez przerwy, obsługiwane na stałe przez dwie osoby, a nie przez jedną, która przy okazji ma inne zadania.
Towarów świeżych 33 palety zamiast dwunastu, a te trzeba rozłożyć błyskawicznie, bo wymagają niskiej temperatury.
Kradzieży było więcej niż gdzie indziej, więc zatrudniono ochronę, a personel musiał być stale czujny. Działały zmiany nocne, na których pracowało siedem osób, podczas gdy w innych sklepach dwie albo trzy.
Sklep, do którego nikt nie chciał przyjść
Do tego doszedł problem, którego nie dało się rozwiązać pieniędzmi klientów.
Sklep leżał w pewnej odległości od miejscowości i nie miał połączenia transportem publicznym. Okoliczni mieszkańcy woleli pracować po czeskiej stronie, gdzie płacono lepiej. Kierowniczka regionalna objeżdżała sklepy w okolicy i informowała pracowników o wyższych stawkach, jakie może zaproponować, byle kogokolwiek ściągnąć.
Do placówki przydzielono w pewnym momencie 37 etatów. Nigdy nie udało się ich skompletować. Sklep miał najwyższe wskaźniki rotacji w całej sieci.
Braki uzupełniano pracownikami agencji pracy tymczasowej, w dużej mierze obcokrajowcami, którzy wymagali żmudnego szkolenia i nadzoru, a często odchodzili bez uprzedzenia. Bywały okresy, gdy stanowili 30 procent obsady, przy praktycznie zerowym udziale takich pracowników w innych sklepach. Ci, którzy zostawali na etacie, tracili czas na szkolenie kolejnych.
Wskaźnik wydajności, czyli przychód sklepu podzielony przez liczbę godzin, wynosił w większości placówek około 1 500 zł. Tu przekraczał 2 000 zł.
Kto co musi udowodnić
Konstrukcja prawna tej sprawy jest dwuetapowa i warto ją znać, bo dotyczy każdego sporu o nierówne płace.
Podstawą roszczenia był art. 18(3d) k.p.: kto padł ofiarą naruszenia zasady równego traktowania, ma prawo do odszkodowania nie niższego niż minimalne wynagrodzenie. Art. 18(3c) § 1 daje prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości, a § 3 wyjaśnia, że pracami o jednakowej wartości są te, które wymagają porównywalnych kwalifikacji, porównywalnej odpowiedzialności i porównywalnego wysiłku.
Rozkład ciężaru dowodu opisuje art. 18(3b) § 1: różnicowanie jest naruszeniem zasady, chyba że pracodawca udowodni, że kierował się obiektywnymi powodami. Sąd, powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego i dyrektywę 2000/78/WE, rozłożył to na dwa kroki. Najpierw pracownik musi uprawdopodobnić nierówne traktowanie i wykazać, że wykonywał pracę jednakową albo o jednakowej wartości co osoba wynagradzana lepiej. Dopiero potem pracodawca broni się obiektywnymi powodami.
I tu pada zdanie, które w tego rodzaju sprawach bywa niespodzianką: równe traktowanie nie oznacza prawa do równego wynagrodzenia wszystkich pracowników na tych samych stanowiskach. Oznacza zakaz różnicowania go w oderwaniu od kryteriów związanych z wykonywaną pracą.
Sąd uznał, że matryca 27 czynników jest właśnie takim kryterium. W sklepie przygranicznym z 24 ocenianych elementów aż 19 dostało maksymalną piątkę.
Argument, który się nie obronił
Powódka i powołani przez nią świadkowie twierdzili, że praca w każdym sklepie tej sieci wygląda tak samo. Sąd wprost odmówił im wiary w tym punkcie, wskazując, że materiał dowodowy pokazuje coś przeciwnego.
Padł też drugi argument: gdyby pracodawca zatrudnił po prostu więcej ludzi, żaden z czynników uzasadniających kategorię C by nie wystąpił.
Sąd nazwał go chybionym z trzech powodów. Po pierwsze, poziom trudności pracy nie mierzy się liczbą zatrudnionych, bo pewnych problemów nie da się rozwiązać dokładaniem ludzi. Po drugie, przedmiotem procesu nie było to, czy sieć powinna była zatrudnić więcej osób, tylko czy wolno jej było okresowo podnieść stawki. Po trzecie, i najprościej: pracodawca próbował i nie mógł. Etaty były przydzielone i puste.
Zdanie z własnego przesłuchania
Najmocniejszy fragment uzasadnienia sąd zbudował z tego, co powiedziała sama powódka.
Przesłuchiwana, opowiedziała o przejściu do drugiego sklepu, tego z kategorią B. Dostała wtedy podwyżkę i uznała ją za słuszną, bo praca w nowym miejscu była trudniejsza i bardziej stresująca: agresywne zachowania osób pijanych i bezdomnych, dużo młodzieży, urzędnicy oczekujący błyskawicznej obsługi, klienci z Ukrainy, większy obrót, dwa piece do odpieku.
Sąd zestawił to wprost. Powódka doskonale wie, z jakich obiektywnych przyczyn różnicuje się wynagrodzenia, bo sama wcześniej z tego skorzystała. Dopiero po ustaniu zatrudnienia zaczęła twierdzić, że praca w każdym sklepie jest taka sama.
Powództwo oddalono. Sąd pominął przy tym, na podstawie art. 235(2) § 1 pkt 2 i 5 k.p.c., wnioski o opinie biegłych z zakresu BHP, ekonomii i rachunkowości. Uzasadnił to tym, że pracodawca nie różnicował stawek wyłącznie według wysiłku energetycznego, a badanie takiego wysiłku wstecz i hipotetycznie byłoby nieweryfikowalne. Trudność pracy w kategorii C miała także wymiar psychiczny, organizacyjny i zadaniowy.
Ciekawy epilog dotyczył kosztów. Pełnomocnik pozwanej żądał sześciokrotności stawki minimalnej, kosztów podróży i noclegów. Sąd przyznał 2 700 zł, czyli trzykrotność, uznając nakład pracy za rzeczywisty, ale sprawę za niedostatecznie skomplikowaną, by sięgać po maksimum. Kosztów dojazdu nie zasądził, bo pełnomocnik nie wykazał wydatków rzeczywiście poniesionych, tylko przedstawił kilometrówkę. Noclegów też nie: połączenia drogowe i kolejowe na tej trasie są dobre i zajmują najwyżej cztery godziny, rosnące z wizyty na wizytę stawki za dobę (od 270 do 370 zł) sąd uznał za ekonomicznie nieuzasadnione, a faktury nie dowodziły zapłaty.
Sklep przy granicy wrócił do kategorii A 1 stycznia 2025 roku, po tym jak czescy klienci przestali przyjeżdżać.
Co z tej historii wynika
Ta sama nazwa stanowiska to za mało. Art. 18(3c) k.p. mówi o pracy jednakowej albo o jednakowej wartości, a wartość mierzy się kwalifikacjami, odpowiedzialnością i wysiłkiem. Dwie kasjerki tej samej sieci mogą wykonywać pracę o różnej wartości, jeśli przez jedną kasę przechodzi trzynaście pełnych wózków na kwadrans, a przez drugą trzy.
Pracodawca może różnicować płace według lokalizacji, ale musi to udokumentować. Wygrała nie sama istota systemu kategorii, tylko to, że sieć potrafiła pokazać matrycę, punktację, zestawienia obrotów i kilkunastu świadków opisujących tę samą rzeczywistość. Gdyby litery A, B i C były przypisywane uznaniowo, wynik mógłby być inny.
Trudność pracy to nie tylko wysiłek fizyczny. Sąd wprost odmówił sprowadzenia sporu do wydatku energetycznego i wskazał obciążenie psychiczne, organizacyjne i zadaniowe: barierę językową, kolejki, czujność wobec kradzieży, szkolenie ciągle wymieniających się pracowników tymczasowych.
Braki kadrowe są argumentem płacowym, nie wymówką. Skoro nie da się skompletować 37 etatów, bo ludzie wolą pracować po drugiej stronie granicy, wyższa stawka jest narzędziem zatrzymania załogi. Sąd uznał to za oczywiste i legalne.
Własne słowa wracają. To, że powódka wcześniej uznała podwyżkę za sprawiedliwą, gdy sama przeszła do trudniejszego sklepu, podważyło jej całą linię argumentacji skuteczniej niż jakikolwiek dowód pracodawcy.
Jak to się potoczyło
-
10 maja 2018
Początek zatrudnienia
Umowa na stanowisko kasjer-sprzedawca, trzy czwarte etatu, sklep niskoobrotowy w kategorii A.
-
1 lutego 2023
Pełny etat i drugi sklep
Przejście do sklepu średniobrotowego z kategorią B i wyższą stawką. Powódka uznała podwyżkę za słuszną, bo praca była trudniejsza.
-
2023
Czeskie autokary
Obroty sklepu przy granicy rosną czterokrotnie, do 8 mln. Pierwsze miejsce w kraju. Kolejki przez wszystkie godziny otwarcia, wózki pełne po brzegi.
-
1 czerwca 2023
Kategoria C dla sklepu przygranicznego
Kierownik regionalny proponuje pracownikom tzw. stawki warszawskie. W matrycy sklep dostaje ocenę 0,82, a 19 z 24 ocenianych czynników maksymalną piątkę.
-
7 czerwca 2024
Koniec zatrudnienia powódki
Średnie miesięczne wynagrodzenie liczone dla niej wyniosło 4 709,31 zł.
-
1 stycznia 2025
Powrót do kategorii A
Ruch czeskich klientów wygasa, obroty spadają, sklep przy granicy wraca do najniższej stawki.
-
6 maja 2026
Powództwo oddalone
Sąd Rejonowy w Rybniku uznaje różnicowanie za oparte na obiektywnych kryteriach i obciąża powódkę kwotą 2 700 zł kosztów.
Jak orzekł sąd
Sąd Rejonowy w Rybniku oddalił powództwo i zasądził od powódki na rzecz pozwanej spółki 2 700 zł kosztów zastępstwa procesowego z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się wyroku. Uznał, że pracodawca udowodnił obiektywne kryteria różnicowania: trudność i wysiłek pracy mierzone matrycą 27 czynników, w której sklep przygraniczny uzyskał ocenę 0,82. Materiał dowodowy wykazał, że praca w tej lokalizacji była nieporównywalnie cięższa: 120 palet dziennie zamiast 30, trzynaście kas zamiast sześciu, siedem osób na nocnej zmianie zamiast dwóch, 90 procent klientów obcojęzycznych i chroniczne braki kadrowe. Sąd zauważył też, że sama powódka wcześniej uznała za słuszne, że dostała podwyżkę przy przejściu do trudniejszego sklepu.
Podstawa prawna
- art. 11(2) k.p.: pracownicy mają równe prawa z tytułu jednakowego wypełniania takich samych obowiązków
- art. 18(3c) § 1 i § 3 k.p.: prawo do jednakowego wynagrodzenia za jednakową pracę lub pracę o jednakowej wartości; pracami o jednakowej wartości są prace wymagające porównywalnych kwalifikacji, odpowiedzialności i wysiłku
- art. 18(3b) § 1 k.p.: różnicowanie sytuacji pracownika jest naruszeniem zasady równego traktowania, chyba że pracodawca udowodni, że kierował się obiektywnymi powodami
- art. 18(3d) k.p.: odszkodowanie za naruszenie zasady równego traktowania, nie niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę
- art. 78 § 1 k.p.: wynagrodzenie ma odpowiadać rodzajowi pracy, wymaganym kwalifikacjom oraz ilości i jakości pracy
- art. 33 ust. 2 Konstytucji RP: prawo do jednakowego wynagrodzenia za pracę jednakowej wartości
- art. 235(2) § 1 pkt 2 i 5 k.p.c.: pominięcie dowodu nieprzydatnego lub zmierzającego do przedłużenia postępowania
Czytaj dalej
Historia z sądu Wygrały po kilkanaście tysięcy za nierówne płace. W apelacji przegrały wszystko
Trzy pielęgniarki z tego samego oddziału zażądały odszkodowania za nierówne traktowanie w wynagrodzeniu. Koleżanki z dyplomem magistra zarabiały więcej, choć robiły dokładnie to samo. Pierwsza instancja przyznała im rację.
Historia z sądu Ten sam dyżur, ten sam pacjent, o 1 528 zł mniej na pasku
Od 1 lipca 2022 roku pracodawca ustalił trzy stawki zasadnicze dla pielęgniarek: 5 323 zł, 5 776 zł i 7 304,66 zł. Powódka trafiła do środkowej. Za dwanaście miesięcy zażądała 22 929,84 zł wyrównania.
Historia z sądu Wysłał jej zdjęcie z podpisem. Sąd nazwał to podręcznikowym mobbingiem
Doświadczona fryzjerka rozwiązała umowę bez wypowiedzenia z winy pracodawcy i zażądała 10 000 zł zadośćuczynienia oraz 5 000 zł odszkodowania. Pracodawca twierdził, że to były żarty między znajomymi ludźmi, a jej problemy psychiczne wzięły się z pandemii.
Historia z sądu Nie odebrała listu i poszła do sądu, że pracodawca się spóźnił. Awizo zdecydowało o wszystkim
15 300 zł odszkodowania i dwa pytania: czy pracodawca zdążył w miesięcznym terminie, skoro pracownica listu nie odebrała, i czy wyzwiska wobec podwładnych to ciężkie naruszenie obowiązków.