Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Dariusz Dembowski
powód, przedsiębiorca
Kupił ciągnik przez telefon, bez oględzin, żeby wypożyczyć go do prac przy budowie autostrad. Po awarii chciał wyłącznie zwrotu pieniędzy, naprawa go nie interesowała.
-
Urszula Zdunek
pozwana, zarządca sukcesyjny przedsiębiorstwa w spadku
Prowadzi firmę zmarłego jako zarządca sukcesyjny. Odpowiedziała na zgłoszenie usterki tego samego dnia i nazajutrz wysłała ekipę serwisową z częścią zamienną.
-
Ksawery Kotarba
właściciel warsztatu, w którym stał ciągnik
Naprawiał inne maszyny powoda. 1 czerwca nie wpuścił serwisantów sprzedawcy pod zadaszenie, choć tego dnia padał deszcz i tylko tam dało się pracować.
-
Biegły sądowy
opinia techniczna
Rozpisał wadę uszczelki głowicy co do liczby i średnicy otworów, i wskazał drugą przyczynę awarii: brak reakcji operatora na wskaźnik temperatury.
Ogłoszenie wisiało na portalu z maszynami rolniczymi. Ciągnik z 2016 roku, licznik na 112,7 motogodziny, czyli praktycznie nieużywany.
27 kwietnia 2022 roku Dariusz Dembowski zadzwonił pod numer z ogłoszenia. Usłyszał od pracownika sprzedawcy, że maszyna nie pracowała w polu, bo była egzemplarzem pokazowym, a zimą używano jej tylko do odśnieżania placu firmowego.
Do miejsca, gdzie stał ciągnik, było daleko. Kupujący nie pojechał go obejrzeć. Wynegocjował cenę przez telefon, zapłacił 145 000 zł i 29 kwietnia odebrał maszynę. Ściągnął ją na lawetą wynajętą firmą transportową. Na placu sprzedawcy ciągnik uruchomiono krótko, tylko po to, żeby wjechał na lawetę. W protokole przekazania nikt niczego nie zgłosił.
Plan był konkretny: wypożyczyć maszynę firmie pracującej przy budowie autostrad.
Uszczelka, którą widać dopiero po rozkręceniu
W silniku tkwiła wada fabryczna, i to opisana w wyroku z dokładnością, jaką rzadko widuje się w orzeczeniach cywilnych.
Metalowa uszczelka głowicy cylindrów nie miała tylu otworów, ile kanałów chłodzących biegło pionowo w bloku silnika. Wokół cylindrów było osiemnaście dużych kanałów, a w uszczelce między nimi tylko cztery duże otwory i dwanaście znacznie mniejszych w zamian. Dwa duże kanały chłodzące wokół pierwszego cylindra były po prostu zaślepione, bo w uszczelce nie było dla nich żadnego otworu. Sześciu małym kanałom odpowiadało pięć otworów. Do tego żaden z otworów chłodzenia w uszczelce nie miał silikonowej obwódki uszczelniającej, co dodatkowo zmniejszało szczelność.
Efekt był fizyczny i nieuchronny. Zamiast równomiernego chłodzenia powstał jeden szeregowy obieg: płyn płynął kolejno od pierwszego cylindra do czwartego, dopiero za czwartym trafiał do głowicy i zawracał do pompy. Każdy kolejny cylinder był podgrzewany niemal całym ciepłem poprzednika i dokładał swoje następnemu. Najgorzej miał czwarty.
Sprzedawca o tym nie wiedział i, jak ustalił sąd, wiedzieć nie mógł, bo używając ciągnika sporadycznie zimą i pokazując go klientom nie miał szans wykryć wady.
Miesiąc i 2,1 motogodziny
Od wydania do końca maja ciągnik przepracował 2,1 motogodziny. Ciągnął podczepioną maszynę kołową i ładował przednią łyżką materiały sypkie.
Podczas tej pracy silnik się zagotował. Krytyczne przegrzanie, utrata ciśnienia sprężania na wszystkich cylindrach, ubytek płynu chłodzącego, wymieszanie płynu z olejem, rozszczelnienie uszczelki najpierw na czwartym cylindrze, potem na kolejnych, i pionowe pęknięcie czwartej tulei cylindrowej.
Biegły powiedział jednak coś jeszcze, i to zdanie zaważyło na całej sprawie: pomimo wadliwej uszczelki, przy normalnej eksploatacji do krytycznego przegrzania by nie doszło.
Ciągnik nie miał sygnału dźwiękowego ani ostrzegawczej lampki, ale miał sprawny wskaźnik temperatury silnika, który przez cały czas pokazywał rosnącą temperaturę płynu. Operator na to nie zareagował i pracował dalej. Potem spod maski zaczęła buchać para, widoczna dla każdego, kto siedział za kierownicą. Przy kolejnych uruchomieniach silnika, już po awarii, ubytek płynu postępował, aż zniknęła prawie połowa jego objętości.
Przyczyną awarii, orzekł sąd za biegłym, była wada uszczelki oraz brak reakcji operatora. Koszt naprawy: 26 014,53 zł.
Doba na reakcję
30 maja 2022 roku kupujący napisał do sprzedawcy: idzie olej do wody. Dołączył zdjęcie licznika, na którym widniało 114,8 motogodziny.
Sprzedawca zareagował tego samego dnia. Zadzwonił i zgłosił, że jego serwisanci chcą dokonać oględzin i ewentualnej naprawy. 31 maja kupujący podał adres warsztatu, w którym stał ciągnik, i wyznaczył termin oględzin na następny dzień.
1 czerwca przyjechało trzech serwisantów. Mieli ze sobą część zamienną, uszczelkę pod głowicę, oraz komplet narzędzi potrzebnych do jej wymiany. Przyjechali naprawiać, nie oglądać.
Nie naprawili.
Kupującego nie było, bo miał wyjazd służbowy, choć termin ustalił sam poprzedniego dnia. Padał deszcz, ciągnik stał na zewnątrz, a właściciel warsztatu, który naprawiał inne maszyny powoda, nie wpuścił serwisantów pod zadaszenie. To było jedyne miejsce, gdzie w takich warunkach dałoby się cokolwiek zrobić. Ekipa poczekała, próbowała skontaktować się z kupującym i odjechała.
Potem pracownik sprzedawcy poprosił o wskazanie innego terminu naprawy. Odpowiedzi nie było.
Zamiast tego przyszły SMS-y, które sąd zacytował w uzasadnieniu. Zarzut, że nikt nie uprzedził, “że będziecie od razu naprawiać”. Potem wprost: żądanie zwrotu pieniędzy i kosztów, “inaczej być nie może”. I na koniec: “czekaj na moje pismo od adwokata, jestem zajęty, a pan mi udowadnia prawdę, sąd rozstrzygnie”.
8 czerwca 2022 roku kupujący wysłał pismo z zawiadomieniem o wadzie i oświadczeniem o odstąpieniu od umowy, wzywając do odbioru pojazdu i zwrotu ceny w trzy dni. Sprzedawca odebrał je 17 czerwca i 21 czerwca odmówił.
Kontruprawnienie sprzedawcy
Konstrukcja, na której sprawa upadła, jest w kodeksie cywilnym od zawsze, a mimo to zaskakuje wielu kupujących.
Art. 560 § 1 k.c. daje kupującemu prawo do złożenia oświadczenia o obniżeniu ceny albo o odstąpieniu od umowy. Ale w tym samym przepisie siedzi hamulec: sprzedawca może to zablokować, jeżeli niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności dla kupującego wymieni rzecz na wolną od wad albo wadę usunie. Wybór między wymianą a naprawą należy do sprzedawcy.
Zasadą jest, że sama deklaracja gotowości nie wystarcza, potrzebna jest rzeczywista naprawa. Orzecznictwo dodaje jednak wyjątek, i to on rozstrzygnął tę sprawę. Sąd powołał wyrok Sądu Najwyższego z 15 grudnia 2000 roku (IV CKN 191/00): kupującemu nie wolno udaremnić zamiaru sprzedawcy co do niezwłocznego usunięcia wad. Jeżeli swoim działaniem lub zaniechaniem uniemożliwia realizację deklarowanej gotowości, prawo odstąpienia mu nie przysługuje.
Sąd rozbił to na dwa pytania. Czy sprzedawca wykazał gotowość niezwłocznego usunięcia wady? Tak: zareagował tego samego dnia, nazajutrz wysłał trzech ludzi z częścią i narzędziami na adres wskazany przez kupującego. Czy kupujący tę naprawę uniemożliwił? Też tak: nie przyjechał, nie zapewnił dostępu, nie wskazał innego terminu i wprost napisał, że naprawa go nie interesuje, tylko pieniądze.
Prawo odstąpienia więc nigdy nie powstało. Skoro nie powstało, oświadczenie z 8 czerwca było bezskuteczne, a żądanie zwrotu ceny bezpodstawne. Razem z nim upadło żądanie 7 380 zł tytułem kosztów zabezpieczenia pojazdu w warsztacie.
Uszczelka, którą przywieźli, też była wadliwa
Najmocniejszy argument apelacji brzmiał zaskakująco dobrze: uszczelka, którą przywieźli serwisanci, miała dokładnie te same wady co ta fabrycznie zamontowana. Skoro naprawa i tak nie usunęłaby wady, to jak można mówić, że kupujący cokolwiek zablokował?
Sąd tego argumentu nie zignorował, przeciwnie, sam ustalił, że taka była prawda, i że serwisanci o tym nie wiedzieli. A mimo to odpowiedział, że to niczego nie przesądza.
Rozumowanie: serwisantów nie dopuszczono nawet do rozkręcenia silnika, więc nie mieli szansy poznać przyczyny awarii. Nie można wykluczyć, że po rozpoczęciu prac sami dostrzegliby wadliwość uszczelki. Równie możliwe, że wobec tak rozległego uszkodzenia zdecydowaliby się na wymianę całego silnika z użyciem zupełnie innych części. Ocena efektów naprawy, której nikt nie przeprowadził, jest po prostu niemożliwa.
Sąd Apelacyjny dołożył jeszcze dwie rzeczy. Po pierwsze, twierdzenie, że serwisanci chcieli uszczelniać silnik wysokoprężny silikonem, pozostało gołosłowne: nie poparto go żadnym dowodem, a świadkowie zajmujący się takimi naprawami od lat wprost temu zaprzeczyli. Po drugie, po naprawie kupującemu i tak przysługiwałoby prawo sprawdzenia jej prawidłowości i poprawności pracy maszyny. Odrzucenie naprawy w ciemno nie było więc konieczne do obrony jego interesów.
Wada istotna czy nie, to już nie miało znaczenia
Apelacja zarzucała też pominięcie art. 560 § 4 k.c., zgodnie z którym nie można odstąpić od umowy, jeśli wada jest nieistotna. Skarżący twierdził, że jego wada była istotna, wpływała na bezpieczeństwo i przydatność maszyny, więc uprawniała do odstąpienia niezależnie od działań sprzedawcy.
Sąd odwrócił kolejność. Istotność wady bada się dopiero wtedy, gdy prawo odstąpienia w ogóle przysługuje. Skoro na wcześniejszym etapie kupujący sam je sobie zamknął, pytanie o istotność stało się bezprzedmiotowe.
Podobnie potraktowano spór o to, czy awaria wynikała wyłącznie z uszczelki, czy także z zachowania operatora. Sąd Apelacyjny stwierdził, że z punktu widzenia przesłanek rozstrzygnięcia nie było to istotne, bo sprawa i tak upadała na art. 560 § 1 k.c.
Licznik, który się nie zgadzał
Osobno sądy odnotowały kilka faktów obciążających kupującego.
W dniu zgłoszenia awarii licznik pokazywał 114,8 motogodziny. W dniu oględzin biegłego, 20 sierpnia 2024 roku, pokazywał 116,8. Uszkodzony ciągnik przepracował więc po awarii kolejne dwie motogodziny, co pogłębiało szkodę w silniku.
Do tego po awarii powód wystawił ciągnik na sprzedaż w internecie. W opisie napisał, że maszyna wygląda, “jakby wczoraj wyjechała od dilera”, jest mocna, silna i zwinna, i ma przepracowane 122 motogodziny. O usterkach ani słowa. Potem w procesie potwierdził, że ta liczba motogodzin się zgadzała, choć różniła się znacząco od wskazań licznika u biegłego. Sąd zauważył, że może to świadczyć o tym, że licznik nie odzwierciedlał rzeczywistego przebiegu.
Sąd nie dał też wiary twierdzeniu powoda, że ciągnika w ogóle nie używał, a uruchamiał go tylko do zjazdu z lawety. Przeczyły temu i wskazania licznika, i ślady zużycia opisane przez biegłego.
Zarzut naruszenia art. 354 k.c. (obowiązek współdziałania) i art. 5 k.c. (nadużycie prawa) sąd odrzucił, wskazując, że skarżący nie wyjaśnił nawet, na czym miałaby polegać zarzucana sprzedawcy “wadliwa organizacja i nienależyta metodyka działań”, ani jakie zasady współżycia społecznego zostały naruszone.
Apelację oddalono na podstawie art. 385 k.p.c. Rachunek za tę sprawę zamknął się dla kupującego kwotami: 7 017 zł kosztów procesu w pierwszej instancji, 5 288,23 zł wydatków ściągniętych na rzecz Skarbu Państwa i 4 050 zł kosztów apelacyjnych. Plus ciągnik, którego naprawa kosztowałaby 26 014,53 zł.
Co z tej historii wynika
Odstąpienie od umowy nie jest pierwszym ruchem, tylko ostatnim. Art. 560 § 1 k.c. daje sprzedawcy realne kontruprawnienie: może zablokować odstąpienie, naprawiając rzecz niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności. Kto blokuje tę naprawę, traci prawo do odstąpienia, niezależnie od tego, jak poważna jest wada.
Nie wolno oceniać naprawy, której się nie dopuściło. Sąd przyznał, że przywieziona uszczelka była tak samo wadliwa, i mimo to uznał argument za nieskuteczny, bo nie da się ocenić efektu prac, których nikt nie rozpoczął. Bezpieczniejsza droga to wpuścić serwis, a potem zakwestionować wynik naprawy.
Odmowa musi być udokumentowana, a zarzuty poparte dowodem. Twierdzenie o silikonie w silniku wysokoprężnym mogło zdecydować o sprawie, gdyby ktokolwiek je potwierdził. Bez dowodu było tylko obawą.
Korespondencja SMS jest dowodem. Zdania o tym, że kupującego interesuje wyłącznie zwrot pieniędzy, trafiły do uzasadnienia w cudzysłowie i posłużyły za dowód braku woli współdziałania.
Użytkowanie uszkodzonej rzeczy po zgłoszeniu wady szkodzi kupującemu. Dwie dodatkowe motogodziny po awarii i ogłoszenie sprzedaży bez wzmianki o usterce nie przesądziły sprawy, ale mocno osłabiły wiarygodność powoda.
Zakup bez oględzin nie odbiera rękojmi, ale podnosi ryzyko. Rękojmia działała, wada fabryczna istniała i sąd to ustalił. Przegrana wzięła się z tego, co stało się po awarii, a nie z tego, że maszynę kupiono przez telefon.
Jak to się potoczyło
-
27 kwietnia 2022
Rozmowa telefoniczna
Pracownik sprzedawcy informuje, że ciągnik nie pracował w polu, był egzemplarzem pokazowym używanym zimą do odśnieżania placu. Kupujący nie ogląda pojazdu.
-
29 kwietnia 2022
Wydanie ciągnika
Cena 145 000 zł zapłacona w całości, licznik na 112,7 motogodziny, wywóz lawetą. W protokole przekazania żadnych zastrzeżeń.
-
29 kwietnia do 30 maja 2022
2,1 motogodziny pracy
Ciągnik ciągnie podczepioną maszynę kołową i ładuje przednią łyżką materiały sypkie. Podczas pracy dochodzi do awarii.
-
30 maja 2022
Zgłoszenie: olej w układzie chłodzenia
SMS do sprzedawcy o treści „idzie olej do wody”. Sprzedawca odpowiada tego samego dnia i zgłasza gotowość oględzin oraz naprawy.
-
1 czerwca 2022
Trzej serwisanci, uszczelka, narzędzia i deszcz
Ekipa sprzedawcy przyjeżdża na wskazany adres. Kupujący nie stawia się, właściciel warsztatu nie udostępnia zadaszenia. Naprawa nie dochodzi do skutku.
-
8 czerwca 2022
Odstąpienie od umowy
Pismo zawiadamiające o wadzie i odstąpieniu, z wezwaniem do odbioru pojazdu i zwrotu ceny w trzy dni. Doręczone 17 czerwca, odmowa 21 czerwca.
-
20 sierpnia 2024
Oględziny biegłego
Licznik pokazuje 116,8 motogodziny, o 2 więcej niż w dniu zgłoszenia awarii. Ogłoszenie sprzedaży wystawione przez powoda mówiło o 122 motogodzinach.
-
10 marca 2026
Apelacja oddalona
Sąd Apelacyjny w Lublinie utrzymuje wyrok i dokłada 4 050 zł kosztów drugiej instancji.
Jak orzekł sąd
Sąd Apelacyjny w Lublinie oddalił apelację i zasądził od powoda na rzecz pozwanego 4 050 zł kosztów postępowania apelacyjnego. Utrzymał wyrok pierwszej instancji, który oddalił powództwo o 152 380 zł, obciążył powoda kwotą 7 017 zł kosztów procesu i nakazał ściągnąć od niego 5 288,23 zł wydatków pokrytych tymczasowo przez Skarb Państwa. Sądy uznały, że sprzedawca wykazał gotowość niezwłocznego usunięcia wady, wysyłając nazajutrz po zgłoszeniu trzech serwisantów z częścią zamienną i narzędziami, a kupujący tę naprawę uniemożliwił. Zgodnie z art. 560 § 1 k.c. w takiej sytuacji prawo odstąpienia od umowy w ogóle nie powstaje, a pytanie o istotność wady staje się bezprzedmiotowe.
Podstawa prawna
- art. 556 § 1 i art. 556(1) § 1 k.c.: rękojmia za wady fizyczne rzeczy sprzedanej i definicja wady fizycznej
- art. 560 § 1 k.c.: kupujący może odstąpić od umowy albo żądać obniżenia ceny, ale sprzedawca może to zablokować, niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności usuwając wadę albo wymieniając rzecz
- art. 560 § 4 k.c.: nie można odstąpić od umowy, jeżeli wada jest nieistotna
- art. 354 k.c.: obowiązek współdziałania wierzyciela przy wykonaniu zobowiązania
- art. 6 k.c.: ciężar udowodnienia faktu spoczywa na tym, kto z niego wywodzi skutki prawne
- art. 233 § 1 k.p.c.: swobodna ocena dowodów; zarzut jej naruszenia to nie przedstawienie własnej wersji faktów
- art. 385 k.p.c.: oddalenie bezzasadnej apelacji
Czytaj dalej
Historia z sądu Kupił ciężarówkę z przyczepą pod wymiar. Zabrakło czterdziestu centymetrów
193 150 zł zwrotu ceny plus odsetki. Kupujący twierdził, że zapłacił gotówką więcej, niż wpisano na fakturach. Sprzedająca, że wymiary z ogłoszenia to drobiazg, a kupiec i tak jeździ tymi pojazdami do dziś.
Historia z sądu Gmina nie dała jej lokalu socjalnego przez dwanaście lat. Potem policzyła pełny czynsz i 330 metrów wody
Gmina domagała się 6 221,62 zł odszkodowania za bezumowne zajmowanie mieszkania, licząc czynsz jak za lokal zwykły, nie socjalny, i doliczając 330 m³ wody z niewyjaśnionego wycieku.
Historia z sądu Kupił auto do wożenia drewna. Pięć dni później diagnosta powiedział, że rama może się przełamać
4 920 zł za dostawczaka z 1997 roku i pytanie, czy pokazanie kupującemu rdzy na karoserii zwalnia sprzedawcę z odpowiedzialności za przeżartą ramę.
Historia z sądu Grunt zaczął się zapadać dwa lata po odbiorze. Generalny wykonawca wystawił notę
Nota obciążeniowa na 29.037,50 zł za wykonawstwo zastępcze. Po kompensatach z kaucji gwarancyjnych do zapłaty pozostało 14.712,19 zł. Podwykonawca nie zapłacił nic.