Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Konsorcjum generalnego wykonawcy
powodowie
Dwie spółki, które wygrały przetarg na kompleksową modernizację energetyczną budynku uczelni. Zleciły naprawę firmom zewnętrznym i obciążyły podwykonawcę notą z 15-procentowym narzutem.
-
Firma izolacyjna
pozwany podwykonawca
Wykonała izolację przeciwwilgociową i termiczną ścian fundamentowych za wynagrodzenie ryczałtowe 256.047,60 zł netto. Twierdziła, że gwarancji nigdy nie udzielono, i przegrała ten argument, a mimo to wygrała sprawę.
-
Grzegorz Sowa
wykonawca zastępczy, świadek
Wymieniał uszkodzone rury i odtwarzał opaskę. To on odkopał instalację i zobaczył, w jakim jest stanie. Zeznawał jako świadek strony powodowej i pomógł wygrać stronie przeciwnej.
-
Sąd Rejonowy w Bydgoszczy
sąd pierwszej instancji
Rozstrzygnął sprawę bez powoływania biegłego, uznając, że wypłukiwanie gruntu przez płynącą wodę nie wymaga wiedzy specjalnej.
Trzy lata po zakończeniu prac izolacyjnych grunt wokół budynku zaczął się zapadać. Opaska, czyli pas materiału odprowadzającego wodę od ścian, tworzyła ubytki. Tynk odpadał.
Generalny wykonawca wiedział, kogo obciążyć. Umowa podwykonawcza z 29 listopada 2017 roku dawała mu do tego wyraźne narzędzie: wezwanie do naprawy, a po bezskutecznym upływie terminu prawo zlecenia prac komuś innemu na koszt i ryzyko podwykonawcy, bez konieczności uzyskania orzeczenia sądu, plus 15 procent narzutu.
Zrobił dokładnie to. Nota obciążeniowa opiewała na 29.037,50 zł. Po kompensatach z zatrzymanych kaucji gwarancyjnych do zapłaty zostało 14.712,19 zł.
Sąd Rejonowy w Bydgoszczy oddalił powództwo w całości.
Co dokładnie miał zrobić podwykonawca
Inwestycją była kompleksowa modernizacja energetyczna budynku uczelnianego, realizowana po przetargu nieograniczonym. Konsorcjum dwóch spółek wygrało zamówienie, a część prac powierzyło firmie izolacyjnej.
Zakres jej zobowiązania był opisany w załączniku i brzmiał: roboty ziemne związane z izolacją, czyli wykopanie i zasypanie wraz z zagęszczeniem gruntu, wykonanie hydroizolacji ścian oraz wykonanie termoizolacji ścian fundamentowych. Wynagrodzenie ryczałtowe: 256.047,60 zł plus VAT.
Żeby zaizolować ściany, trzeba było odkopać budynek. W wykopie znajdowały się rury kanalizacji deszczowej biegnące bezpośrednio przy ścianie. Podwykonawca je odkopywał, a tam, gdzie wymagały naprawy lub wymiany, przeprowadzał ją w niezbędnym zakresie. Po zakończeniu prac zagęszczał grunt ręcznie.
10 grudnia 2019 roku podpisano protokół końcowego odbioru całej inwestycji. Komisja stwierdziła, że wszystkie usterki zgłoszone przez zamawiającego zostały usunięte.
Dwa zgłoszenia, dwie różne przyczyny
25 maja 2021 roku podwykonawca dostał zgłoszenie naprawy gwarancyjnej. Zarzut: błędnie wykonana izolacja, grunt niewystarczająco zagęszczony, przez co opaska się zapada, a ściany zewnętrzne podciągają wodę.
Na pisemne potwierdzenie przyjęcia zgłoszenia dano mu dwa dni. Na wykonanie prac, tydzień.
27 sierpnia 2021 roku przyszło drugie zgłoszenie. I tu warto zwrócić uwagę na zmianę: tym razem zarzut brzmiał, że opaska zapadła się na skutek uszkodzenia instalacji kanalizacji deszczowej podczas prowadzenia prac przy izolacji.
To już nie to samo. Pierwsze zgłoszenie mówiło o wadliwie wykonanej pracy. Drugie o szkodzie wyrządzonej przy okazji jej wykonywania.
Podwykonawca nie przystąpił do napraw. Prace zlecono więc firmom zewnętrznym: 3.000 zł brutto za dostarczenie i uzupełnienie otoczaka w opaskach, 18.450 zł brutto za naprawę i wymianę rur, 3.800 zł brutto za poprawę opaski po pracy instalatorów.
“Nigdy nie udzieliliśmy gwarancji”
Podwykonawca bronił się dwutorowo.
Pierwszy argument był formalny: gwarancji nigdy nie udzielono, bo generalny wykonawca nie dokonał odbioru jego prac, a w konsekwencji nie doszło do przekazania dokumentu gwarancyjnego.
Sąd ten argument odrzucił, i to rozstrzygnięcie warto zapamiętać, bo dotyczy każdej gwarancji budowlanej.
Umowa nie uzależniała udzielenia gwarancji ani od podpisania protokołu odbioru prac podwykonawczych, ani od przekazania dokumentu. Paragraf 12 wiązał bieg gwarancji z odbiorem końcowym całej inwestycji przez inwestora od wykonawcy, a nie z odbiorem prac samego podwykonawcy.
Obowiązek przekazania dokumentu gwarancyjnego w umowie owszem był, ale sąd wyjaśnił jego charakter: to forma realizacji uprawnienia z art. 577(2) k.c., a nie warunek istnienia gwarancji. Sąd powołał się przy tym na doktrynę: oświadczenie gwarancyjne nie wymaga dla swej ważności ani skuteczności żadnej formy szczególnej, a posiadanie przez uprawnionego dokumentu gwarancyjnego nie warunkuje realizacji uprawnień.
Kluczowe jest tylko to, czy prace faktycznie zostały wykonane. A tego nikt nie kwestionował, potwierdził to sam reprezentant pozwanego.
Podwykonawca przegrał więc swój pierwszy argument i mimo to wygrał sprawę, bo drugi okazał się skuteczniejszy.
Gdzie kończył się zakres gwarancji
Sąd zaczął od pytania, które przesądziło resztę: co obejmowała udzielona gwarancja?
Gwarancja obejmuje wykonane prace. Prace podwykonawcy to izolacja przeciwwilgociowa i termiczna ścian fundamentowych, wraz z wykopaniem i zasypaniem z zagęszczeniem gruntu.
Nie obejmowały natomiast instalacji kanalizacji deszczowej. Potwierdzały to i zapisy umowy, i zeznania świadka strony powodowej, i przesłuchanie reprezentanta pozwanego.
Nie obejmowały też wykonania opaski wokół budynku. Tu sąd zauważył coś, co bywa źródłem wielu sporów budowlanych: z określenia “wykopanie i zasypanie z zagęszczeniem gruntu” nie da się wywieść, że mieści się w nim wykonanie opaski, w tym wysypanie jej określonym materiałem. A ciężar dowodu w tym zakresie spoczywał na powodach, którzy nie przedstawili żadnego materiału potwierdzającego taki zakres.
Tymczasem oba zgłoszenia gwarancyjne dotyczyły dokładnie tego: zapadania się gruntu wokół budynku i ubytków w opasce. A nota obciążeniowa objęła nie tylko odtworzenie opaski, ale i wymianę uszkodzonych rur wraz z pracami towarzyszącymi.
Roszczenie, które nie było roszczeniem z gwarancji
Tu uzasadnienie robi rzecz najciekawszą: rozbiera roszczenie powodów na czynniki i pokazuje, że zostało zbudowane na złej podstawie.
Sąd zauważył, że powodowie nie wykazywali, że prace były wadliwe. Nie twierdzili, że grunt został źle zagęszczony, i tego nie dowodzili. Twierdzili, że w toku prac doszło do uszkodzenia rur, co dopiero potem spowodowało zapadanie gruntu.
To zaś nie jest roszczenie z gwarancji, tylko roszczenie o naprawienie szkody z art. 471 k.c. A te dwa roszczenia mają całkowicie inny rozkład ciężaru dowodu.
Przy gwarancji uprawniony ma bardzo mocną pozycję: wystarczy, że wykaże wadę, wezwanie do jej usunięcia, bezskuteczny upływ terminu i zlecenie prac zastępczych. Wtedy działa domniemanie, że przyczyna wady tkwiła w przedmiocie umowy, a gwarant uwalnia się tylko wtedy, gdy udowodni, że wada wynika z przypadku, winy osoby trzeciej, niewłaściwego użytkowania, braku konserwacji albo nieprawidłowej obsługi.
Przy odszkodowaniu z art. 471 k.c. trzeba udowodnić szkodę, nieprawidłowość w wykonaniu zobowiązania i związek przyczynowy między nimi.
Powodowie chcieli korzyści gwarancji przy stanie faktycznym pasującym do odszkodowania. Sąd stwierdził, że nie wykazali nawet punktu wyjścia: że zasypanie z zagęszczeniem gruntu nosiło jakiekolwiek cechy nieprawidłowości.
Dodał przy tym argument czasowy. Sam fakt zapadania się gruntu ponad trzy lata po zakończeniu prac i blisko dwa lata po odbiorze końcowym nie może sam w sobie świadczyć o wadzie przedmiotu umowy.
Świadkowie powoda, którzy pomogli pozwanemu
Nawet gdyby przyjąć, że zapadanie się gruntu wystarcza za dowód wady, sprawa i tak by upadła. Sąd uznał bowiem, że pozwany wykazał okoliczności wyłączające jego odpowiedzialność, i to, jak zaznaczył, głównie za pośrednictwem dowodów zawnioskowanych przez powoda.
Z dokumentacji zdjęciowej i zeznań dwóch świadków, w tym wykonawcy zastępczego, który osobiście odkopywał instalację, wynikało jednoznacznie: przyczyną zapadania się gruntu nie było błędne zagęszczenie, lecz uszkodzenie rur kanalizacji deszczowej, pęknięcia w 4-5 miejscach, przez które woda przenikała do gruntu i wymywała go od środka.
Ci sami świadkowie zeznali wprost, że nie zaobserwowano nieprawidłowości w zakresie zagęszczenia gruntu.
Sąd wyjaśnił, dlaczego nie potrzebował do tego biegłego. To rzecz logiczna, zgodna z doświadczeniem życiowym i niewymagająca wiedzy specjalnej: gdy wewnątrz gruntu pojawia się ciecz, i to nie stojąca, tylko płynąca, bo uszkodzona instalacja wciąż odprowadzała wodę, dochodzi do stopniowego wymywania warstw ziemi i powstawania ubytków.
Dołożył jeszcze jeden argument z doświadczenia. Niewłaściwe zagęszczenie gruntu objawiłoby się szybko, w okresie bezpośrednio po zakończeniu prac, a z pewnością po większych opadach deszczu. Duża ilość wody przenikającej w grunt dość jednoznacznie pokazuje, czy zagęszczenie było prawidłowe i czy nie zostały puste przestrzenie.
Dlaczego odszkodowania też nie było
Została ostatnia droga: odszkodowanie za uszkodzenie rur w toku prac.
Sąd nie wykluczył, że takie roszczenie mogłoby istnieć. Stwierdził, że szkoda faktycznie wystąpiła, bo trzeba było wydać pieniądze na wymianę rur i prace odtworzeniowe.
Zabrakło jednak dowodu, że to działania pozwanego uszkodziły instalację. Powodowie nie wykazali ani bezpośredniego działania, ani doboru niewłaściwej metody, ani nadmiernego natężenia zagęszczania. Skupili się wyłącznie na powiązaniu faktu, że grunt zapada się tam, gdzie był zagęszczany, i wyprowadzili z tego wniosek o nieprawidłowości.
Przeciwko nim przemawiały jeszcze dwie okoliczności. Instalacja kanalizacji deszczowej nie była przedmiotem wymiany w ramach inwestycji, prowadzono wobec niej wyłącznie doraźne naprawy tam, gdzie było to potrzebne, co samo w sobie mówi coś o jej stanie. I znowu czas: gdyby rury pękły od działań podwykonawcy, woda wypływałaby, a grunt zapadał się znacznie wcześniej niż dwa lata po zakończeniu inwestycji.
Powództwo oddalono jako nieudowodnione na podstawie art. 6 k.c.
Kosztami procesu obciążono powodów w zakresie przez nich poniesionym. Brzmi to nietypowo, ale wyjaśnienie jest proste: jedyne koszty w tej sprawie powstały po stronie powodowej, więc nie było czego nikomu zwracać.
Co z tej historii wynika
Brak dokumentu gwarancyjnego nie oznacza braku gwarancji. Oświadczenie gwarancyjne nie wymaga formy szczególnej, a uprawniony nie musi mieć papieru w ręku, żeby korzystać ze swoich praw. Liczy się treść umowy i to, czy prace zostały wykonane.
Gwarancja sięga dokładnie tam, gdzie sięgał zakres prac. Podwykonawca odpowiadał za izolację ścian i za zasypanie wykopu, nie za instalację kanalizacyjną ani za opaskę. Z ogólnego opisu robót nie da się dopisać czynności, których w nim nie ma.
Gwarancja i odszkodowanie to dwa różne roszczenia. Przy gwarancji ciężar dowodu jest po stronie gwaranta, który musi wykazać, że wada powstała z przyczyn od niego niezależnych. Przy art. 471 k.c. wszystko, ze związkiem przyczynowym włącznie, udowadnia poszkodowany. Wybór złej podstawy potrafi przesądzić sprawę.
Umowne wykonawstwo zastępcze nie zwalnia z dowodzenia. Klauzula pozwalająca zlecić naprawę osobie trzeciej bez wyroku sądu działa w relacji stron, ale gdy podwykonawca nie zapłaci, i tak trzeba przed sądem wykazać, że wada była jego.
Czas między odbiorem a usterką jest argumentem. Sąd dwukrotnie sięgnął po ten sam sposób rozumowania: gdyby przyczyną było złe zagęszczenie albo uszkodzenie rur przy pracach, skutek pojawiłby się dużo wcześniej, najpóźniej po pierwszych większych opadach.
Nie każda sprawa techniczna wymaga biegłego. Sąd rozstrzygnął o przyczynie zapadania się gruntu na podstawie zdjęć, zeznań i zdrowego rozsądku, uznając, że wypłukiwanie ziemi przez płynącą wodę nie należy do wiadomości specjalnych.
Jak to się potoczyło
-
29 listopada 2017
Umowa podwykonawcza
Zakres: kompleksowe wykonanie izolacji przeciwwilgociowej i termicznej ścian fundamentowych. Wynagrodzenie ryczałtowe 256.047,60 zł netto. Gwarancja i rękojmia na 61 miesięcy.
-
31 października 2018
Umowny termin zakończenia prac
Podwykonawca w toku prac odkopywał fragmenty rur kanalizacji deszczowej przy budynku, żeby zaizolować ściany, i zagęszczał grunt ręcznie.
-
10 grudnia 2019
Odbiór końcowy całej inwestycji
Komisja stwierdza, że wszystkie usterki zgłoszone przez zamawiającego zostały usunięte. Zamawiający potwierdza wykonanie przedmiotu umowy.
-
25 maja 2021
Pierwsze zgłoszenie gwarancyjne
Zarzut: grunt niewystarczająco zagęszczony, opaska wokół budynku się zapada, ściany podciągają wodę. Termin na potwierdzenie: dwa dni.
-
27 sierpnia 2021
Drugie zgłoszenie
Tym razem zarzut brzmi inaczej: opaska zapadła się na skutek uszkodzenia instalacji kanalizacji deszczowej podczas prac izolacyjnych.
-
jesień 2021
Wykonawstwo zastępcze
Odkryto pęknięcia rur kanalizacyjnych w 4-5 miejscach. Uszkodzone fragmenty wymieniono, grunt zasypano i zagęszczono, opaskę odtworzono. Faktury: 3.000 zł, 18.450 zł i 3.800 zł brutto.
-
5 grudnia 2022
Nota na 29.037,50 zł
Generalny wykonawca obciąża podwykonawcę kosztami wykonawstwa zastępczego wraz z 15-procentowym narzutem, a potem kompensuje część z zatrzymanych kaucji gwarancyjnych.
-
9 marca 2026
Powództwo oddalone
Sąd uznaje roszczenie za nieudowodnione i obciąża powodów kosztami w zakresie przez nich poniesionym.
Jak orzekł sąd
Sąd Rejonowy w Bydgoszczy oddalił powództwo w całości. Odrzucił zarzut podwykonawcy, jakoby gwarancji w ogóle nie udzielono: oświadczenie gwarancyjne nie wymaga formy szczególnej, a posiadanie dokumentu gwarancyjnego nie warunkuje realizacji uprawnień. Uznał jednak, że powodowie nie wykazali wadliwości prac podwykonawcy. Zakres jego zobowiązania obejmował izolację ścian fundamentowych wraz z wykopaniem i zasypaniem gruntu, a nie instalację kanalizacji deszczowej ani wykonanie opaski. Z dokumentacji zdjęciowej i zeznań świadków, w tym wykonawcy zastępczego, wynikało, że przyczyną zapadania gruntu były pęknięcia rur kanalizacyjnych w 4-5 miejscach, a nieprawidłowości w zagęszczeniu gruntu nie zaobserwowano. Roszczenie odszkodowawcze z art. 471 k.c. również nie zostało wykazane, bo zabrakło dowodu związku przyczynowego. Kosztami procesu obciążono powodów w zakresie przez nich poniesionym.
Podstawa prawna
- art. 647 k.c.: umowa o roboty budowlane; umowa podwykonawcza mieści się w tej kategorii
- art. 656 k.c.: do rękojmi za wady wykonanego obiektu stosuje się odpowiednio przepisy o umowie o dzieło
- art. 638 § 2 k.c.: gdy udzielono gwarancji na dzieło, stosuje się odpowiednio przepisy o gwarancji przy sprzedaży
- art. 577 § 3 k.c.: gwarant obowiązany jest usunąć wadę fizyczną lub dostarczyć rzecz wolną od wad, jeśli wada ujawni się w terminie z oświadczenia gwarancyjnego
- art. 577(2) k.c.: dokument gwarancyjny; jego brak nie przekreśla uprawnień uprawnionego z gwarancji
- art. 471 i 472 k.c.: odpowiedzialność odszkodowawcza za nienależyte wykonanie zobowiązania; wymaga wykazania szkody i związku przyczynowego
- art. 6 k.c.: ciężar udowodnienia faktu spoczywa na tym, kto z niego wywodzi skutki prawne
- art. 98 § 1 k.p.c. i art. 108 § 1 k.p.c.: koszty procesu obciążają przegrywającego, sąd rozstrzyga o nich w orzeczeniu kończącym sprawę
Czytaj dalej
Historia z sądu Ubezpieczyciel proponował auto zastępcze za darmo. Poszkodowany się rozmyślił
Wypożyczalnia naliczyła 7675,20 zł brutto za 24 dni najmu auta zastępczego. Ubezpieczyciel uznał cały okres, ale obciął stawkę dobową i wypłacił 3024 zł. Spór dotyczył tego, kto ponosi skutki odmowy skorzystania z tańszej oferty.
Historia z sądu Czworo kredytobiorców, umowa z 2006 roku i sąd, który poszedł pod prąd
Czworo kredytobiorców żądało ustalenia nieistnienia stosunku prawnego z umowy z 2006 roku i zapłaty 127 055,52 zł. W toku sprawy bank upadł. Sąd rozstrzygnął tylko o żądaniu ustalenia.
Historia z sądu Kupił ciągnik za 145 tysięcy bez oglądania. Silnik padł po miesiącu
Przedsiębiorca żądał zwrotu 145 000 zł ceny ciągnika plus 7 380 zł kosztów zabezpieczenia pojazdu w warsztacie. Cała sprawa zawisła na jednym pytaniu: czy sprzedawca dostał realną szansę naprawy, zanim kupujący odstąpił od umowy.
Historia z sądu Kupił ciężarówkę z przyczepą pod wymiar. Zabrakło czterdziestu centymetrów
193 150 zł zwrotu ceny plus odsetki. Kupujący twierdził, że zapłacił gotówką więcej, niż wpisano na fakturach. Sprzedająca, że wymiary z ogłoszenia to drobiazg, a kupiec i tak jeździ tymi pojazdami do dziś.