Stary dostawczak z otwartą skrzynią ładunkową na podnośniku w stacji diagnostycznej, mechanik świeci latarką na przeżartą korozją ramę pod pojazdem

Kupił auto do wożenia drewna. Pięć dni później diagnosta powiedział, że rama może się przełamać

4 920 zł za dostawczaka z 1997 roku i pytanie, czy pokazanie kupującemu rdzy na karoserii zwalnia sprzedawcę z odpowiedzialności za przeżartą ramę.

Prawo konsumenckie Sąd Rejonowy w Człuchowie wyrok z 24 czerwca 2026 9 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Plac przed firmowym warsztatem, na którym stał dostawczak. Jazda próbna odbyła się w kółko po tym placu.
Plac przed firmowym warsztatem, na którym stał dostawczak. Jazda próbna odbyła się w kółko po tym placu.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Roman Wilga, powód, kupujący, konsument (postać fikcyjna)

    Roman Wilga

    powód, kupujący, konsument

    Mężczyzna po czterdziestce, mieszka pod lasem, potrzebował auta do przewożenia drewna. Nie zna się na mechanice, przed zakupem zadzwonił i wprost zapytał o stan podwozia i ramy nośnej. Nie kładł się pod samochód.

  • Prezes spółki, reprezentant pozwanej, sprzedawca (postać fikcyjna)

    Prezes spółki

    reprezentant pozwanej, sprzedawca

    Mężczyzna około pięćdziesiątki, prowadzi rodzinną firmę produkcyjno-handlowo-usługową. Dostawczak służył firmie przez lata i był naprawiany w jej własnym warsztacie. Pokazał kupującemu rdzę i powiedział, że silnik i skrzynia są sprawne.

  • Diagnosta ze stacji kontroli pojazdów, świadek (postać fikcyjna)

    Diagnosta ze stacji kontroli pojazdów

    świadek

    Mężczyzna koło pięćdziesiątki, pracownik stacji diagnostycznej. Wystawił zaświadczenie z wynikiem negatywnym i zeznał w sądzie, że przy tych usterkach auto nie przeszłoby kontroli.

  • Sąd Rejonowy w Człuchowie

    sąd cywilny

    I Wydział Cywilny. Rozstrzygnął, że obowiązek mówienia o wadach leży po stronie sprzedawcy, a nie obowiązek ich szukania po stronie kupującego.

Roman Wilga szukał auta do wożenia drewna. Kiedy w lipcu 2024 roku zobaczył na portalu ogłoszenie, dostawczak z 1997 roku, 2461 cm³, 105 koni, 8 000 zł do negocjacji, w opisie “nieuszkodzony, po wymianie rozrządu”, przebieg pół miliona kilometrów, zadzwonił.

Zapytał o rzecz, która przy takim aucie jest najważniejsza: o stan podwozia i ramy nośnej.

Usłyszał, że stan jest dobry, że auto cały czas jest w eksploatacji firmy, że ma ślady korozji i wgniecenia. Ceny przez telefon nie negocjowali.

31 lipca 2024 roku Roman pojechał obejrzeć samochód. Stał na placu przed firmowym warsztatem. Przy oględzinach był prezes spółki i jego syn. Prezes pokazał kupującemu pordzewiałe elementy auta i poinformował go, że skrzynia oraz silnik są sprawne, a auto nadaje się do jazdy.

Roman nie oglądał zawieszenia. Nie kładł się pod samochód. Odbył jazdę próbną po placu i nie miał zastrzeżeń do tego, jak auto pracuje. O możliwości podjechania na stację diagnostyczną nikt nie rozmawiał.

Zapłacił 4 920 zł gotówką. Dostał fakturę.

Sto kilometrów na godzinę

Problem pojawił się w drodze do domu. Przy prędkości około stu kilometrów na godzinę auto zaczęło ściągać, raz w jedną, raz w drugą stronę. Po puszczeniu kierownicy nie trzymało pasa ruchu.

Roman dojechał. Pięć dni później pojechał na stację diagnostyczną, żeby ustalić, co się dzieje.

Zaświadczenie z 5 sierpnia 2024 roku wyliczało poważne usterki w kilku układach naraz.

Układ kierowniczy, nadmierne luzy w przegubach, sworznie dolne z prawej i lewej strony do wymiany. Układ hamulcowy, zbyt mała siła hamowania co najmniej na jednym kole. Osie, koła, opony i zawieszenie, nadmierne zużycie sworzni wahaczy i końcówek drążków kierowniczych oraz nadmierna korozja podwozia i elementów do niego przymocowanych, mająca wpływ na sztywność konstrukcji; korozja podłużnic tylnych po obu stronach. Stwierdzono też, że elementy podwozia i nadwozia mogą spowodować uszkodzenie ciała, a emisja zanieczyszczeń przekracza poziom dopuszczony przez producenta.

Wynik badania: negatywny. Koszt: 98 zł.

Następnego dnia Roman zadzwonił do sprzedawcy. Poprosił o zwrot pieniędzy i zabranie auta.

Usłyszał propozycję: 1 000 zł. Potem 3 000 zł, tytułem zadośćuczynienia, z autem pozostającym u kupującego.

Roman policzył, że naprawa kosztowałaby około 20 000 zł. Czterokrotność ceny samochodu. Odmówił i tego samego dnia, 6 sierpnia, złożył reklamację.

Odpowiedź spółki przyszła 27 sierpnia: reklamacja odrzucona, bo w momencie zakupu kupujący był w pełni świadomy wszystkich wad, w szczególności wszechobecnej korozji.

Auto stanęło. Roman z niego nie korzystał.

Rzeczoznawca zagląda pod spód

W styczniu 2025 roku Roman zlecił prywatną opinię techniczną. Rzeczoznawca obejrzał samochód i zestawił oględziny z zaświadczeniem ze stacji.

To, co opisał, wychodziło daleko poza “ślady korozji”. Wycięty płat blachy tylnego lewego słupka, niezabezpieczony, wystające ostre krawędzie blachy zagrażające pasażerom w kabinie. Rozpad korozyjny i ubytki materiału w podłodze przestrzeni pasażerskiej. Rozpad korozyjny obu podłużnic z widocznymi ubytkami materiału i śladami po wcześniejszych naprawach. Rozpad korozyjny obu progów. Rozpad korozyjny poprzeczki ramy.

I wniosek, który był sednem sprawy: rozpad korozyjny podłużnic obniża sztywność i wytrzymałość ramy na zginanie, co grozi przełamaniem załadowanego pojazdu w miejscu łączenia kabiny pasażerskiej ze skrzynią ładunkową.

Eksploatacja tego samochodu stwarza zagrożenie dla innych użytkowników dróg. Auto nie nadaje się do jazdy.

Opinia kosztowała 400 zł. 7 kwietnia 2025 roku Roman złożył oświadczenie o odstąpieniu od umowy i wezwał spółkę do zapłaty. Spółka odebrała pismo 24 kwietnia i podtrzymała swoje stanowisko.

Argument sprzedawcy: przecież widziałeś rdzę

W sądzie linia obrony pozwanej była jednolita. Spółka nie kwestionowała stanu technicznego opisanego w opinii. Twierdziła co innego: że jest to dokładnie ten sam stan, w jakim auto było w dniu sprzedaży, i że kupujący doskonale go znał.

Był kilkakrotnie i wyraźnie informowany o stanie technicznym. Korozja, w tym podwozia i elementów do niego przymocowanych, była widoczna gołym okiem. Mimo to zdecydował się kupić. Odstąpienie jest więc bezskuteczne.

To brzmi rozsądnie i jest bardzo powszechnym przekonaniem wśród sprzedających używane rzeczy. Sąd rozłożył je na części.

Rękojmia nie pyta o winę

Odpowiedzialność sprzedawcy z tytułu rękojmi (art. 556 k.c.) ma charakter absolutny i jest oparta na zasadzie ryzyka. Obciąża sprzedawcę niezależnie od tego, czy to on spowodował wadliwość, czy ponosi w tym jakąkolwiek winę, a nawet, czy w ogóle wiedział lub mógł wiedzieć, że rzecz jest wadliwa.

Brak wiedzy, choćby nawet elementarnej, i brak podejrzeń nie wyłączają ani nie ograniczają tej odpowiedzialności. Nie ma tu odpowiednika ekskulpacji znanej z odpowiedzialności odszkodowawczej z art. 471 k.c.

Zwolnić sprzedawcę może właściwie tylko jedno: art. 557 § 1 k.c., czyli sytuacja, w której kupujący wiedział o wadzie w chwili zawarcia umowy.

I tu sąd postawił rozróżnienie, które przesądziło sprawę. Chodzi o pozytywną wiedzę o konkretnej wadzie. Nie o to, że kupujący “powinien był wiedzieć przy zachowaniu należytej staranności”. Nie o to, że “mógł wadę z łatwością zauważyć”.

Na gruncie Kodeksu cywilnego nie ma znaczenia podział na wady jawne i ukryte. To pojęcie przetrwało w praktyce obrotu z dawnego kodeksu zobowiązań, ale obecna rękojmia od charakteru wady nie zależy. Jeśli w rzeczy tkwi wada jawna, o której kupujący nie wiedział, choć mógłby się z łatwością dowiedzieć, odpowiedzialność sprzedawcy nie zostaje wyłączona.

Poza umowami między przedsiębiorcami kupujący nie ma w ogóle obowiązku zbadania rzeczy przed zawarciem umowy ani przy jej wydaniu.

A ciężar dowodu, że kupujący o wadzie wiedział, spoczywa na sprzedawcy.

Rok, w którym domniemanie działa na korzyść konsumenta

Druga przesłanka rękojmi to istnienie wady w chwili przejścia niebezpieczeństwa na kupującego (art. 559 k.c.). Normalnie musiałby to udowodnić kupujący.

Ale gdy kupującym jest konsument, a wadę stwierdzono przed upływem roku od wydania rzeczy, wchodzi art. 556(2) k.c.: domniemywa się, że wada lub jej przyczyna istniała w chwili przejścia niebezpieczeństwa. Domniemanie jest wzruszalne: to sprzedawca musi wykazać, że rzecz była wtedy wolna od wad.

Roman zgłosił wadliwość dwa–trzy dni po zakupie. Domniemanie zadziałało z ogromnym zapasem. Odwrócenie ciężaru dowodu było więc pełne: to pozwana spółka musiała udowodnić, że w dniu wydania auto wad nie miało, albo że kupujący o nich wiedział.

Nie udowodniła ani jednego, ani drugiego.

Sąd nie dał wiary zeznaniom prezesa i jego syna, że powód znał stan techniczny pojazdu. Uzasadnił to prosto: sama okoliczność, że powód widział korozję różnych części auta, nie oznacza, że wiedział, iż pojazd nie nadaje się do poruszania po drogach publicznych.

Z zeznań wynikało, że Roman był informowany o stanie skrzyni biegów i silnika oraz że widział korozję w widocznych częściach. Nikt nie wykazał, żeby wiedział o rozpadzie korozyjnym podłużnic grożącym przełamaniem załadowanego auta ani o usterkach układu kierowniczego i hamulcowego, które wykluczały pojazd z ruchu.

Nie wykazano też, żeby sprzedawca, znając cel zakupu, czyli wożenie drewna, zgłosił kupującemu jakiekolwiek wątpliwości co do możliwości dalszego korzystania z auta na drodze.

Obowiązek lojalności

Sąd sformułował przy tym regułę, którą warto zapamiętać po obu stronach transakcji.

Skoro część uszkodzeń nie była dostrzegalna, sprzedający powinien był zwrócić kupującemu uwagę na wszystkie te mankamenty i dopiero wtedy zostawić mu decyzję co do dokładniejszych oględzin i zakupu.

Bo, jak napisano w uzasadnieniu, to nie na kupującym ciąży obowiązek “doszukiwania się” usterek czy “rozkręcania auta na części”. Powszechnie wiadomo, że niektóre wady mogą nie być widoczne podczas oględzin ani nawet podczas zwykłego badania na stacji, a ich wykrycie wymaga dodatkowych, niestandardowych czynności.

Ten obowiązek informowania sąd wyprowadził z art. 354 k.c., z zasady lojalności wobec kontrahenta, który nie jest fachowcem w danej dziedzinie i któremu należy przedstawić rzeczywisty stan sprzedawanej rzeczy.

Nie pomogło też to, że auto było używane. Przepisy o rękojmi stosuje się i do rzeczy używanych. Kupujący musi liczyć się z niższą jakością i zużyciem eksploatacyjnym, ale nie z wadami, które całkowicie uniemożliwiają korzystanie z rzeczy zgodnie z przeznaczeniem.

Wada istotna, czyli taka, która wyklucza z drogi

Odstąpienie od umowy jest niedopuszczalne, gdy wada jest nieistotna (art. 560 § 4 k.c.). Sąd uznał, że tu istotna była bez wątpienia: stwierdzone usterki dyskwalifikują pojazd z ruchu drogowego i uniemożliwiają uzyskanie pozytywnego wyniku badania technicznego. Auto nie jest sprawne, nie nadaje się do użytku i nie spełnia swojego celu, mimo zapewnień sprzedającego i mimo treści ogłoszenia, w którym nie było ani słowa o tym, że pojazd może stwarzać zagrożenie.

Odstąpienie uznano więc za skuteczne. Sąd przypomniał przy okazji, że oświadczenie nie musi być sformułowane w wyszukany sposób, samo żądanie zwrotu ceny z powodu wady zawiera w sobie oświadczenie o odstąpieniu od umowy.

Zasądzono: 4 920 zł ceny, 98 zł za badanie techniczne i 400 zł za prywatną ekspertyzę. Razem 5 418 zł.

Dwa żądania, które przepadły

Roman żądał więcej i w dwóch punktach przegrał.

Po pierwsze, 989 zł tytułem kosztów przejazdów. Sąd oddalił to żądanie, bo powód nie zaoferował żadnego materiału dowodowego, na podstawie którego dałoby się je zweryfikować. Zgodnie z art. 6 k.c. ciężar wykazania tych kosztów spoczywał na nim.

Po drugie, żądanie ustalenia, że oświadczenie o odstąpieniu jest skuteczne. Art. 189 k.p.c. wymaga interesu prawnego, a ten nie istnieje, gdy powód może uzyskać ochronę w drodze dalej idącego powództwa, na przykład o zapłatę. Roman takie powództwo zgłosił, więc odrębne ustalenie było zbędne.

Ponieważ jednak przegrana dotyczyła nieznacznej części żądania, sąd na podstawie art. 100 k.p.c. obciążył kosztami procesu w całości pozwaną spółkę: 400 zł opłaty od pozwu z odsetkami od uprawomocnienia.

Co z tej historii wynika

Pokazanie rdzy to nie to samo co poinformowanie o wadzie. Sprzedawca uczciwie pokazał pordzewiałe elementy karoserii i uznał, że tym samym powiedział wszystko. Sąd stwierdził inaczej: wiedza o korozji nadwozia nie jest wiedzą o przeżartej ramie. Zwalnia wyłącznie pozytywna wiedza o konkretnej wadzie, a udowodnić ją musi sprzedawca.

Kupujący nie ma obowiązku badać rzeczy przed zakupem. Poza obrotem między przedsiębiorcami nie ma przepisu, który nakazywałby konsumentowi kłaść się pod samochód albo jechać na stację diagnostyczną. Brak takiej ostrożności nie odbiera mu rękojmi, sprzedawca odpowiada także za wady, które kupujący mógł dostrzec przy zwyczajnej staranności.

Rok od zakupu ciężar dowodu jest po stronie sprzedawcy. Art. 556(2) k.c. domniemywa, że wada stwierdzona przez konsumenta w ciągu roku istniała już przy wydaniu rzeczy. To sprzedawca musi to obalić. Im szybciej konsument zgłosi wadę i im lepiej ją udokumentuje, badaniem, opinią, zdjęciami, tym trudniej to domniemanie ruszyć.

Rękojmia nie znika przy rzeczach używanych. Kupując dwudziestosiedmioletnie auto, trzeba liczyć się ze zużyciem. Nie trzeba liczyć się z tym, że rama pęknie pod ładunkiem. Granica przebiega tam, gdzie rzecz przestaje nadawać się do swojego zwykłego przeznaczenia.

Każdy złoty trzeba udokumentować. Roman odzyskał 98 zł za badanie i 400 zł za ekspertyzę, bo miał paragon i fakturę. Stracił 989 zł za przejazdy, bo nie miał nic. Sąd nie szacuje kosztów na oko, nawet gdy powód wygrywa sprawę co do zasady.

Powództwo o ustalenie ma sens tylko wtedy, gdy nie da się żądać zapłaty. Dopisanie do pozwu żądania stwierdzenia, że odstąpienie było skuteczne, nic nie dodaje, gdy równolegle żąda się zwrotu pieniędzy. Sąd i tak musi ocenić skuteczność odstąpienia, żeby rozstrzygnąć o zapłacie.

Jak to się potoczyło

  1. lipiec 2024

    Ogłoszenie na portalu

    Spółka wystawia dostawczaka z 1997 roku za 8 000 zł do negocjacji. W ogłoszeniu: nieuszkodzony, po wymianie rozrządu, przebieg 500 tysięcy kilometrów.

  2. przed 31 lipca 2024

    Telefon o podwozie

    Roman dzwoni i pyta konkretnie o stan podwozia i ramy nośnej. Słyszy, że stan jest dobry, auto cały czas jeździ w firmie, ma ślady korozji i wgniecenia.

  3. 31 lipca 2024

    Oględziny i zakup

    Sprzedawca pokazuje pordzewiałe elementy i zapewnia, że skrzynia i silnik są sprawne. Jazda próbna po placu, bez zastrzeżeń. Cena: 4 920 zł, gotówką, faktura.

  4. 31 lipca 2024, droga do domu

    Auto ściąga przy 100 km/h

    Samochód nie chce utrzymać się w pasie ruchu po puszczeniu kierownicy. Roman kontynuuje jazdę do domu.

  5. 5 sierpnia 2024

    Badanie techniczne: wynik negatywny

    Poważne usterki układu kierowniczego, hamulcowego, osi, kół i zawieszenia oraz nadmierna korozja podwozia wpływająca na sztywność konstrukcji. Koszt badania: 98 zł.

  6. 6 sierpnia 2024

    Reklamacja i propozycje ugody

    Roman żąda zwrotu pieniędzy i odbioru auta. Sprzedawca proponuje najpierw 1 000 zł, potem 3 000 zł i zostawienie samochodu. Naprawa kosztowałaby około 20 000 zł.

  7. 27 sierpnia 2024

    Reklamacja odrzucona

    Spółka odpowiada, że kupujący był w pełni świadomy wszystkich wad, w szczególności wszechobecnej korozji.

  8. 30-31 stycznia 2025

    Opinia rzeczoznawcy

    Rozpad korozyjny podłużnic obniża sztywność ramy i grozi przełamaniem załadowanego pojazdu w miejscu łączenia kabiny ze skrzynią. Auto nie nadaje się do eksploatacji. Koszt: 400 zł.

  9. 7 kwietnia 2025

    Odstąpienie od umowy

    Roman składa oświadczenie o odstąpieniu i wzywa do zapłaty. Spółka odbiera pismo 24 kwietnia i odmawia.

  10. 24 czerwca 2026

    Wyrok: 5 418 zł

    Sąd uznaje odstąpienie za skuteczne i zasądza cenę auta z kosztami badania i ekspertyzy.

Jak orzekł sąd

Sąd Rejonowy w Człuchowie zasądził od pozwanej spółki na rzecz powoda 5 418 zł, cenę auta (4 920 zł), koszt badania technicznego (98 zł) i koszt prywatnej ekspertyzy (400 zł), oraz 400 zł kosztów procesu. Uznał odstąpienie od umowy za skuteczne, bo wady były istotne: dyskwalifikowały pojazd z ruchu drogowego. Rozstrzygnął, że odpowiedzialność z rękojmi ma charakter absolutny, oparty na ryzyku, sprzedawca odpowiada niezależnie od winy, a nawet od tego, czy o wadzie wiedział. Zwalnia go wyłącznie pozytywna wiedza kupującego o konkretnej wadzie (art. 557 § 1 k.c.), a nie to, że kupujący mógł ją zauważyć przy należytej staranności; podział na wady jawne i ukryte nie ma tu znaczenia. Ciężar dowodu tej wiedzy spoczywa na sprzedawcy, i pozwana go nie udźwignęła. To, że powód widział korozję nadwozia, nie oznaczało wiedzy o rozpadzie korozyjnym podłużnic grożącym przełamaniem załadowanego pojazdu. Ponieważ konsument zgłosił wadę dwa-trzy dni po zakupie, działało domniemanie z art. 556(2) k.c., że wada istniała w chwili wydania. Sąd oddalił żądanie 989 zł kosztów przejazdów jako nieudowodnione oraz żądanie ustalenia skuteczności odstąpienia, z braku interesu prawnego, skoro przysługiwało dalej idące powództwo o zapłatę.

Podstawa prawna

  • art. 535 k.c.: umowa sprzedaży, obowiązki sprzedawcy i kupującego
  • art. 556 k.c.: rękojmia, odpowiedzialność sprzedawcy za wadę fizyczną lub prawną rzeczy
  • art. 556(1) § 1 k.c.: definicja wady fizycznej jako niezgodności rzeczy z umową, w tym braku właściwości wymaganych ze względu na cel i przeznaczenie
  • art. 556(2) k.c.: domniemanie, że wada stwierdzona przez konsumenta przed upływem roku od wydania istniała w chwili przejścia niebezpieczeństwa
  • art. 557 § 1 k.c.: zwolnienie sprzedawcy tylko wtedy, gdy kupujący wiedział o wadzie w chwili zawarcia umowy
  • art. 559 k.c.: odpowiedzialność za wady istniejące w chwili przejścia niebezpieczeństwa lub wynikłe z tkwiącej wtedy przyczyny
  • art. 560 § 1 i § 4 k.c.: prawo odstąpienia od umowy; wyłączone, gdy wada jest nieistotna
  • art. 561(2) § 1 k.c.: zwrot rzeczy na koszt sprzedawcy po odstąpieniu
  • art. 354 k.c.: obowiązek lojalności sprzedawcy wobec kupującego niebędącego fachowcem
  • art. 6 k.c.: ciężar dowodu; powód nie udowodnił kosztów przejazdów
  • art. 189 k.p.c.: powództwo o ustalenie wymaga interesu prawnego, którego brak przy dalej idącym powództwie o zapłatę
  • art. 100 k.p.c.: obciążenie kosztami strony, której przeciwnik uległ tylko co do nieznacznej części żądania

Sąd Rejonowy w Człuchowie

Sygnatura akt: I C 374/25

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej


Prawo konsumenckie · Wyjaśnienie

Jak odzyskać pieniądze od sklepu, praktyczny poradnik

Sklep nie chce oddać pieniędzy za wadliwy lub zwrócony towar? Sprawdź krok po kroku, jak dochodzić zwrotu i gdzie szukać pomocy, gdy sprzedawca zwleka.

9 sierpnia
Kuchnia w polskim mieszkaniu w bloku około 2015 roku: para po czterdziestce siedzi przy stole nad wydrukiem harmonogramu spłat i kalkulatorem, na blacie kubek z kawą i otwarty laptop z wykresem kursu waluty, za oknem szare osiedle, światło lampy nad stołem
2004-2024
Prawo konsumenckie

Rata rosła, choć nikt nie zmieniał umowy. Spór o jedno zdanie w tabeli kursowej zajął sądom dziesięć lat

Kredyty indeksowane i denominowane do franka szwajcarskiego stały się największym sporem cywilnym III Rzeczypospolitej. Rozstrzygnęło go nie nowe prawo, lecz przepis o klauzulach niedozwolonych z 2000 roku, przeczytany przez Trybunał Sprawiedliwości UE i Sąd Najwyższy.

Sąd Najwyższy i Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej
Wnętrze salonu sprzedaży w Polsce około 2000 roku: kobieta w płaszczu pochylona nad wielostronicową umową na szklanym stoliku, długopis w dłoni, obok sprzedawca w koszuli wskazuje palcem miejsce na podpis, w tle regały z pralkami i kartonowe reklamy, jarzeniowe światło
2000-2014
Prawo konsumenckie

Podpisała umowę, w której punkt 17 mówił coś zupełnie innego niż sprzedawca. Od 2000 roku ten punkt jej nie wiąże

Ustawa z 2 marca 2000 r. wprowadziła do Kodeksu cywilnego art. 385(1) i przepisy o niedozwolonych postanowieniach umownych. Konsument przestał być stroną, która podpisała, więc się zgodziła, a stał się stroną, wobec której niektóre zapisy po prostu nie działają.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, potem Prezes UOKiK
Prawo konsumenckie · Wyjaśnienie

Nieuczciwe klauzule w umowach, jak je rozpoznać i co robić

Niedozwolone klauzule w umowach nie wiążą konsumenta. Wyjaśniamy, jak je rozpoznać, gdzie sprawdzić rejestr UOKiK i co zrobić z nieuczciwym zapisem.

9 sierpnia