Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Urszula i Norbert Pawelscy
powodowie, kredytobiorcy
Byli w trakcie budowy domu, gdy zadzwonił do nich przedstawiciel banku z pytaniem, czy nie potrzebują pieniędzy. Odbyli dwa lub trzy spotkania i porównali oferty.
-
Syndyk masy upadłości banku
pozwany
Wszedł do sprawy postanowieniem z grudnia 2024 roku i do końca wnosił o oddalenie powództwa.
-
Sąd Okręgowy w Warszawie
sąd pierwszej instancji
Pominął wniosek o opinię biegłego z zakresu bankowości, uznając, że nie skonkretyzowała się potrzeba sięgania po wiedzę specjalistyczną.
Telefon wyszedł od banku. Przedstawiciel zadzwonił do Urszuli i Norberta Pawelskich z pytaniem, czy nie potrzebują środków finansowych.
Potrzebowali. Byli w trakcie budowy domu i brakowało im na dokończenie. Odbyli z przedstawicielem dwa albo trzy spotkania, na których, jak ustalił sąd, poinformowano ich między innymi o możliwości wahań wysokości rat. Porównali ofertę z innymi na rynku. Ta wyszła najkorzystniej.
26 sierpnia 2008 roku złożyli wniosek o kredyt hipoteczny na 160 000 zł indeksowany kursem franka szwajcarskiego, na 360 miesięcy, na budowę i wykończenie domu. Razem z wnioskiem podpisali osobne oświadczenie: po zapoznaniu się z występującym ryzykiem kursowym oraz ryzykiem wynikającym ze zmiennej stopy procentowej wnoszą o udzielenie kredytu indeksowanego do waluty obcej.
Umowę zawarli 1 października 2008 roku, jesienią, w której o rynkach finansowych mówiło się już w każdych wiadomościach.
Co dokładnie było w umowie
Ta umowa jest o tyle ciekawa, że zawierała więcej liczb niż wiele innych z tamtego okresu, i warto je zobaczyć.
Kwota kredytu: 163 161,22 zł indeksowane kursem franka. Przy założeniu uruchomienia całości w dacie sporządzenia umowy równowartość wynosiłaby 81 013,52 CHF, z zastrzeżeniem, że rzeczywista równowartość zostanie określona po wypłacie ostatniej transzy.
Spłata w 360 równych ratach kapitałowo-odsetkowych. Oprocentowanie zmienne, na dzień sporządzenia umowy 3,86 procent w skali roku, złożone ze stawki DBCHF i stałej marży banku 1,05 procent. Rata przy pełnym uruchomieniu: równowartość 380,26 CHF, z tym samym zastrzeżeniem, że rzeczywista wysokość znajdzie się w harmonogramie.
I paragraf, który po latach czyta się najciekawiej: całkowity koszt kredytu na dzień sporządzenia umowy wynosi 118 596,75 zł, przy czym podana kwota nie uwzględnia ryzyka kursowego, a ostateczna wysokość zależy od zmian oprocentowania w całym okresie kredytowania.
Umowa zawierała też oświadczenia kredytobiorców, że są świadomi ryzyka kursowego związanego ze zmianą kursu waluty indeksacyjnej w całym okresie kredytowania i że to ryzyko akceptują, oraz analogiczne oświadczenie co do zmiennego oprocentowania.
Mechanizm przeliczeń opisywały trzy paragrafy. Tabela kursów była sporządzana przez merytoryczną komórkę banku na podstawie kursów obowiązujących na rynku międzybankowym w chwili sporządzania tabeli i po ogłoszeniu kursów średnich przez NBP, o godzinie 16.00 każdego dnia roboczego, i obowiązywała przez cały następny dzień roboczy. Wypłata przeliczana była na franki po kursie kupna z dnia uruchomienia środków, a wysokość zobowiązania ustalana jako równowartość raty wyrażonej we frankach po kursie sprzedaży z dnia spłaty.
Był też paragraf o przewalutowaniu. Kredyt mógł zostać przewalutowany na wniosek kredytobiorców, ale pod warunkami: saldo po przewalutowaniu musiało spełniać wymogi dla maksymalnej kwoty kredytu wobec wartości rynkowej nieruchomości oraz pozytywnej weryfikacji zdolności kredytowej. Bank mógł żądać aktualnych dokumentów o dochodach i wartości zabezpieczeń.
Pozew, upadłość i sześć lat czekania
W grudniu 2019 roku kredytobiorcy wezwali bank do zapłaty, powołując się na nieważność umowy. 24 lutego 2020 roku wnieśli pozew.
Żądali ustalenia nieważności umowy. Ewentualnie: 34 957,73 zł zwrotu świadczeń nienależnych za okres od 24 lutego 2010 do 30 października 2019 roku, ustalenia, że cztery konkretne postanowienia umowy są niedozwolone i ich nie wiążą, oraz zobowiązania banku do ponownego przeliczenia stanu zadłużenia bez tych klauzul.
Potem sprawa utknęła. 8 grudnia 2023 roku sąd zawiesił postępowanie na podstawie art. 177 § 1 pkt 1 k.p.c., w związku z upadłością banku. Dopiero 2 grudnia 2024 roku, po uchwale Sądu Najwyższego z 19 września 2024 roku (III CZP 5/24), sprawa została podjęta z udziałem syndyka masy upadłości.
Uchwała rozstrzygnęła kwestię, która blokowała setki spraw: powództwo o ustalenie nieważności umowy kredytu nie jest sprawą o wierzytelność podlegającą zgłoszeniu do masy upadłości i może być rozpoznane z udziałem syndyka.
Dlatego wyrok, który zapadł 9 stycznia 2026 roku, jest wyrokiem częściowym z art. 317 § 1 k.p.c. Rozstrzyga wyłącznie o żądaniu ustalenia. Roszczenie ewentualne o zapłatę pozostaje zawieszone i, jak wprost napisał sąd, będzie mogło zostać zbadane dopiero po zakończeniu postępowania upadłościowego.
Brzmiał: oddala powództwo.
Konsumenci, ale nie naiwni
Sąd zaczął od ustalenia statusu powodów i zrobił to na ich korzyść. Zawierając umowę działali jako konsumenci, zaspokajając potrzeby mieszkaniowe. Przypomniał przy okazji, że zgodnie z art. 22(1) k.c. wystarczy brak bezpośredniego związku czynności z działalnością gospodarczą, a związek pośredni statusu konsumenta nie wyklucza. Nie ma też znaczenia, czy dana osoba w ogóle prowadzi jakąkolwiek działalność.
Potem jednak przeszedł do oceny ich zeznań i tu ton się zmienił.
Relację o okolicznościach zawarcia umowy sąd uznał za rzetelną. Ale twierdzeniom, że bank nie poinformował ich, na czym polega waloryzacja, jak liczy się raty i czym jest ryzyko kursowe, a także że nie mieli w tym zakresie nawet podstawowej wiedzy, odmówił wiary.
Uzasadnienie tej odmowy jest ostre. Wątpliwe, napisał sąd, by ktoś zdecydował się na długoterminowy kredyt waloryzowany do waluty obcej na podstawie rozmowy z doradcą, która nie wyjaśniła wszystkich wątpliwości, bez szczegółowego zapoznania się z warunkami. Uwzględnienie takiego stanowiska oznaczałoby usankcjonowanie skrajnie nieodpowiedzialnej postawy, polegającej na zaniechaniu jakiejkolwiek staranności przy zawieraniu niezwykle doniosłej i długotrwałej umowy finansowej. To nie mieści się we wzorcu przeciętnego, roztropnego i dbającego o swój interes konsumenta.
Zeznania dwóch świadków sąd pominął: jeden mówił o ogólnych mechanizmach i praktykach banków, a nie o tej konkretnej umowie, druga w większości nie potrafiła odpowiedzieć na zadane pytania.
Pominął też wniosek o opinię biegłego z zakresu bankowości, uznając, że dopuszczenie takiego dowodu musi być poprzedzone wykazaniem istnienia istotnej okoliczności wymagającej wiedzy specjalistycznej, a tutaj taka potrzeba się nie skonkretyzowała.
Dlaczego sąd uznał indeksację za dopuszczalną
Merytoryczna część uzasadnienia opiera się na kilku krokach.
Krok pierwszy: klauzula waloryzacyjna mieści się w swobodzie umów, bo brak jest normy, która by ją z polskiego porządku prawnego wykluczała. Sąd powołał wyrok SN z 22 stycznia 2016 roku (I CSK 1049/14): umowa kredytu indeksowanego mieści się w konstrukcji ogólnej umowy kredytu bankowego i stanowi jej możliwy wariant.
Krok drugi: art. 358(1) § 2 k.c. pozwala zastrzec, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości. Skoro wolno zastrzec miernik niebędący pieniądzem, to tym bardziej wolno zastrzec pieniądz wyrażony w walucie obcej, mniej podatnej na utratę wartości nabywczej.
Krok trzeci, najbardziej charakterystyczny: ryzyko nie było jednostronne. Bank przy kredycie długoterminowym jest obciążony ryzykiem większym niż klient, bo art. 358(1) § 4 k.c. zabrania przedsiębiorcy żądać zmiany wysokości świadczenia pieniężnego związanego z jego działalnością. Konsument takiego zakazu nie ma i może powołać się na klauzulę rebus sic stantibus z art. 357(1) k.c. Frank pozwalał bankowi zobiektywizować część ryzyka i zaproponować niższe oprocentowanie oraz niższą marżę, a scenariusza odwrotnego, w którym frank radykalnie traci wobec złotego, nie dało się z góry wykluczyć.
Krok czwarty: sprzeczność z zasadami współżycia społecznego musiałaby istnieć w dacie zawarcia umowy, a wtedy, według twierdzeń samych powodów, umowa była dla nich korzystna, bo raty były wyraźnie niższe niż przy kredycie złotowym.
Zarzut, którego nikt nie policzył
Przy ocenie abuzywności sąd uznał za trafny tylko jeden zarzut: brak indywidualnego uzgodnienia postanowień. Dodał od razu, że nie ma w tym ustaleniu żadnej pejoratywnej oceny, bo trudno oczekiwać, by każda umowa kredytowa poprzedzona była negocjowaniem zindywidualizowanych zapisów.
Pozostałe zarzuty nazwał gołosłownymi. Kluczowy z nich, o dowolności kursów, upadł na braku dowodu.
Rozumowanie sądu było takie: to, że kurs wyznaczali pracownicy banku, nie oznacza jeszcze, że był dowolny. Żeby to wykazać, powodowie powinni byli przytoczyć konkretne kursy stosowane przez bank i porównać je z notowaniami rynkowymi, dowodząc, że odbiegały od nich tak dalece, iż można je uznać za ustalane dowolnie. Takiej inicjatywy dowodowej nie podjęli, a ciężar spoczywał na nich (art. 6 k.c.).
Sąd wyjaśnił przy tym, że punktem odniesienia jego zdaniem nie jest kurs średni NBP: przepis odsyłający do niego (art. 358 § 2 k.c.) wszedł w życie długo po zawarciu tej umowy, a sam kurs średni nie jest ani rynkowym kursem kupna, ani rynkowym kursem sprzedaży. To kurs, po którym w danym dniu żadna ze stron nie kupi ani nie sprzeda waluty. Jako możliwy punkt odniesienia wskazał kurs z konkretnego kantoru w konkretnym dniu.
Do spreadu podszedł podobnie: dwa kursy to powszechna praktyka rynkowa, bo bank musiał walutę nabyć, a kredytobiorcy musieli ją kupić, żeby spłacić ratę.
Konkluzja: powodowie nie wykazali, by ich interes jako konsumentów został w jakikolwiek sposób naruszony, a już na pewno nie w kwalifikowanej postaci rażącego naruszenia wymaganej przez art. 385(1) § 1 k.c.
Sąd dodał jeszcze uwagę o motywacji. Negatywna ocena opłacalności kredytu wynika przede wszystkim ze wzrostu kursu waluty, a nie z naruszenia dobrych obyczajów przy zawieraniu umowy. Konieczność płacenia po latach znacznie wyższych rat była okolicznością, której nie spodziewali się ani kredytobiorcy, ani pracownicy banków. Jako właściwszą instytucję do rozwiązania takiego sporu wskazał art. 357(1) k.c., pozwalający sądowi przy nadzwyczajnej zmianie stosunków oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia albo rozwiązać umowę wraz z rozliczeniem stron.
Na koniec napisał wprost, że ma świadomość dominującej linii orzeczniczej w sprawach kredytów waloryzowanych, a mimo to, z pełnym poszanowaniem dla tego dorobku, przyjmuje w tej sprawie ocenę odmienną.
O kosztach nie orzeczono. Zgodnie z art. 108 § 1 k.p.c. sąd rozstrzyga o nich w orzeczeniu kończącym sprawę w instancji, a wyrok częściowy nim nie jest. Rachunek zostanie wystawiony w wyroku końcowym, po zbadaniu nierozstrzygniętej części żądania o zapłatę.
Wyrok jest nieprawomocny.
Co z tej historii wynika
Liczba w umowie nie zawsze mówi, ile zapłacisz. Całkowity koszt kredytu wyliczono na 118 596,75 zł z wyraźnym zastrzeżeniem, że nie uwzględnia ryzyka kursowego. Ta jedna klauzula pokazuje granicę informacji, jaką kredytobiorca dostawał na starcie: dokładny rachunek dla scenariusza, który nigdy nie miał być pewny.
W tym rodzaju spraw dowodem jest arkusz z kursami. Sąd nie orzekł, że bank działał uczciwie, tylko że nikt nie przedstawił materiału pozwalającego ocenić inaczej. Zestawienie kursów banku z notowaniami rynkowymi z tych samych dni jest w takiej linii orzeczniczej dowodem centralnym.
Upadłość banku nie zamyka sprawy, ale ją rozcina. Uchwała SN III CZP 5/24 pozwoliła rozpoznać żądanie ustalenia z udziałem syndyka, podczas gdy roszczenie o zapłatę czeka na zakończenie postępowania upadłościowego. Kredytobiorca dostaje rozstrzygnięcie połowiczne i po latach.
Status konsumenta jest szeroki, ale nie zwalnia z ostrożności. Sąd potwierdził, że kredytobiorcy byli konsumentami, i tym samym wyrokiem odmówił wiary ich twierdzeniom o braku podstawowej wiedzy o produkcie, powołując się na wzorzec konsumenta roztropnego.
Ten sam stan faktyczny bywa oceniany przeciwnie w różnych salach. Tożsame klauzule, ten sam wzorzec umowy i ten sam bank prowadzą w większości spraw do wyroków unieważniających umowy. Ten wyrok idzie w drugą stronę i wprost to zaznacza, co przypomina, że pierwsza instancja rzadko bywa końcem drogi.
Jak to się potoczyło
-
26 sierpnia 2008
Wniosek i oświadczenie o wyborze waluty
Wniosek o 160 000 zł indeksowane kursem franka na 360 miesięcy. Razem z nim podpisane oświadczenie o zapoznaniu się z ryzykiem kursowym i ryzykiem zmiennej stopy.
-
1 października 2008
Zawarcie umowy
Kredyt 163 161,22 zł indeksowany kursem franka, oprocentowanie 3,86 procent, marża 1,05 procent, rata przy pełnym uruchomieniu równowartość 380,26 CHF.
-
4 grudnia 2019
Wezwanie do zapłaty
Kredytobiorcy powołują się na nieważność umowy i żądają wzajemnego rozliczenia stron.
-
24 lutego 2020
Pozew
Żądanie ustalenia nieważności, ewentualnie 34 957,73 zł zwrotu za okres od 24 lutego 2010 do 30 października 2019 oraz przeliczenia zadłużenia bez spornych klauzul.
-
8 grudnia 2023
Zawieszenie postępowania
Po upadłości banku sprawa staje na podstawie art. 177 § 1 pkt 1 k.p.c.
-
2 grudnia 2024
Podjęcie sprawy z udziałem syndyka
Po uchwale Sądu Najwyższego III CZP 5/24 sąd podejmuje postępowanie w zakresie żądania ustalenia.
-
9 stycznia 2026
Wyrok częściowy: powództwo oddalone
Sąd oddala żądanie ustalenia, nie orzekając o kosztach. Roszczenie ewentualne o zapłatę czeka na zakończenie postępowania upadłościowego.
Jak orzekł sąd
Sąd Okręgowy w Warszawie wyrokiem częściowym oddalił powództwo o ustalenie. Uznał, że kredyt indeksowany jest dopuszczalnym wariantem umowy kredytu w granicach swobody umów, a klauzula waloryzacyjna znajduje oparcie w art. 358(1) § 2 k.c. Za jedyny trafny zarzut przyjął brak indywidualnego uzgodnienia postanowień, pozostałe uznał za niewykazane: powodowie nie przedstawili porównania kursów banku z notowaniami rynkowymi, a ciężar dowodu spoczywał na nich. Sąd uznał ich za konsumentów, ale odmówił wiary twierdzeniom o braku podstawowej wiedzy o mechanizmie kredytu. O kosztach nie orzekł, bo wyrok częściowy nie kończy postępowania w instancji.
Podstawa prawna
- art. 22(1) k.c.: konsumentem jest osoba dokonująca czynności niezwiązanej bezpośrednio z działalnością gospodarczą lub zawodową; związek pośredni tego statusu nie wyklucza
- art. 353(1) k.c. w zw. z art. 69 Prawa bankowego: swoboda umów i kredyt indeksowany jako wariant umowy kredytu bankowego
- art. 358(1) § 2 k.c.: dopuszczalność ustalenia wysokości świadczenia według innego niż pieniądz miernika wartości
- art. 358(1) § 4 k.c.: przedsiębiorca nie może żądać zmiany wysokości świadczenia pieniężnego związanego z prowadzeniem przedsiębiorstwa
- art. 385(1) § 1 k.c.: przesłanki uznania postanowienia za niedozwolone, w tym rażące naruszenie interesów konsumenta
- art. 6 k.c.: ciężar udowodnienia faktu spoczywa na tym, kto z niego wywodzi skutki prawne
- art. 189 k.p.c.: interes prawny w powództwie o ustalenie
- art. 317 § 1 k.p.c. i art. 108 § 1 k.p.c.: wyrok częściowy i zasada orzekania o kosztach dopiero w orzeczeniu kończącym sprawę
- art. 144 ust. 1 i 2 Prawa upadłościowego: postępowania dotyczące masy upadłości prowadzi syndyk
Czytaj dalej
Historia z sądu Czworo kredytobiorców, umowa z 2006 roku i sąd, który poszedł pod prąd
Czworo kredytobiorców żądało ustalenia nieistnienia stosunku prawnego z umowy z 2006 roku i zapłaty 127 055,52 zł. W toku sprawy bank upadł. Sąd rozstrzygnął tylko o żądaniu ustalenia.
Historia z sądu Sędzia napisał, że zna dominującą linię orzeczniczą. I orzekł inaczej
Kredytobiorcy żądali ustalenia, że umowa z 2005 roku nie istnieje, oraz 598 789,06 zł zwrotu wpłaconych rat. Sąd rozstrzygał tylko pierwsze żądanie, bo roszczenie o zapłatę zostało zawieszone po ogłoszeniu upadłości banku.
Historia z sądu Podpisali aneks z kursem NBP. Dziewięć lat później to się obróciło
Kredytobiorcy żądali ustalenia, że stosunek prawny kredytu nie istnieje, oraz 292 877,72 zł zwrotu rat wpłaconych przez blisko szesnaście lat. Ewentualnie 77 223,74 zł nadpłaty ponad ratę należną bez klauzul indeksacyjnych.
Historia z sądu Bank upadł w trakcie procesu. Sąd i tak wydał wyrok, tylko połowiczny
Troje kredytobiorców żądało 212 165,94 zł zwrotu i ustalenia, że umowa jest nieważna. Kiedy bank upadł, wydawało się, że proces stanie w miejscu na lata.