Kuchenny stół z rozłożonym harmonogramem spłat kredytu, kalkulatorem i wydrukiem tabeli kursowej banku

Bank policzył, że jego kurs różnił się o 9 tysięcy. To nic nie dało

Umowa kredytu indeksowanego kursem franka z 28 kwietnia 2006 roku i 364 079,10 zł, których kredytobiorcy żądali z powrotem. Bank bronił się wyliczeniem biegłego: jego kurs zawyżył zobowiązanie tylko o 9 223,43 zł wobec średniego kursu NBP.

Prawo konsumenckie Sąd Apelacyjny w Łodzi wyrok z 26 czerwca 2026 9 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Sprawa toczyła się przed Sądem Okręgowym w Płocku, apelację rozpoznał Sąd Apelacyjny w Łodzi.
Sprawa toczyła się przed Sądem Okręgowym w Płocku, apelację rozpoznał Sąd Apelacyjny w Łodzi.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Lucyna i Adam Krzemieniowie, powodowie, kredytobiorcy (postać fikcyjna)

    Lucyna i Adam Krzemieniowie

    powodowie, kredytobiorcy

    W 2006 roku podpisali umowę o kredyt hipoteczny indeksowany kursem franka. Do czasu procesu spłacili zdecydowaną większość zobowiązania.

  • Bank, następca prawny kredytodawcy, pozwany (postać fikcyjna)

    Bank, następca prawny kredytodawcy

    pozwany

    Zaskarżył wyrok w całości i postawił osiem zarzutów, od oceny dowodów po ustawę antyspreadową. Roszczenia o zwrot kapitału nie zgłosił nigdy, w żadnej formie.

  • Biegły z zakresu finansów, autor opinii powołanej przez bank (postać fikcyjna)

    Biegły z zakresu finansów

    autor opinii powołanej przez bank

    Wyliczył, że kurs banku był na przeciętnym poziomie rynkowym, a różnica wobec kursu średniego NBP wyniosła w spornym okresie 9 223,43 zł. Sąd uznał ten dowód za zbędny.

  • Sąd Apelacyjny w Łodzi

    sąd drugiej instancji

    Osobno omówił świeży wyrok TSUE z czerwca 2025 roku, na który powoływano się jako na zwrot w sprawach frankowych, i wyjaśnił, dlaczego nie zmienia on tej sprawy.

Umowa została podpisana 28 kwietnia 2006 roku. Kredyt hipoteczny indeksowany kursem franka szwajcarskiego, udzielony przez bank, którego następcą prawnym jest dzisiejszy pozwany.

Dwadzieścia lat później Sąd Apelacyjny w Łodzi napisał zdanie, które w tej sprawie ustawiło wszystko:

praktyka wykonywania umowy nie jest okolicznością wyznaczającą kierunek rozstrzygnięcia.

To brzmi technicznie, a przewraca całą linię obrony banku.

Wyliczenie, które miało uratować umowę

Apelacja opierała się w dużej mierze na opinii biegłego, którą bank uznał za niedocenioną przez sąd pierwszej instancji. Wynikało z niej kilka konkretnych liczb.

Kurs kupna franka stosowany przy uruchomieniu kredytu kształtował się na przeciętnym, rynkowym poziomie, nie odbiegał znacząco od kursów innych banków komercyjnych i podążał za trendem rynkowym. Saldo ustalone według kursu pozwanego było wyższe od najkorzystniejszego dla kredytobiorców o 1 218,94 CHF, ale jednocześnie niższe od najmniej korzystnego o 865,54 CHF. A różnica między zobowiązaniem policzonym po kursie średnim NBP a policzonym po kursie banku wynosiła w spornym okresie 9 223,43 zł.

Argument brzmiał: skoro faktyczna szkoda to dziewięć tysięcy przy kredycie, z którego zasądzono 364 tysiące, gdzie tu rażące naruszenie interesów konsumenta?

Sąd odpowiedział, że to pytanie o niewłaściwą rzecz.

Istota sporu dotyczy samej treści kontraktu, który zaburzył równowagę stosunku cywilnoprawnego, przyznając bankowi możliwość decydowania o kursach stosowanych do wyliczenia zobowiązania. Dlatego wszystkie dowody zmierzające do ustalenia, jak bank z tego prawa korzystał, są zbędne. Nie ma znaczenia, czy kursy bankowe były zbliżone do średniego kursu NBP ani do kursów innych banków. Ważne jest to, co wynika z umowy: bank sam o nich decydował, a konsumenci nie mieli żadnego mechanizmu wpływu.

Z tego powodu słusznie pominięto nie tylko opinię biegłego, ale też uchwałę zarządu banku z 26 marca 2003 roku opisującą sposób ustalania kursów oraz pisemne oświadczenie pracownika banku o wewnętrznej procedurze.

Dlaczego procedura wewnętrzna nie ratuje umowy

Bank tłumaczył, że dowolność jest pozorna: kursy z natury muszą być rynkowe, bo bank działa w warunkach konkurencji i podlega nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego, a metodykę opisuje wewnętrzna procedura.

Sąd rozłożył to na dwa argumenty.

Pierwszy: z treści umowy nie wynikały żadne kryteria kształtowania kursów. Dokument odsyłał ogólnie do tabeli kursowej banku. Mechanizm budowania tej tabeli opierał się na wewnętrznej procedurze, którą bank mógł zmienić bez udziału, a nawet bez wiedzy kredytobiorców. Nie istniało więc obiektywne, zewnętrzne kryterium, a klauzula waloryzacyjna może działać prawidłowo tylko wtedy, gdy miernik wartości jest ustalany niezależnie od woli którejkolwiek ze stron.

Drugi, mocniejszy: takie postanowienia są niedopuszczalne niezależnie od tego, czy swoboda banku jest pełna, czy w jakiś sposób ograniczona, na przykład maksymalnym odchyleniem od kursu liczonego według obiektywnych kryteriów. Liczy się sama nietransparentność i pozostawienie pola do arbitralnego działania.

Sąd przywołał też wyrok TSUE z 18 listopada 2021 roku (C-212/20): klauzula ustalająca cenę kupna i sprzedaży waluty musi umożliwiać właściwie poinformowanemu konsumentowi zrozumienie sposobu ustalania kursu w taki sposób, żeby mógł w każdej chwili samodzielnie ustalić kurs stosowany przez przedsiębiorcę. Tu było odwrotnie: algorytm pozostał nieujawniony.

Oświadczenie o ryzyku i to, czego w nim nie było

Osobny blok uzasadnienia dotyczy obowiązku informacyjnego, i to fragment przydatny każdemu, kto podpisywał podobne dokumenty.

Sąd wskazał, czego zabrakło. W umowie nie było jasnej informacji, że wyrażenie salda w walucie obcej prowadzi do codziennych wahań zadłużenia w złotych, że wahania te nie są w żaden sposób ograniczone, i że przy wzroście kursu kwota pozostała do spłaty w złotówkach nie maleje wraz ze spłatą kolejnych rat, tylko rośnie.

Rzetelna informacja, według sądu, powinna zawierać jasne przesłanie, że kurs może wzrosnąć w sposób nieograniczony, nawet jeśli to ryzyko czysto teoretyczne, oraz wyraźne stwierdzenie, że przewidywanie kursów w perspektywie kilku dziesięcioleci jest niemożliwe. Do tego przykładowe wyliczenia odniesione do konkretnej umowy i jej kwoty, pokazujące wpływ zmian kursu na raty i na całość zadłużenia. I dane historyczne obejmujące okres porównywalny z okresem kredytowania.

Nic z tego nie zostało przedstawione.

Sąd dodał zdanie, które w tej kategorii spraw powtarza się jak refren: nie wystarczy standardowe oświadczenie kredytobiorcy, że został poinformowany o ryzyku kursowym i je akceptuje, zwłaszcza jeżeli jest to element wzorca opracowanego przez bank, a bank poza tym oświadczeniem nie przedstawia żadnych innych dowodów. Nie wolno też podawać informacji zaburzających percepcję ryzyka, na przykład podkreślać popularności produktu albo sugerować stabilności kursu.

Zauważył wreszcie, że konsument nie jest analitykiem finansowym i ma prawo opierać się na informacji z banku. Istotne jest nie to, że kursy się zmieniają, tylko jakie są skutki tych zmian i gdzie leżą ich granice.

Zaznaczenie kratki to nie negocjacje

Bank twierdził, że klauzule indeksacyjne były indywidualnie uzgodnione, bo wybór waluty wynikał z wniosku kredytowego podpisanego przez kredytobiorców i był ich samodzielną decyzją.

Sąd przypomniał treść art. 385(1) § 3 k.c.: nieuzgodnione indywidualnie są postanowienia, na których treść konsument nie miał rzeczywistego wpływu, czyli realnej możliwości oddziaływania. To, że znał postanowienie i je rozumiał, niczego nie przesądza. Ciężar dowodu obalenia domniemania spoczywał na banku i bank mu nie podołał: żaden z dowodów nie dotyczył negocjacji ani świadomości kredytobiorców, że mogli cokolwiek zmienić.

Zaznaczenie pola “waluta kredytu” we wzorcu wniosku oznacza wybór produktu z oferty, a nie uzgodnienie mechanizmu waloryzacji, a już na pewno nie nieujawnionego w umowie sposobu ustalania kursów.

Podobnie potraktowano argument o możliwości spłaty rat bezpośrednio we frankach. To nie dowód negocjacji, tylko dowód, że niedozwolone postanowienie można było ominąć.

Ustawa antyspreadowa i kurs NBP

Dwa dalsze zarzuty apelacji dotyczyły tego, czym zastąpić wyeliminowane klauzule albo co je uzdrowiło.

Bank powoływał się na ustawę antyspreadową z 29 lipca 2011 roku, która dała kredytobiorcom prawo spłaty bezpośrednio w walucie obcej. Sąd odpowiedział, że abuzywność ocenia się według stanu z chwili zawarcia umowy i działa ona ze skutkiem wstecznym, więc zdarzenia późniejsze nie mają znaczenia (jedynym wyjątkiem jest wola konsumenta). Nowelizacja miała wyeliminować spready, a nie zmienić istotę umowy, i nie przekształciła kredytu indeksowanego w walutowy.

Bank chciał też, by w miejsce swojej tabeli sąd wstawił kurs średni NBP z art. 358 § 2 k.c. Sąd odmówił, wskazując, że byłaby to niedopuszczalna konwersja umowy, sprzeczna z celem dyrektywy 93/13. Gdyby przedsiębiorca wiedział, że najgorsze, co mu grozi, to sprowadzenie nieuczciwych warunków do uczciwych, wciąż byłby ich beneficjentem, po prostu z niższym zyskiem. Do tego art. 358 § 2 k.c. dotyczy zobowiązań, których przedmiotem jest suma w walucie obcej, a nie klauzul waloryzacyjnych, gdzie waluta jest jedynie miernikiem.

Kropkę nad i postawiła uchwała Sądu Najwyższego z 25 kwietnia 2024 roku (III CZP 25/22): w obowiązującym stanie prawnym nie można przyjąć, że miejsce niedozwolonej klauzuli kursowej zajmuje inny sposób określenia kursu wynikający z przepisów lub zwyczajów.

Skoro klauzule przeliczeniowe określają główne świadczenia stron, a ich usunięcie znosi ryzyko kursowe i zmienia kredyt indeksowany w zwykły złotowy oprocentowany według stawki LIBOR, umowa staje się umową o zupełnie innym charakterze. Utrzymanie jej w kształcie zamierzonym przez strony nie jest możliwe.

Świeży wyrok TSUE, na który liczono

Najciekawszy fragment uzasadnienia dotyczy wyroku Trybunału Sprawiedliwości z 19 czerwca 2025 roku w sprawie C-396/24, o którym w sprawach frankowych mówiło się jako o możliwym przełomie.

Trybunał orzekł tam dwie rzeczy. Po pierwsze, że dyrektywa sprzeciwia się orzecznictwu, zgodnie z którym po unieważnieniu umowy bank może żądać od konsumenta całej nominalnej kwoty kredytu, niezależnie od dokonanych spłat i od kwoty pozostałej do spłaty. Po drugie, że sprzeciwia się przepisom nakazującym sądowi z urzędu nadawać takiemu wyrokowi rygor natychmiastowej wykonalności, jeśli prawo krajowe nie pozwala chronić konsumenta przed skutkami egzekucji.

Sąd Apelacyjny wyjaśnił, dlaczego to bankowi nie pomaga. Orzeczenie jest prokonsumenckie, a nie odwrotne: wzmacnia ochronę, ograniczając roszczenia banków do niespłaconego kapitału i uderzając w automatyzm rygoru natychmiastowej wykonalności. Nie odrzuca teorii dwóch kondykcji, tylko ogranicza jej użycie tam, gdzie prowadzi ona do iluzorycznej symetrii destabilizującej sytuację konsumenta.

I decydujący szczegół proceduralny: w tej sprawie roszczenie banku o zwrot kapitału nie zostało zgłoszone w żadnej formie, ani w pierwszej instancji, ani w apelacji. Nie było zarzutu potrącenia ani powództwa wzajemnego. Zastosowanie teorii salda było więc wykluczone. Rozpatrywanie tego dopiero w drugiej instancji byłoby zresztą krzywdzące dla konsumentów, bo zgodnie z art. 383 k.p.c. nie mogliby oni rozszerzyć powództwa o raty wpłacone po okresie objętym pozwem, więc rozliczenie i tak nie byłoby całościowe.

Sąd nazwał ten wyrok “swoistym napomnieniem”, że rozliczenie abuzywnej umowy powinno odbywać się w jednym postępowaniu, z wykorzystaniem instytucji krajowych takich jak potrącenie, zamiast sztucznego dualizmu osobnych procesów, który przedłuża sprawy i generuje koszty po stronie konsumenta.

Trzy powody odrzucenia zatrzymania

Zarzut zatrzymania z art. 496 i 497 k.c. upadł potrójnie.

Po pierwsze, bank nigdy wcześniej nie wezwał kredytobiorców do zapłaty należności z tytułu udzielonego kredytu, więc jego wierzytelność nie była wymagalna, a to już samo w sobie wyklucza zatrzymanie.

Po drugie, sporne w orzecznictwie pozostaje, czy zatrzymania można w ogóle użyć wobec roszczenia pieniężnego przeciwko innemu roszczeniu pieniężnemu.

Po trzecie, sąd przywołał trzy wyroki TSUE: C-520/21 z 15 czerwca 2023 (przerzucenie na konsumenta obowiązku zwrotu w pierwszej kolejności narusza dyrektywę), C-28/22 z 14 grudnia 2023 (dyrektywa stoi na przeszkodzie zatrzymaniu, jeśli konsument traci przez nie odsetki za opóźnienie) i C-424/22 z 8 maja 2024 (zarzut zatrzymania w sporach frankowych nie powinien być przez sądy krajowe uwzględniany).

Upadł też zarzut dotyczący odsetek. Bank chciał, żeby liczyć je dopiero od uprawomocnienia się wyroku, wraz z powstaniem stanu trwałej bezskuteczności umowy. Sąd odpowiedział, że obowiązują typowe reguły z art. 455 k.c.: wymagalność powstaje po wezwaniu do zapłaty, a takim wezwaniem były pozew i pismo modyfikujące powództwo.

Apelację oddalono na podstawie art. 385 k.p.c. Bank zapłacił kredytobiorcom dodatkowo 8 100 zł kosztów zastępstwa procesowego za drugą instancję.

Co z tej historii wynika

Nie liczy się, jak bank korzystał z klauzuli, tylko że mógł. To najkrótsze streszczenie linii orzeczniczej w sprawach frankowych. Dowody na rynkowość kursów, wewnętrzne procedury i porównania z konkurencją są w tych procesach po prostu bezprzedmiotowe.

Podpisane oświadczenie o świadomości ryzyka nie jest dowodem poinformowania. Zwłaszcza gdy pochodzi z wzorca banku, a poza nim nie ma żadnych innych dokumentów. Bank musiał pokazać symulacje dla konkretnej umowy i dane historyczne z porównywalnego okresu.

Wybór produktu z oferty to nie negocjacje. Zaznaczenie waluty we wniosku nie obala domniemania z art. 385(1) § 3 k.c. Uzgodnione indywidualnie jest tylko to, na co konsument mógł realnie wpłynąć i wiedział, że może.

Sąd nie wstawi kursu NBP w miejsce tabeli banku. Uchwała SN z kwietnia 2024 roku zamknęła tę drogę wprost. Wypełnianie luk po abuzywnych klauzulach byłoby premią dla przedsiębiorcy, który je stosował.

Prokonsumencki wyrok TSUE nie staje się argumentem banku przez samo zacytowanie. Sąd rozebrał orzeczenie C-396/24 na czynniki i pokazał, że dotyczy roszczeń banków o kapitał, a nie sposobu rozliczania spraw wnoszonych przez konsumentów.

Roszczenia trzeba zgłaszać, a nie zakładać. Bank przez cały proces kwestionował nieważność umowy i nie wniósł ani powództwa wzajemnego, ani zarzutu potrącenia. Konsekwencją było rozstrzygnięcie wyłącznie o żądaniu kredytobiorców.

Jak to się potoczyło

  1. 28 kwietnia 2006

    Podpisanie umowy

    Kredyt hipoteczny indeksowany kursem franka szwajcarskiego, udzielony przez poprzednika prawnego pozwanego banku. Wniosek i umowa w całości zredagowane przez bank.

  2. 14 lutego 2023

    Doręczenie pozwu

    Od tej daty biegną odsetki ustawowe za opóźnienie od kwoty 331 299,10 zł.

  3. 16 października 2023

    Modyfikacja powództwa

    Od tej daty biegną odsetki od pozostałych 32 780 zł.

  4. 25 kwietnia 2024

    Wyrok Sądu Okręgowego w Płocku

    Umowa nieważna, zasądzone 364 079,10 zł z odsetkami, 12 064 zł kosztów procesu i 1 030,80 zł wydatków sądowych do pobrania od banku.

  5. apelacja banku

    Osiem zarzutów

    Od oceny opinii biegłego, przez indywidualne uzgodnienie klauzul i kurs średni NBP, po ustawę antyspreadową i zarzut zatrzymania.

  6. 19 czerwca 2025

    Wyrok TSUE C-396/24

    Trybunał ogranicza roszczenia banków do niespłaconego kapitału i kwestionuje automatyczny rygor natychmiastowej wykonalności na ich korzyść.

  7. 26 czerwca 2026

    Apelacja oddalona

    Sąd Apelacyjny w Łodzi utrzymuje wyrok w całości i dokłada bankowi 8 100 zł kosztów drugiej instancji.

Jak orzekł sąd

Sąd Apelacyjny w Łodzi oddalił apelację banku i zasądził od niego na rzecz kredytobiorców 8 100 zł kosztów zastępstwa procesowego w postępowaniu apelacyjnym. Utrzymał w mocy wyrok, który ustalił nieważność umowy i zasądził 364 079,10 zł z odsetkami. Sąd stwierdził, że w sprawach frankowych praktyka wykonywania umowy nie wyznacza kierunku rozstrzygnięcia: liczy się treść kontraktu, a ta pozwalała bankowi jednostronnie ustalać kurs. Zarzut zatrzymania odrzucono z trzech niezależnych powodów, a spóźnione powoływanie się na teorię salda uznano za wykluczone, bo bank nigdy nie zgłosił roszczenia o zwrot kapitału.

Podstawa prawna

  • art. 385(1) § 1 k.c.: postanowienia nieuzgodnione indywidualnie, kształtujące prawa konsumenta sprzecznie z dobrymi obyczajami i rażąco naruszające jego interesy, nie wiążą go
  • art. 385(1) § 3 zd. 2 k.c.: domniemanie braku indywidualnego uzgodnienia postanowień przejętych z wzorca; ciężar obalenia go spoczywa na przedsiębiorcy
  • art. 410 § 1 i 2 k.c. w zw. z art. 405 k.c.: świadczenie spełnione na podstawie nieważnej umowy jest nienależne i podlega zwrotowi
  • art. 455 k.c. i art. 481 § 1 k.c.: wymagalność roszczenia po wezwaniu do zapłaty i odsetki za opóźnienie
  • art. 496 i 497 k.c.: prawo zatrzymania przy zwrocie świadczeń wzajemnych
  • art. 358 § 2 k.c.: kurs średni NBP; przepis ogólny, nie zastępuje wyeliminowanej klauzuli przeliczeniowej
  • art. 233 § 1 k.p.c. i art. 383 k.p.c.: swobodna ocena dowodów oraz zakaz rozszerzania powództwa przed sądem drugiej instancji
  • art. 6 ust. 1 dyrektywy 93/13/EWG: nieuczciwe warunki nie wiążą konsumenta, a umowa obowiązuje dalej tylko, jeśli jest to możliwe po ich wyłączeniu

Sąd Apelacyjny w Łodzi

Sygnatura akt: I ACa 3300/24

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej