Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Łukasz Wilczyński
powód, kupujący
Mężczyzna po trzydziestce, kupił auto razem z córką. Uparty i konsekwentny, wygrał już jeden proces przeciwko sprzedawcy i był przekonany, że drugi jest formalnością. Pisał wezwania, prowadził ewidencję dni postoju.
-
Sprzedawca, przedsiębiorca handlujący autami
pozwany
Mężczyzna około czterdziestki, prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. W pierwszym procesie w ogóle się nie stawił i przegrał wyrokiem zaocznym. Na wezwania do odbioru auta nie odpowiadał. W drugim procesie przyszedł bez pełnomocnika i wygrał.
-
Sąd Rejonowy w Golubiu-Dobrzyniu
sąd cywilny
I Wydział Cywilny. Rozstrzygnął sprawę na jednej rozprawie, opierając się głównie na przesłuchaniu obu stron.
Łukasz Wilczyński wygrał już raz. 8 sierpnia 2024 roku sąd wydał wyrok zaoczny, w którym zasądził od sprzedawcy na rzecz Łukasza i jego córki 27 234 zł, zwrot ceny auta kupionego w lutym 2022 roku za 19 000 zł oraz innych kosztów poniesionych w związku z nabyciem pojazdu i odstąpieniem od umowy.
Sprzedawca, przedsiębiorca handlujący samochodami, w tamtym procesie w ogóle się nie bronił. Wyrok zaoczny to dokładnie taka sytuacja: pozwany nie stawił się i nie zajął stanowiska.
Odstąpienie od umowy było więc skuteczne, a pieniądze zasądzone. Zostawał jeden problem, tak przyziemny, że łatwo go zbagatelizować.
Auto wciąż stało na posesji Łukasza.
Wezwania, na które nikt nie odpowiadał
Samochód był niesprawny technicznie i uszkodzony. Nie nadawał się do samodzielnego poruszania po drogach. Trzeba go było gdzieś przewieźć, i ktoś musiał to zorganizować.
Łukasz uznał, że to zadanie sprzedawcy. Zaczął wysyłać pisma: wezwania do odbioru pojazdu, a potem także do zapłaty kosztów związanych z jego przechowywaniem oraz kosztów ubezpieczenia OC. W treści tych pism informował, że nalicza koszty przechowywania auta na swojej nieruchomości.
Sprzedawca nie odpowiedział ani razu. Korespondencja była odbierana, potwierdzenia odbioru trafiły potem do akt, ale odpowiedzi nie było żadnej.
Licznik ruszył 29 listopada 2024 roku i szedł do 18 marca 2025. Za ten okres wyszło 2 200 zł. Doliczone koszty OC podniosły żądanie do 2 694 zł.
Z takim pozwem Łukasz poszedł do sądu w kwietniu 2025 roku.
Argumenty obu stron
Stanowisko Łukasza opierało się na trzech punktach.
Po pierwsze, to sprzedawca powinien odebrać pojazd z jego posesji, odstąpienie od umowy było przecież skuteczne i przesądzone prawomocnym wyrokiem.
Po drugie, z uwagi na niesprawność techniczną dostarczenie pojazdu wiązałoby się z koniecznością zorganizowania transportu i poniesienia dodatkowych kosztów.
Po trzecie, i to był argument najbardziej ludzki, obawiał się, że sprzedawca odmówi przyjęcia auta. Wtedy naraziłby się na kolejne wydatki: transport w jedną stronę, transport z powrotem i dalsze przechowywanie. Skoro druga strona nie odpowiada nawet na listy, po co wynajmować lawetę i jechać w nieznane.
Sprzedawca odpowiedział krótko. Po skutecznym odstąpieniu od umowy to na kupującym ciąży obowiązek zwrotu rzeczy. Samo wysyłanie wezwań nie przerzuca na sprzedawcę obowiązku organizacji transportu ani nie uzasadnia obciążania go kosztami przechowywania.
W tym procesie sprzedawca wystąpił zresztą bez pełnomocnika.
Przepis, który rozdziela dwie rzeczy
Rozstrzygnięcie zawisło na jednym artykule, którego konstrukcję sąd rozłożył na dwie warstwy.
Art. 561(2) § 1 k.c. brzmi: kupujący, który wykonuje uprawnienia z tytułu rękojmi, obowiązany jest na koszt sprzedawcy dostarczyć rzecz wadliwą do miejsca oznaczonego w umowie sprzedaży, a gdy takiego miejsca nie określono, do miejsca, w którym rzecz została mu wydana.
W jednym zdaniu mieszczą się więc dwa różne obowiązki, rozdzielone między strony.
Obowiązek organizacyjny, podjęcie działań faktycznych, zorganizowanie transportu, dowiezienie rzeczy, spoczywa na kupującym.
Ciężar ekonomiczny, zapłata za to wszystko, spoczywa na sprzedawcy.
To rozróżnienie jest sednem sprawy i najczęściej umyka. Kupujący czyta “na koszt sprzedawcy” i słyszy “sprzedawca ma się tym zająć”. Ustawa mówi coś innego: zajmij się tym, a rachunek wystaw jemu.
Sąd wskazał, że analogicznie reguluje to art. 34 ust. 1 ustawy o prawach konsumenta: konsument ma obowiązek zwrócić towar przedsiębiorcy niezwłocznie, nie później niż w ciągu 14 dni od odstąpienia, chyba że przedsiębiorca zaproponował, że sam odbierze towar. Wyjątek działa więc wtedy, gdy sprzedawca sam się zgłosi po rzecz, a nie wtedy, gdy milczy.
Kiedy wystarczy udostępnić rzecz
Prawo przewiduje sytuacje, w których kupujący nie musi niczego wozić. Art. 561(2) § 2 k.c.: jeżeli ze względu na rodzaj rzeczy lub sposób jej zamontowania dostarczenie byłoby nadmiernie utrudnione, kupujący obowiązany jest jedynie udostępnić rzecz sprzedawcy w miejscu, w którym rzecz się znajduje.
Sąd wyjaśnił zakres tego wyjątku. Chodzi o sytuacje szczególne, w których transport wiązałby się z ponadprzeciętnymi trudnościami natury technicznej, organizacyjnej albo ekonomicznej. Przepis stosuje się przede wszystkim do rzeczy wielkogabarytowych, trwale zamontowanych albo takich, których demontaż czy przewóz wymagałby specjalistycznych urządzeń lub groziłby uszkodzeniem rzeczy.
Czy niesprawny samochód się w tym mieści?
Sąd uznał, że nie, i miał na to bardzo konkretny dowód. Auto rzeczywiście nie mogło jechać o własnych siłach, ale dawało się przewieźć lawetą albo przyczepką samochodową. Co więcej, z materiału dowodowego wynikało, że sam Łukasz korzystał już wcześniej z takich sposobów transportu tego pojazdu, raz po jego zakupie i raz później, przewożąc go do sprzedawcy.
Trudno uznać za nadmiernie utrudnione coś, co powód wykonał wcześniej dwukrotnie.
Czego zabrakło
To jednak nie brak lawety przesądził sprawę, tylko brak jednego telefonu.
Sąd wyliczył, czego Łukasz nie zrobił. Nie podjął próby ustalenia ze sprzedawcą terminu wydania pojazdu. Nie wskazał konkretnej daty i godziny, w której zamierza go dostarczyć. Nie próbował skontaktować się telefonicznie, żeby uzgodnić sposób odbioru.
I zdanie kluczowe:
Nic nie stało na przeszkodzie, aby powód poinformował pozwanego, że w określonym dniu i o określonej godzinie pojazd zostanie przywieziony pod wskazany adres.
Ponieważ takiej próby nie było, nie doszło do odmowy przyjęcia pojazdu przez sprzedawcę. A dopiero rzeczywista odmowa otwierałaby drogę do rozważań o kosztach przechowywania albo o odpowiedzialności sprzedawcy za brak współdziałania przy wykonywaniu obowiązków z rękojmi.
Obawa przed odmową to nie odmowa. Jak ujął to sąd: powód z góry założył, że taka obawa istnieje, i na tej podstawie zaniechał jakichkolwiek realnych działań, a przypuszczenia nie mogą zastąpić rzeczywistej próby wykonania ustawowego obowiązku.
Dlaczego postojowe i OC przepadły
Konsekwencja była już mechaniczna.
Skoro Łukasz sam zdecydował o dalszym przechowywaniu auta na swojej nieruchomości, mimo że dysponował możliwością jego przetransportowania, to koszty przechowywania są następstwem przyjętego przez niego sposobu działania. Nie da się ich automatycznie przerzucić na drugą stronę. Nikt nie może obciążać kontrahenta kosztami wynikającymi z własnej bierności i niewykonania ustawowego obowiązku.
Sąd dopowiedział, do czego prowadziłoby przyjęcie odwrotnego stanowiska: kupujący mógłby przez dowolnie długi okres trzymać rzecz po odstąpieniu od umowy i obciążać sprzedawcę narastającymi kosztami, nie robiąc przy tym nic w kierunku zwrotu. Taka wykładnia byłaby sprzeczna z celem przepisów o rękojmi.
Z ubezpieczeniem OC było podobnie, tylko prościej. Obowiązek utrzymywania ważnego OC wynika z ustawy i obciąża posiadacza pojazdu. Auto pozostawało we władaniu Łukasza, więc składka była normalnym następstwem tego, że dalej je posiadał.
Sąd zauważył wprost, że pozwany pozostawał bierny wobec kierowanych do niego wezwań. Ale, jak stwierdził, sama ta okoliczność nie mogła prowadzić do uwzględnienia powództwa. Brak odpowiedzi na korespondencję nie zwalniał powoda z obowiązku podjęcia rzeczywistych działań.
Powództwo oddalono w całości, a kosztami sądowymi obciążono powoda. Sprzedawca domagał się także zwrotu kosztów zastępstwa procesowego, ale występował bez pełnomocnika i nie wykazał, jakie koszty poniósł, więc tych mu nie przyznano.
Co z tej historii wynika
“Na koszt sprzedawcy” nie znaczy “przez sprzedawcę”. Art. 561(2) § 1 k.c. dzieli obowiązki: kupujący organizuje i wykonuje zwrot, sprzedawca za niego płaci. Praktyczna kolejność jest więc taka: najpierw wynajmij lawetę i odwieź rzecz, potem wystaw rachunek. Nie odwrotnie.
Wysyłanie wezwań to nie wykonanie obowiązku. Łukasz przez cztery miesiące pisał pisma i naliczał opłaty, zamiast raz zadzwonić i ustalić termin. Sąd potraktował te pisma jako dowód bierności, a nie staranności. Do akt trafiły potwierdzenia odbioru korespondencji, i to one pokazały, że poza korespondencją nie było nic.
Wyjątek z § 2 dotyczy rzeczy, a nie sytuacji. “Nadmierne utrudnienie” ocenia się przez rodzaj rzeczy i sposób jej zamontowania: kocioł wmurowany w kotłownię, meble w zabudowie, maszyna wymagająca dźwigu. Niesprawne auto, które da się załadować na przyczepkę, to za mało, zwłaszcza gdy kupujący sam już je tak woził.
Odmowa musi być rzeczywista, nie przewidywana. Gdyby Łukasz wyznaczył dzień i godzinę, przywiózł auto pod adres sprzedawcy i usłyszał “nie przyjmuję”, jego pozycja byłaby zupełnie inna, sąd wprost napisał, że wtedy dopiero można rozważać koszty przechowywania i brak współdziałania. Koszt jednego przejazdu lawetą kupiłby argument wart znacznie więcej.
Milczenie drugiej strony niczego nie załatwia za ciebie. Sprzedawca zachował się źle: przegrał wyrokiem zaocznym, nie odbierał auta, ignorował listy. Sąd to dostrzegł i mimo to oddalił powództwo. Nieprawidłowe zachowanie przeciwnika nie zwalnia z wykonania własnych obowiązków, i nie zastępuje dowodu, że się je wykonało.
Ubezpieczenie OC płaci posiadacz. Dopóki auto stoi u ciebie, składka jest twoja, niezależnie od tego, czyją własnością pojazd jest po odstąpieniu od umowy. To kolejny powód, żeby zwrot rzeczy załatwić szybko, a nie przetrzymywać jej w oczekiwaniu na ruch drugiej strony.
Jak to się potoczyło
-
19 lutego 2022
Zakup auta za 19 000 zł
Łukasz kupuje wraz z córką od przedsiębiorcy samochód z 2008 roku.
-
po zakupie
Odstąpienie od umowy
Kupujący składają oświadczenie o odstąpieniu, wykonując uprawnienia z rękojmi za wady rzeczy sprzedanej.
-
8 sierpnia 2024
Wyrok zaoczny: 27 234 zł
Sąd zasądza zwrot ceny oraz innych kosztów poniesionych w związku z nabyciem pojazdu i odstąpieniem od umowy. Sprzedawca w sprawie się nie bronił.
-
po wyroku
Wezwania do odbioru pojazdu
Łukasz pisze do sprzedawcy, żeby odebrał auto. Zapowiada, że będzie naliczał koszty przechowywania na swojej nieruchomości. Sprzedawca nie odpowiada na żadne pismo.
-
29 listopada 2024
Zaczyna biec licznik postojowego
Od tego dnia kupujący nalicza opłaty za przechowywanie auta na własnej posesji.
-
18 marca 2025
Koniec naliczanego okresu
Za niecałe cztery miesiące postoju wychodzi 2 200 zł. Do tego dochodzą koszty obowiązkowego ubezpieczenia OC.
-
3 kwietnia 2025
Data, od której żąda odsetek
Łukasz wnosi pozew o 2 694 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie.
-
29 kwietnia 2026
Wyrok: powództwo oddalone
Sąd stwierdza, że to kupujący miał dostarczyć auto, na koszt sprzedawcy, i że nie podjął w tym kierunku żadnych realnych działań.
Jak orzekł sąd
Sąd Rejonowy w Golubiu-Dobrzyniu oddalił powództwo w całości i obciążył powoda kosztami sądowymi. Wyjaśnił konstrukcję art. 561(2) § 1 k.c.: przepis rozróżnia obowiązek organizacyjny od ciężaru ekonomicznego: to kupujący ma podjąć działania faktyczne zmierzające do zwrotu rzeczy, natomiast koszty tych czynności obciążają sprzedawcę. Wyjątek z art. 561(2) § 2 k.c., pozwalający jedynie udostępnić rzecz w miejscu jej położenia, dotyczy sytuacji szczególnych, rzeczy wielkogabarytowych, trwale zamontowanych albo wymagających specjalistycznych urządzeń. Auto było niesprawne, ale dawało się przewieźć lawetą lub przyczepką, z czego powód sam wcześniej dwukrotnie korzystał. Powód ograniczył się do wysyłania wezwań: nie ustalił terminu wydania, nie wskazał dnia ani godziny dostarczenia, nie próbował kontaktu telefonicznego. Nie doszło więc do odmowy odbioru przez sprzedawcę, a dopiero rzeczywista odmowa pozwalałaby rozważać koszty przechowywania. Koszty OC sąd ocenił tak samo: obowiązek ubezpieczenia obciąża posiadacza, a auto pozostawało we władaniu powoda. Bierność pozwanego wobec wezwań nie zwalniała powoda z podjęcia realnych działań.
Podstawa prawna
- art. 560 § 1 k.c.: uprawnienie kupującego do złożenia oświadczenia o odstąpieniu od umowy przy rzeczy wadliwej
- art. 561(2) § 1 k.c.: kupujący dostarcza rzecz wadliwą na koszt sprzedawcy do miejsca z umowy albo do miejsca wydania rzeczy
- art. 561(2) § 2 k.c.: wyjątek, gdy dostarczenie byłoby nadmiernie utrudnione, kupujący jedynie udostępnia rzecz sprzedawcy w miejscu, w którym się ona znajduje
- art. 34 ust. 1 ustawy z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta: obowiązek zwrotu towaru przedsiębiorcy w terminie 14 dni od odstąpienia, chyba że przedsiębiorca zaproponował, że sam go odbierze
- art. 98 § 1 k.p.c.: koszty sądowe obciążające stronę przegrywającą
Sąd Rejonowy w Golubiu-Dobrzyniu
Sygnatura akt: I C 120/25
Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →Czytaj dalej
Jak odzyskać pieniądze od sklepu, praktyczny poradnik
Sklep nie chce oddać pieniędzy za wadliwy lub zwrócony towar? Sprawdź krok po kroku, jak dochodzić zwrotu i gdzie szukać pomocy, gdy sprzedawca zwleka.
2004-2024 Rata rosła, choć nikt nie zmieniał umowy. Spór o jedno zdanie w tabeli kursowej zajął sądom dziesięć lat
Kredyty indeksowane i denominowane do franka szwajcarskiego stały się największym sporem cywilnym III Rzeczypospolitej. Rozstrzygnęło go nie nowe prawo, lecz przepis o klauzulach niedozwolonych z 2000 roku, przeczytany przez Trybunał Sprawiedliwości UE i Sąd Najwyższy.
Historia z sądu Kupił auto do wożenia drewna. Pięć dni później diagnosta powiedział, że rama może się przełamać
4 920 zł za dostawczaka z 1997 roku i pytanie, czy pokazanie kupującemu rdzy na karoserii zwalnia sprzedawcę z odpowiedzialności za przeżartą ramę.
2000-2014 Podpisała umowę, w której punkt 17 mówił coś zupełnie innego niż sprzedawca. Od 2000 roku ten punkt jej nie wiąże
Ustawa z 2 marca 2000 r. wprowadziła do Kodeksu cywilnego art. 385(1) i przepisy o niedozwolonych postanowieniach umownych. Konsument przestał być stroną, która podpisała, więc się zgodziła, a stał się stroną, wobec której niektóre zapisy po prostu nie działają.