Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Franciszka Gałecka
powódka, córka spadkodawcy
Jedyne dziecko zmarłego, z jego pierwszego małżeństwa. Pielęgniarka, mieszka i pracuje w szpitalu w Stanach Zjednoczonych. W 1999 roku wyjechała do ojca na jego zaproszenie i przez kilka lat mieszkała z nim, opiekując się nim w chorobie.
-
Olga Gałecka
pozwana, była żona spadkodawcy
Poznała spadkodawcę w 2014 roku, ślub wzięli w sierpniu 2015, rozwód orzeczono w lutym 2016. Mimo rozstania widywali się kilka razy w tygodniu, opiekowała się nim przed śmiercią i zorganizowała pogrzeb. Jedyna spadkobierczyni testamentowa.
-
Spadkodawca
ojciec powódki, zmarły w 2021 roku
Czterokrotnie żonaty. Po rozstaniu z pierwszą żoną kontakt z córką urwał się na dziesięć, dwanaście lat. Wyjechał do Austrii, potem do Stanów Zjednoczonych. Wrócił do Polski w 2006 roku. W sześć lat sporządził cztery testamenty notarialne.
-
Sąd Apelacyjny w Łodzi
sąd drugiej instancji
Podzielił ustalenia pierwszej instancji, choć zauważył, że pozwana i jej siostra mijały się z prawdą, czego sąd okręgowy nie wychwycił. Oddalił obie apelacje.
Trzy dni przed śmiercią zadzwonił do córki. Powiedział, że jest w szpitalu i źle się czuje.
Nie powiedział jej, że sześć tygodni wcześniej poszedł do notariusza i po raz drugi ją wydziedziczył. Nie powiedział jej też, że sześć lat temu ożenił się po raz czwarty ani że pół roku później się rozwiódł.
O jego śmierci dowiedziała się z wiadomości przysłanej z drugiego końca świata przez kobietę, której nigdy nie poznała.
Cztery akty notarialne
Historia tego spadku zaczyna się od stosu dokumentów, z których każdy przeczy poprzedniemu.
19 stycznia 2015 roku, testament pierwszy. Do całości spadku powołana zostaje kobieta, z którą spadkodawca jeszcze się nie ożenił. Córka zostaje wydziedziczona z powodu, jak zapisano, “uporczywego niedopełniania wobec niego obowiązków rodzinnych”, w szczególności braku jakichkolwiek kontaktów, braku zachowań rodzinnych wobec testatora, braku zainteresowania jego życiem i stanem zdrowia oraz braku jakiejkolwiek pomocy i opieki.
Siedem miesięcy później bierze z tą kobietą ślub. Zamieszkują w jego mieszkaniu. Ona wyprowadza się na początku listopada. On wnosi pozew o rozwód.
19 listopada 2015 roku, testament drugi. Odwołanie tamtego w całości, a więc i wydziedziczenia.
W lutym 2016 roku sąd orzeka rozwód. Małżeństwo trwało formalnie niecałe pół roku, faktycznie niecałe trzy miesiące. Byli małżonkowie zostają jednak w przyjaźni i widują się trzy, cztery razy w tygodniu.
27 października 2017 roku, testament trzeci. Do całości spadku powołana zostaje ta sama kobieta, nazwana w akcie jego żoną, choć nie była nią od ponad półtora roku. O wydziedziczeniu córki nie ma ani słowa.
24 czerwca 2021 roku, testament czwarty i ostatni. Odwołuje testamenty pierwszy i trzeci. Powołuje do spadku byłą żonę. I znów wydziedzicza córkę.
Sąd Apelacyjny w Łodzi napisał o tym wprost: taka zmienność i częstość rozporządzeń oraz mijanie się z oczywistymi faktami zmusza do szczególnej uwagi przy ocenie, czy przesłanki wydziedziczenia realnie istniały.
Czego zabrakło w ostatnim testamencie
Ostatni testament wyliczał: córka nie dopełnia obowiązków rodzinnych, nie utrzymuje kontaktu, nie interesuje się jego życiem i stanem zdrowia, nie opiekuje się nim, nie przyczynia się do wzajemnej pomocy i współdziałania dla dobra rodziny, nie ma z nią więzi rodzinnej i uczuciowej. Dodał, że jej tego nie wybaczył.
Brzmi to mocno. A jednak przewróciły to dwa braki formalne.
Pierwszy: nie ma słowa “uporczywie”.
Art. 1008 k.c. wymienia trzy podstawy wydziedziczenia. Ta, o którą tu chodziło, punkt trzeci, brzmi: uprawniony uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych. Uporczywość jest ustawową przesłanką, a nie ozdobnikiem: jednorazowe czy okresowe zaniedbanie to za mało.
W testamencie z 2021 roku tego słowa nie było, choć w tym z 2015 roku było. Sąd dodał argument, który wzmacnia wymowę tego braku: testament sporządzał notariusz, fachowiec i osoba zaufania publicznego, zdająca sobie sprawę z wagi każdego słowa w rozporządzeniu na wypadek śmierci.
Drugi: nie ma żadnego konkretu.
Żeby wydziedziczenie było skuteczne, spadkodawca powinien opisać w testamencie konkretne zachowania uprawnionego, które wypełniają ustawową przesłankę. Nie wystarczy posłużyć się ogólnymi sformułowaniami bez wskazania, o jakie zdarzenia czy jakie obowiązki chodzi. Przyczyna ma być sformułowana konkretnie, a nie abstrakcyjnie.
Ostatni testament takich konkretów nie zawierał. Był listą etykiet.
Kto musi udowodnić, że to prawda
Tu leży rzecz, którą warto zapamiętać przed każdą sprawą o zachowek.
Testament jest dokumentem prywatnym. Zgodnie z art. 245 k.p.c. dowodzi tylko tego, że spadkodawca złożył takie oświadczenie, a nie tego, że opisane w nim przyczyny rzeczywiście istniały.
Wynika z tego rozkład ciężaru dowodu. To pozwany spadkobierca musi wykazać prawdziwość podstawy wydziedziczenia, a nie uprawniony jej nieprawdziwość. Nie wystarczy przedstawić ważny testament z wydziedziczeniem: trzeba udowodnić, że to, co w nim napisano, jest prawdą.
Sąd doprecyzował jeszcze jedno: gdyby uprawniony twierdził, że niedopełnianie obowiązków rodzinnych zostało wywołane naganną postawą samego spadkodawcy, to tę okoliczność musi udowodnić on.
W tej sprawie ciężar spoczywał więc na byłej żonie. I nie został uniesiony.
Co pokazało postępowanie dowodowe
Sądy prześledziły całe życie tej relacji i wyszła z tego historia, w której nieobecną stroną był ojciec, nie córka.
Rodzice rozstali się, gdy miała około dwóch lat, rozwód orzeczono w 1977 roku. Matka uznała, że ojciec nie zapewnia dziecku odpowiedniej opieki, i zabroniła kontaktów. Sąd odnotował obrazek, który mówi wszystko: mała dziewczynka, nie mogąc doczekać się ojca, czekała na niego przy windzie, żeby szybciej się przywitać. Niedotrzymywane obietnice odwiedzin źle na nią wpływały.
Potem przez dziesięć, dwanaście lat nie było kontaktu w ogóle. Wrócił, gdy miała trzynaście, czternaście lat. Spotkania stały się częstsze, poznała dzięki niemu babkę ze strony ojca, której wcześniej nie znała. I niedługo potem ojciec wyjechał: najpierw do Austrii, potem do Stanów Zjednoczonych.
Pisali do siebie listy. Przysyłał alimenty w dolarach. Chciał, żeby do niego dołączyła. W wieku osiemnastu lat poszła do ambasady, ale odmówiono jej zgody na wyjazd. Wizę dostała dopiero w 1999 roku.
Pojechała. Mieszkała z ojcem i jego trzecią żoną w ich domu przez dwa lata. Wtedy właśnie ojciec był ciężko chory: rak prostaty, wszczepione bajpasy. Wymagał opieki pielęgniarskiej, którą zapewniała mu pielęgniarka środowiskowa i córka, z zawodu pielęgniarka. Opiekowała się nim i prowadziła dom. On w tym czasie ją utrzymywał i opłacał kursy angielskiego.
Usamodzielniła się, kupiła mieszkanie na kredyt na trzydzieści lat. W 2006 roku ojciec z żoną sprzedali dom i przed powrotem do Polski przez półtora miesiąca mieszkali u niej.
Potem był jeszcze jeden rozłam. W 2014 lub 2015 roku dowiedziała się od córki jego trzeciej żony, że małżeństwo się rozpada, bo ojciec stosuje wobec żony przemoc fizyczną. Zapytała ojca, czy to prawda. Obraził się na półtora roku.
Kontakt odnowiła sama, dzwoniąc na Wielkanoc z życzeniami. Był początkowo zdystansowany, potem relacje wróciły do normy. Odwiedzała go przy każdym przyjeździe do Polski: latem 2015, w marcu 2017, w marcu 2018. W marcu 2020 przyjechała, ale przez wybuch pandemii musiała pilnie wracać i nie zdążyła się z nim zobaczyć. Potem nie przyjeżdżała, bo pracuje w szpitalu.
Nigdy nie zatrzymywała się u ojca w Polsce, bo nigdy jej tego nie zaproponował. Wielokrotnie zapraszała go do siebie do Stanów: zawsze odmawiał. Nigdy nie odwiedził jej za oceanem. Nigdy też nie poprosił jej o pomoc finansową ani o opiekę.
I najważniejsze: rozmawiali telefonicznie 9 sierpnia 2021 roku, na trzy dni przed jego śmiercią.
Sąd Apelacyjny podsumował to zdaniem bez ogródek: po stronie córki nie zachodziły żadne okoliczności wypełniające przesłankę uporczywego niedopełniania obowiązków rodzinnych. Przeciwnie, to ojciec obrażał się bez powodu, był labilny emocjonalnie, zataił przed córką czwarte małżeństwo, a potem rozwód.
Dodał jeszcze uwagę pod adresem pierwszej instancji: zarówno pozwana, jak i jej siostra przesłuchana jako świadek mijają się z prawdą, co wynika wprost z dokumentów w dołączonych aktach sprawy rozwodowej, a czego sąd okręgowy nie wychwycił. Ale, zastrzegł, żadna z nich nie zaprzeczyła istnieniu kontaktów córki ze zmarłym, a to ma w sprawie zasadnicze znaczenie.
Co się dzieje, gdy wydziedziczenie jest wadliwe
Skutek jest nieoczywisty i warto go rozumieć.
Bezpodstawne wydziedziczenie nie unieważnia reszty testamentu. Powołanie byłej żony do całości spadku zostało w mocy i to ona odziedziczyła mieszkanie. Wadliwość wydziedziczenia nie jest też badana w sprawie o stwierdzenie nabycia spadku.
Osoba wydziedziczona bez przyczyny zostaje wyłączona od dziedziczenia ustawowego, ale może domagać się zachowku, powołując się na nieważność lub bezskuteczność wydziedziczenia. I dokładnie to się tu wydarzyło.
Rachunek był prosty, bo skład i wartość spadku nie były sporne. Mieszkanie: trzy pokoje, kuchnia, łazienka, 68,28 metra kwadratowego, wartość 450 000 zł podana przez powódkę i niekwestionowana przez pozwaną. Córka jest jedynym dzieckiem, więc dziedziczyłaby całość, a zachowek to połowa, bo nie była trwale niezdolna do pracy.
225 000 zł.
W spadku były jeszcze inne drobiazgi: 5 000 zł wypłacone przez pozwaną z konta przed śmiercią spadkodawcy, samochód z 2007 roku o zadeklarowanej wartości 3 500 zł i 3 576,46 zł na rachunku bankowym, w znacznej części wykorzystane na pochówek. Pozwana zorganizowała pogrzeb, płacąc 3 890 zł firmie pogrzebowej i 2 820 zł cmentarzowi, i pobrała zasiłek pogrzebowy w kwocie 4 000 zł. Sąd policzył zachowek od samej wartości mieszkania.
Dlaczego zachowku nie obniżono
Pozwana wnosiła, żeby sąd obniżył zachowek na podstawie art. 5 k.c., wskazując zarówno na zachowanie powódki wobec ojca, jak i na własną sytuację: niska emerytura, brak innego majątku.
Sąd Apelacyjny przypomniał, że przy zachowku zakres stosowania art. 5 k.c. powinien być szczególnie wąski, bo istotą tej instytucji jest urzeczywistnienie obowiązków moralnych spadkodawcy wobec najbliższych. Obniżenie zachowku jest możliwe, ale zupełnie wyjątkowo, gdy uwzględnienie roszczenia w pełnej wysokości rażąco godziłoby w poczucie sprawiedliwości. Przywołał nawet pogląd, że całkowite pozbawienie zachowku na tej podstawie w ogóle nie jest dopuszczalne.
Potem wyliczył cztery powody odmowy.
Po pierwsze, pozwana za życia spadkodawcy w zasadzie nigdy w tym mieszkaniu nie mieszkała. Wprowadziła się po ślubie w sierpniu 2015 roku, wyprowadziła na początku listopada, a wróciła dopiero po jego śmierci. Nie zaspokajała tam swoich potrzeb mieszkaniowych i w żaden sposób nie przyczyniła się do powstania tego majątku. Wcześniej wynajmowała mieszkanie i z akt nie wynika, żeby kiedykolwiek miała własne. Sprzedaż tego lokalu nie może więc być traktowana jako dolegliwość materialna.
Po drugie, odziedziczyła mieszkanie trzypokojowe, a mieszka sama i utrzymuje się z niskiej emerytury. Sprzedaż pozwoli jej kupić mniejszy lokal, adekwatny do jej możliwości. Jej sytuacja i tak ulegnie poprawie w stosunku do stanu sprzed otwarcia spadku.
Po trzecie, sytuacja życiowa obu kobiet jest porównywalna. Obie mieszkają same, obie prowadzą samodzielnie gospodarstwo, jedna pracuje, druga ma emeryturę i możliwość podjęcia pracy, żadna nie ma nikogo na utrzymaniu.
Po czwarte, zachowek to tylko połowa wartości udziału, więc pozwanej i tak zostaje spore przysporzenie.
I argument, który sąd zostawił na koniec: powódka jest jedyną córką zmarłego, wobec której przez lata zaniedbywał on podstawowe obowiązki rodzicielskie, ograniczając je do płacenia alimentów. Pozwana była jego czwartą żoną przez niecałe pół roku, nie przyczyniła się do powstania masy spadkowej i nigdy nie nawiązała kontaktu z jego jedynym dzieckiem. Pozbawienie córki zachowku byłoby w tej sytuacji sprzeczne z samą ideą tej instytucji.
Sześć miesięcy i żadnych odsetek
Obie strony apelowały i obie przegrały, bo spór toczył się jeszcze o dwie rzeczy.
Sąd pierwszej instancji odroczył płatność zachowku o sześć miesięcy od uprawomocnienia wyroku, korzystając z art. 9971 k.c. Ten przepis pozwala sądowi odroczyć termin albo rozłożyć zachowek na raty, gdy szczególna sytuacja osobista lub majątkowa zobowiązanego uniemożliwia jednorazową zapłatę, przy poszanowaniu interesu uprawnionego.
Pozwana chciała dłużej: twierdziła, że sprzedaż mieszkania zajmie więcej czasu. Sąd odmówił, przypominając, ile miała już czasu na przygotowanie się. Od śmierci spadkodawcy minęły lata, sprawa o zachowek zawisła w czerwcu 2022 roku, odpis pozwu dostała w październiku 2022 roku, wyrok pierwszej instancji zapadł w lutym 2024. Sześć miesięcy na sprzedaż lokalu w dużym mieście uznał za termin racjonalny i wystarczający.
Powódka z kolei chciała odsetek za cały okres od wezwania do zapłaty, które wysłała w kwietniu 2022 roku, żądając wtedy 170 000 zł. Sąd pierwszej instancji odsetki oddalił, argumentując między innymi, że wobec zapisu o wydziedziczeniu pozwana mogła pozostawać w przekonaniu, iż zachowek się nie należy.
Sąd Apelacyjny omówił obie linie orzecznicze: jedną, według której zachowek jest zobowiązaniem bezterminowym i odsetki biegną od wezwania, i drugą, według której skoro wartość liczy się według cen z chwili orzekania, to odsetki należą się dopiero od wyroku. I stwierdził, że żadna z nich nie jest jedynie właściwa, a stan opóźnienia trzeba oceniać indywidualnie, unikając automatyzmu.
Tu rozstrzygnął argument spójności. Skoro płatność odroczono o sześć miesięcy, to ustalenie wcześniejszej wymagalności oznaczałoby, że pozwana popadła w opóźnienie jeszcze przed upływem tego terminu. Odroczenie straciłoby sens.
Za drugą instancję pozwana nie zapłaciła nic. Formalnie, jako przegrywająca dalej idącą apelację, powinna była pokryć koszty, ale sąd zastosował art. 102 k.p.c., biorąc pod uwagę charakter sprawy, całokształt stosunków między stronami i jej możliwości finansowe. Uwzględnił też, że ma już do zapłaty 22 067 zł kosztów procesu za pierwszą instancję.
Co z tej historii wynika
Wydziedziczenie musi być napisane precyzyjnie. Zabrakło jednego słowa, “uporczywie”, i to wystarczyło, żeby podważyć skuteczność wydziedziczenia. Sąd podkreślił, że testament sporządzał notariusz, który powinien znać wagę każdego słowa. Ustawowa przesłanka musi wybrzmieć w testamencie, nie w domysłach.
Ogólniki nie wystarczą. Przyczyna wydziedziczenia ma być opisana konkretnie: jakie zachowania, jakie zaniechania, jakie zdarzenia. Lista sformułowań w rodzaju “nie interesuje się moim życiem” i “nie ma między nami więzi” jest zbiorem etykiet, a nie opisem faktów.
To spadkobierca musi udowodnić, że wydziedziczenie było zasadne. Testament jako dokument prywatny dowodzi tylko tego, że spadkodawca coś oświadczył. Prawdziwość przyczyny wykazuje ten, kto się na nią powołuje, czyli pozwany w sprawie o zachowek.
Wadliwe wydziedziczenie nie unieważnia testamentu. Powołanie do spadku zostaje w mocy, a osoba wydziedziczona bezpodstawnie nie wraca do dziedziczenia ustawowego. Zyskuje natomiast prawo do zachowku i to jest jej cała droga.
Zaniedbanie działa w obie strony. Sąd wprost stwierdził, że za budowanie więzi odpowiadają zarówno rodzic, jak i dziecko, ale w dzieciństwie decyzyjność leży po stronie rodzica. Ojciec, który przez lata nie utrzymywał kontaktu, obrażał się bez powodu i ukrywał przed córką własne małżeństwo, nie mógł skutecznie zarzucić jej braku więzi.
Odroczenie płatności zamiast odsetek. Art. 9971 k.c. pozwala dać zobowiązanemu czas, gdy nie ma z czego zapłacić inaczej niż ze sprzedaży odziedziczonej nieruchomości. Sześć miesięcy na sprzedaż mieszkania w dużym mieście uznano za rozsądne, a naliczanie odsetek za ten sam okres byłoby wewnętrznie sprzeczne.
Jak to się potoczyło
-
19 stycznia 2015
Testament pierwszy
Spadkodawca powołuje do całości spadku kobietę, z którą się jeszcze nie ożenił, i wydziedzicza córkę za uporczywe niedopełnianie obowiązków rodzinnych.
-
21 sierpnia 2015
Ślub
Małżeństwo z pozwaną. Zamieszkują w jego mieszkaniu. Ona wyprowadza się na początku listopada, on wnosi pozew o rozwód.
-
19 listopada 2015
Testament drugi: odwołanie
Spadkodawca odwołuje w całości testament ze stycznia, a wraz z nim wydziedziczenie córki.
-
3 lutego 2016
Rozwód
Małżeństwo trwało formalnie niecałe pół roku, faktycznie niecałe trzy miesiące. Po rozwodzie zostają przyjaciółmi i widują się kilka razy w tygodniu.
-
27 października 2017
Testament trzeci
Powołuje do spadku pozwaną, nazywając ją swoją żoną, choć nie była nią od ponad półtora roku. Wydziedziczenia córki nie ma.
-
24 czerwca 2021
Testament czwarty
Odwołuje dwa poprzednie, powołuje do spadku pozwaną i znów wydziedzicza córkę. Tym razem bez słowa uporczywie i bez żadnego konkretnego przykładu.
-
9 sierpnia 2021
Ostatnia rozmowa
Ojciec dzwoni do córki i mówi, że jest w szpitalu i źle się czuje. Trzy dni później umiera. O jego śmierci córka dowiaduje się z wiadomości od pozwanej.
-
27 stycznia 2026
Obie apelacje oddalone
Wyrok zasądzający 225 000 zł zostaje w mocy: bez obniżenia, bez wcześniejszych odsetek i bez dłuższego odroczenia.
Jak orzekł sąd
Sąd Apelacyjny w Łodzi oddalił obie apelacje i nie obciążył pozwanej kosztami postępowania apelacyjnego. Utrzymał w mocy wyrok zasądzający 225 000 zł zachowku z odroczeniem płatności o sześć miesięcy od uprawomocnienia i bez odsetek za wcześniejszy okres. Uznał wydziedziczenie za nieskuteczne z dwóch powodów: testament nie zawierał słowa uporczywie, choć sporządzał go notariusz, i nie opisywał żadnych konkretnych zachowań córki, poprzestając na ogólnikach. Ustalił też, że przyczyna wydziedziczenia nie była prawdziwa: to ojciec przez lata nie utrzymywał kontaktu z córką, ukrywał przed nią czwarte małżeństwo i rozwód, a ona rozmawiała z nim telefonicznie trzy dni przed śmiercią. Ciężar udowodnienia prawdziwości przyczyny wydziedziczenia spoczywał na spadkobierczyni testamentowej i nie został uniesiony.
Podstawa prawna
- art. 991 § 1 i 2 k.c.: zachowek to połowa wartości udziału spadkowego, który przypadłby przy dziedziczeniu ustawowym, a dwie trzecie przy małoletności lub trwałej niezdolności do pracy
- art. 1008 pkt 3 k.c.: spadkodawca może wydziedziczyć uprawnionego, który uporczywie nie dopełnia względem niego obowiązków rodzinnych
- art. 1009 k.c.: przyczyna wydziedziczenia powinna wynikać z treści testamentu
- art. 9971 § 1 i 2 k.c.: sąd może odroczyć termin płatności zachowku albo rozłożyć go na raty ze względu na szczególną sytuację osobistą lub majątkową zobowiązanego
- art. 6 k.c.: ciężar udowodnienia prawdziwości przyczyny wydziedziczenia spoczywa na pozwanym spadkobiercy
- art. 245 k.p.c.: testament jest dokumentem prywatnym i dowodzi tylko tego, że spadkodawca złożył takie oświadczenie, a nie że przyczyny istniały
- art. 5 k.c.: nadużycie prawa; przy zachowku stosowane wyjątkowo wąsko
- art. 455 k.c. w zw. z art. 481 § 1 k.c.: wymagalność i odsetki, ustalane indywidualnie, bez automatyzmu
- art. 100 zd. 1 i art. 102 k.p.c.: stosunkowe rozdzielenie kosztów i odstąpienie od obciążania nimi
Czytaj dalej
Historia z sądu Podarowała rodzicom mieszkanie, potem odziedziczyła je z powrotem. Siostra zażądała zachowku
Cały spadek po ojcu to udział w wysokości połowy w spółdzielczym własnościowym prawie do mieszkania. Siostra, która odziedziczyła wszystko na podstawie testamentu, twierdziła, że żądanie zachowku jest nadużyciem prawa, bo to ona kiedyś podarowała rodzicom ten lokal.
Historia z sądu Matka przepisała mieszkanie na córkę dwa tygodnie przed śmiercią. Syn poszedł do sądu
Mieszkanie warte dziś 965 700 zł, darowane jednej z dwójki dzieci na dwa tygodnie przed śmiercią matki. Pytanie brzmiało: czy syn, który przy umierającej matce prawie się nie pojawiał, może mimo to żądać ćwierci jego wartości.
Historia z sądu Zażądała, żeby córka zrzekła się spadku. Gdy usłyszała „nie", poszła do notariusza
Sto tysięcy złotych zachowku po matce. Pytanie brzmiało, czy wydziedziczenie dokonane u notariusza tego samego dnia, w którym darowano mieszkanie drugiej córce, w ogóle było skuteczne.
Historia z sądu Dziadek nie chciał poznać wnuków. O jego śmierci dowiedzieli się sami
Troje wnuków, wszyscy małoletni w chwili śmierci dziadka, domagało się zachowku, 97 188,20 zł i dwa razy po 48 594,10 zł, od jego wieloletniej partnerki, która odziedziczyła całość.