Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.
To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.
Kto jest kim
Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.
-
Lidia Zawartko
powódka, starsza córka
Kobieta po sześćdziesiątce, wydziedziczona testamentem razem z obiema swoimi córkami. W przeszłości zmagała się z uzależnieniem od alkoholu i korzystała z finansowej pomocy matki, którą, jak zeznała, spłacała.
-
Lucyna Dębska
pozwana, młodsza córka i jedyna spadkobierczyni
Mieszkała z matką do jej śmierci i opiekowała się nią w chorobie nowotworowej. Wychowuje jedenastoletnią córkę. Broniła się tym, że wypłata zachowku uczyni je bezdomnymi.
-
Spadkodawczyni
matka obu stron
Rozwódka, zmarła w 2019 roku na chorobę nowotworową zdiagnozowaną cztery lata wcześniej. Między 2015 a 2019 rokiem sporządziła testament, dwa oświadczenia odręczne i obszerne wyjaśnienia uzasadniające pozbawienie starszej córki zachowku.
-
Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie
sąd pierwszej instancji
Odrzucił zeznania kluczowej świadkini obrony, wskazując, że nie znała ona nawet daty śmierci rzekomej wieloletniej przyjaciółki.
3 czerwca 2015 roku w kancelarii notarialnej podpisano dwa dokumenty.
Pierwszy to testament. Do całego spadku powołana została młodsza córka. Starsza, wydziedziczona. Obie jej córki, czyli wnuczki spadkodawczyni, również wydziedziczone, każda osobnym paragrafem, z osobnym uzasadnieniem.
Drugi dokument to umowa darowizny. Spadkodawczyni przekazała młodszej córce spółdzielcze własnościowe prawo do mieszkania o powierzchni 53,40 m²: trzy pokoje, przedpokój, kuchnia, łazienka z WC i balkon. Strony określiły wartość darowizny na 250 000 zł, oświadczając, że odpowiada ona wartości rynkowej.
Było to jedyne wartościowe, co spadkodawczyni miała. Po tym dniu w spadku nie zostało już praktycznie nic.
Kilka tygodni wcześniej u kobiety wykryto chorobę nowotworową.
Pięć zarzutów z testamentu
Testament wyliczał, dlaczego starsza córka nie powinna dostać nic. Zarzuty były pięć i brzmiały poważnie:
- podczas sporadycznych kontaktów zachowuje się wobec testatorki obraźliwie;
- wysuwa nieuzasadnione roszczenia finansowe, żądając natychmiastowej sprzedaży mieszkania i przekazania jej połowy ceny, nie interesując się przy tym, gdzie matka miałaby zamieszkać ani czy ma środki na życie i leczenie;
- nigdy nie interesowała się stanem jej zdrowia ani nie opiekowała się nią w ciężkiej chorobie;
- nie interesowała się, czy matka nie potrzebuje pomocy finansowej albo w sprawach codziennych;
- kłamliwie oczernia ją wobec rodziny.
Wnuczki dostały niemal identyczne listy.
Cztery lata później, w styczniu 2019 roku, miesiąc przed śmiercią, spadkodawczyni sporządziła jeszcze odręczne oświadczenie i dodatkowe wyjaśnienia. Kilka stron o tym, dlaczego zachowek się starszej córce nie należy.
Czego wydziedziczenie nie robi
Wydziedziczenie regulowane jest w art. 1008 k.c. i ma zamknięty katalog trzech przyczyn: uporczywe postępowanie wbrew woli spadkodawcy sprzecznie z zasadami współżycia społecznego; umyślne przestępstwo przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażąca obraza czci; uporczywe niedopełnianie obowiązków rodzinnych. Z innego powodu wydziedziczyć nie można.
Ale najważniejsze jest coś innego. Testament nie jest dowodem tego, co w nim napisano. W sprawie o zachowek to spadkobierca musi udowodnić, że okoliczności wskazane w testamencie rzeczywiście zaistniały, ciężar dowodu spoczywa na nim z mocy art. 6 k.c. Rolą sądu jest potem ocenić, czy udowodnione fakty wypełniają którąś z ustawowych przesłanek.
Sąd cytuje przy tym zasadę z orzecznictwa Sądu Najwyższego, która w tej sprawie zdecydowała o wszystkim: wydziedziczenie może być skuteczne jedynie wtedy, gdy winę za zerwanie kontaktów i ustanie więzi ponosi wyłącznie spadkobierca.
Co się naprawdę stało w 2015 roku
Sąd Okręgowy w Warszawie odtworzył chronologię i wyszła z niej zupełnie inna historia niż ta z testamentu.
Do 2015 roku relacje w rodzinie były co najmniej poprawne, a nawet życzliwe. Obie córki spędzały z matką święta. Spadkodawczyni bywała na weselu wnuczki, bawiła się tam razem z powódką, co potwierdzają zdjęcia i nagranie wideo złożone do akt. Wysyłała wnuczce kartki z życzeniami. W Boże Narodzenie 2018 roku napisała do starszej córki SMS-a.
Owszem, były napięcia. Powódka przez wiele lat była uzależniona od alkoholu, co budziło dezaprobatę matki, ta namawiała ją na terapię, robiła niezapowiedziane wizyty, żeby sprawdzić, czy córka jest trzeźwa. Sąd zinterpretował to inaczej, niż chciała obrona: napominanie i kontrolne wizyty same w sobie świadczą o trosce matki, a więc o silnej więzi emocjonalnej, której nie sposób doszukiwać się u osób pozostających w złych relacjach.
Przełom nastąpił po diagnozie. Spadkodawczyni postanowiła zabezpieczyć młodszą córkę i uznała, że starsza dostała już w życiu wystarczająco dużo. Zaczęła przekonywać starszą córkę i obie wnuczki, żeby zrzekły się dziedziczenia.
Wszystkie trzy odmówiły.
I dopiero ta odmowa zerwała rodzinę. Matka i młodsza siostra przestały odbierać, spotkania się skończyły, a warunkiem ich wznowienia było zrzeczenie się praw do spadku.
W Wielkanoc 2016 roku powódka przyjechała z córką i zięciem, żeby spróbować odbudować kontakt. Wywiązała się dyskusja o zachowku. Zostali wyproszeni z mieszkania, jak zeznała pozwana, wyrzuciła im torebki i powiedziała, że nie będą dalej nękać matki. Po 2016 roku nie było już żadnych relacji.
To ustalenie przewróciło całą konstrukcję testamentu. Sąd stwierdził, że za zerwanie relacji odpowiada spadkodawczyni, a zarzuty o brak opieki w chorobie tracą sens, gdy matka sama odmawiała kontaktu bezpośredniego, a potem także telefonicznego. W tych warunkach powódka nie miała żadnej realnej możliwości dopełnić obowiązków rodzinnych.
Zarzuty o obraźliwym zachowaniu i oczernianiu nie zostały wykazane w ogóle.
Dwie świadkinie i jedno pytanie o datę śmierci
Ocena dowodów w tej sprawie to osobna lekcja.
Kluczowa świadkini obrony, przyjaciółka spadkodawczyni, zeznawała bardzo obciążająco dla powódki. Sąd uznał jej zeznania za całkowicie niewiarygodne, i to z kilku powodów naraz.
Po pierwsze, świadkini sama przyznała, że zeznaje na prośbę zmarłej: miała powiedzieć wszystko, co jej opowiadano, żeby nie skrzywdzono młodszej córki. Relacjonowała więc nie własne obserwacje, tylko wersję jednej strony konfliktu, w z góry ustalonym celu.
Po drugie, sprzeczności. Świadkini twierdziła, że od lat miała stały i częsty kontakt ze zmarłą, a nie potrafiła podać daty jej śmierci (“zmarła chyba ok. 5 lat temu”). Nie wiedziała nic o weselu wnuczki ani o obecności na nim spadkodawczyni. I, co sąd uznał za szczególnie wymowne, przez lata rzekomo zażyłej przyjaźni nigdy nie poznała partnera pozwanej, który przecież mieszkał ze spadkodawczynią. Sama zresztą przyznała, że regularne wizyty ustały jakieś piętnaście lat wcześniej.
Podobnie sąd potraktował odręczne oświadczenia zmarłej. Uznał je nie za wiarygodne źródło wiedzy o stosunkach rodzinnych, ale za stronniczą relację sporządzoną w celu wykreowania uzasadnienia dla pozbawienia córki zachowku. Świadczy o tym zarówno okres ich powstawania, czerwiec 2015 do stycznia 2019, dokładnie wtedy, gdy trwał opór córki przed zrzeczeniem się, jak i sama treść, z prośbą, by nie skrzywdzono młodszej córki i wnuczki.
Sąd zwrócił też uwagę na brak obiektywizmu w samych dokumentach: matka obwiniała starszą córkę między innymi o to, że młodsza nie może wyjść za mąż za swojego partnera, bo go nienawidzą.
Sto pięćdziesiąt tysięcy, które stopniało do stu
Drugą linią obrony było twierdzenie, że zachowek został już spłacony za życia matki, a nawet znacznie nadpłacony. W odpowiedzi na pozew padła kwota 150 000 zł.
W zeznaniach pozwana mówiła już o 100 000 zł.
Sąd wypunktował tę rozbieżność i poszedł dalej. Twierdzenia były ogólnikowe i pozbawione konkretów: “to było 15-16 tys. kredytu odnawialnego”, “to mogło być ok. 8, 10, 12 tys. zł”, “wszystkie dodatkowe pieniądze, które mama zarabiała, to szły na siostrę”. Nikt nie wyjaśnił, jak wyliczono 150 000 zł.
Co więcej, pozwana sama przyznała, że nie ma rozeznania w rozliczeniach matki z siostrą, nie pamiętała, skąd matka miała środki na wykup mieszkania, nie wiedziała, czy powódka była w to zaangażowana, nie miała informacji, czy powódka spłacała udzieloną pomoc.
A powódka nie zaprzeczała, że pomoc dostawała, mówiła o zastawionym złocie, o trzech szafach, o pożyczonych trzech tysiącach. Twierdziła jednak, że wszystko zwracała: świadectwami udziałowymi, likwidacją wkładu mieszkaniowego, ratami. Sąd nie miał podstaw, by jej nie wierzyć, bo nikt nie przedstawił dowodu przeciwnego.
Wniosek: nie wykazano ani dokładnej wysokości przekazanych środków, ani tego, czy były to bezzwrotne darowizny. Nic do zaliczenia.
Bezdomność jako argument
Trzecim zarzutem był art. 5 k.c. Pozwana argumentowała, że przy wypłacie zachowku będzie musiała sprzedać mieszkanie i zostanie z jedenastoletnią córką bezdomna.
Sąd rozłożył ten zarzut na dwie części.
Prawną: przy zachowku stosowanie art. 5 k.c. jest dopuszczalne, ale ocena jest zaostrzona, bo instytucja zachowku ma sama w sobie charakter etyczny, służy urzeczywistnieniu moralnych obowiązków wobec najbliższych. Do nadużycia może więc dojść tylko wyjątkowo, w wypadkach szczególnie rażących, a postępowanie uprawnionego musiałoby być rażąco naganne i cechować się złą wolą. Co istotne, o nadużyciu decydują okoliczności na linii uprawniony–spadkobierca, a nie uprawniony–spadkodawca. Zarzuty pozwanej dotyczyły relacji powódki z matką, więc już z tego względu były nietrafione.
I praktyczną: gdyby przyjąć logikę pozwanej, sąd mógłby zasądzać zachowek wyłącznie wtedy, gdy pozwany ma wolne środki na jego zapłatę. To uczyniłoby instytucję zachowku całkowicie martwą. Sąd dodał, że nawet gdyby doszło do sprzedaży mieszkania, pozwana dysponowałaby znacznymi środkami, wystarczającymi jeśli nie na zakup innej nieruchomości, to z pewnością na wynajem.
Arytmetyka: zero plus sześćset pięćdziesiąt tysięcy
Rachunek zachowku wygląda tu nietypowo, bo w spadku nie było nic.
Czysta wartość spadku wyniosła 0 zł, jedyny wartościowy składnik został darowany za życia, a kosztów pogrzebu nikt nie wykazał, więc nie było też długów do odjęcia. Ale do czystej wartości spadku dolicza się darowizny (art. 993 § 1 k.c.), a wartość ustala się według cen z chwili orzekania o zachowku (art. 995 k.c.).
Tu sąd zrobił coś, co warto odnotować: pominął dowód z opinii biegłego rzeczoznawcy. Uzasadnił to tym, że wycena mieszkania nie wymaga w tej sprawie wiadomości specjalnych, a powołanie biegłego przewlekłoby postępowanie i wygenerowało zbędne koszty.
Zamiast tego sięgnął po powszechnie dostępne dane. W pozwie z listopada 2022 roku powódka wskazała wartość 400 000 zł. Skoro od 2022 roku tendencja na rynku nieruchomości jest jednoznacznie wzrostowa, wartość nie może być niższa. Sąd przyjął średnią cenę 12 000 zł za metr i ustalił, że mieszkanie, nawet w stanie do remontu, jest dziś warte nie mniej niż 650 000 zł.
Udział powódki: jako jedna z dwóch córek dziedziczyłaby 1/2, a zachowek to połowa tego udziału, czyli 1/4. Czwarta część z 650 000 zł to znacznie więcej niż dochodzone 100 000 zł: dlatego żądanie zostało uwzględnione w całości.
Jedyne, co powódka przegrała, to odsetki. Żądała ich od października 2020 roku, czyli od upływu terminu z wezwania do zapłaty. Sąd zasądził je dopiero od dnia wyrokowania, uzasadniając to tym, że pozwana mogła pozostawać w przekonaniu, jak się okazało mylnym, o skuteczności wydziedziczenia, a strony podejmowały próby ugody. Nieuiszczone koszty sądowe sąd przejął na rachunek Skarbu Państwa, biorąc pod uwagę sytuację majątkową stron.
Co z tej historii wynika
Testament nie dowodzi tego, co w nim napisano. Pięć zarzutów wyliczonych u notariusza nie ma żadnej mocy dowodowej: to oświadczenie jednej strony konfliktu. Gdy uprawniony pozwie o zachowek, to spadkobierca musi wykazać, że opisane zachowania rzeczywiście miały miejsce. Bez świadków i dokumentów wydziedziczenie jest kartką papieru.
Wydziedziczenie działa tylko wtedy, gdy winę za zerwanie więzi ponosi wyłącznie wydziedziczony. To zdanie z orzecznictwa Sądu Najwyższego przesądziło sprawę. Matka odmówiła kontaktu i uzależniła go od zrzeczenia się spadku, a potem wpisała do testamentu, że córka się nią nie interesuje. Sąd nie kwestionował faktu, że opieki nie było. Zapytał, kto ją uniemożliwił.
Dokument napisany na potrzeby przyszłego procesu sąd rozpoznaje. Odręczne oświadczenia sporządzane przez cztery lata, kończące się prośbą, żeby nie skrzywdzono spadkobierczyni, zostały uznane za materiał stworzony pod przyszłą sprawę sądową, a nie za relację o rzeczywistości. To samo spotkało świadka, która zeznawała na wyraźną prośbę zmarłej.
“Już jej dużo w życiu daliśmy” trzeba umieć policzyć. Zaliczenie wcześniejszej pomocy na poczet zachowku jest prawnie możliwe, ale wymaga wykazania kwot i tego, że były to bezzwrotne darowizny, a nie pożyczki. Kwota podana raz jako 150 tysięcy, a raz jako 100, oparta na wspomnieniach bez dokumentów, nie zmniejszyła zachowku ani o złotówkę.
Trudna sytuacja spadkobiercy rzadko ratuje przed zachowkiem. Sąd wprost stwierdził, że gdyby brak wolnych środków wystarczał do oddalenia powództwa, zachowek stałby się martwą instytucją. Konieczność sprzedania odziedziczonego mieszkania nie jest bezdomnością, jest sposobem spłaty.
Darowizna za życia nie chroni przed zachowkiem, tylko zmienia jego podstawę. Przekazanie mieszkania młodszej córce na trzy i pół roku przed śmiercią sprawiło, że spadek był pusty. Ale zachowek liczy się od substratu, do którego darowizny się dolicza, i to według dzisiejszych cen. Mieszkanie oddane w 2015 roku za 250 tysięcy weszło do rachunku jako warte 650 tysięcy.
Jak to się potoczyło
-
połowa lat 80.
Matka pomaga starszej córce
Wspiera ją w znalezieniu i wyremontowaniu mieszkania, później pomaga przy kolejnej przeprowadzce, kupuje trzy szafy, zaciąga pożyczki na spłatę jej zobowiązań.
-
2015
Diagnoza
U spadkodawczyni wykryto chorobę nowotworową. Postanawia uregulować sprawy spadkowe i zabezpieczyć młodszą córkę.
-
wiosna 2015
Żądanie zrzeczenia się dziedziczenia
Matka próbuje przekonać starszą córkę i dwie wnuczki, by zrzekły się praw do spadku. Wszystkie trzy odmawiają.
-
3 czerwca 2015
Testament i darowizna tego samego dnia
U notariusza: powołanie młodszej córki do całości spadku, wydziedziczenie starszej córki i obu wnuczek, oraz darowizna mieszkania o wartości określonej na 250 000 zł.
-
Wielkanoc 2016
Wyproszona z mieszkania
Starsza córka przychodzi z córką i zięciem, żeby odnowić kontakt. Po dyskusji o zachowku zostaje wyproszona. Kontakty ustają całkowicie.
-
25 grudnia 2018
SMS od matki
Wiadomość, którą powódka złożyła później do akt jako dowód, że więź nie została zerwana z jej winy.
-
28 stycznia 2019
Odręczne oświadczenia
Miesiąc przed śmiercią spadkodawczyni sporządza oświadczenie i dodatkowe wyjaśnienia uzasadniające wydziedziczenie. Sąd uzna je za dokument stworzony na potrzeby przyszłego procesu.
-
luty 2019
Śmierć spadkodawczyni
-
23 września 2020
Wezwanie do zapłaty
Starsza córka wzywa siostrę do zapłaty 100 000 zł zachowku w terminie 14 dni. Odpowiedź odmowna przychodzi 19 października.
-
17 czerwca 2026
Wyrok: 100 000 zł
Sąd uznaje wydziedziczenie za nieskuteczne i zasądza całą dochodzoną kwotę, ale odsetki dopiero od dnia wyrokowania.
Jak orzekł sąd
Sąd Okręgowy w Warszawie zasądził od pozwanej 100 000 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia wyrokowania i oddalił powództwo w pozostałym zakresie. Uznał wydziedziczenie za prawnie nieskuteczne: ciężar udowodnienia przyczyn z testamentu spoczywał na pozwanej (art. 6 k.c.), a ta go nie udźwignęła. Sąd ustalił, że relacje rodzinne były poprawne aż do 2015 roku, a zerwał je nie brak zainteresowania córki, tylko żądanie spadkodawczyni, by powódka i jej córki zrzekły się dziedziczenia, i odmowa spełnienia tego żądania. Powódka nie mogła opiekować się matką, skoro matka uzależniała kontakt od zrzeczenia się praw. Zarzut z art. 5 k.c. też upadł: nadużycie prawa przy zachowku ocenia się na linii uprawniony–spadkobierca, a nie uprawniony–spadkodawca, i wymaga wypadków szczególnie rażących. Argument o grożącej bezdomności sąd odrzucił, bo czyniłby instytucję zachowku martwą. Substrat zachowku to wartość darowanego mieszkania, ustalona przez sąd na nie mniej niż 650 000 zł, a udział powódki wynosił 1/4.
Podstawa prawna
- art. 1008 k.c.: wydziedziczenie; katalog przyczyn jest zamknięty, a udowodnić je musi spadkobierca
- art. 991 § 1 i § 2 k.c.: krąg uprawnionych do zachowku i roszczenie o zapłatę sumy pieniężnej przeciwko spadkobiercy
- art. 931-932 k.c.: porządek dziedziczenia ustawowego; do niego odwołuje się ustalenie udziału zachowkowego
- art. 993 § 1 k.c.: doliczenie darowizn do spadku przy obliczaniu zachowku
- art. 995 k.c.: wartość spadku według stanu z chwili otwarcia spadku i cen z chwili orzekania o zachowku
- art. 1027 k.c.: stwierdzenie nabycia spadku nie jest konieczne, gdy to osoba trzecia dochodzi roszczeń wobec spadkobiercy
- art. 5 k.c.: nadużycie prawa; przy zachowku ocena zaostrzona, stosowany tylko w wypadkach szczególnie rażących
- art. 6 k.c.: ciężar dowodu przyczyn wydziedziczenia spoczywa na pozwanym spadkobiercy
- art. 98 k.p.c.: koszty procesu według zasady odpowiedzialności za wynik
- art. 113 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych: przejęcie nieuiszczonych kosztów na rachunek Skarbu Państwa
Czytaj dalej
Historia z sądu Dziadek nie chciał poznać wnuków. O jego śmierci dowiedzieli się sami
Troje wnuków, wszyscy małoletni w chwili śmierci dziadka, domagało się zachowku, 97 188,20 zł i dwa razy po 48 594,10 zł, od jego wieloletniej partnerki, która odziedziczyła całość.
Dziedziczenie ustawowe, kto i w jakiej kolejności dziedziczy
Kto dziedziczy, gdy nie ma testamentu. Wyjaśniamy kolejność spadkobierców i udziały według Kodeksu cywilnego prostym językiem, po ludzku.
Jak napisać testament, rodzaje i wymogi ważności
Jak sporządzić ważny testament: forma odręczna i notarialna, wymogi ważności i najczęstsze błędy. Wyjaśniamy prostym językiem, po ludzku.
Historia z sądu Matka przepisała mieszkanie na córkę dwa tygodnie przed śmiercią. Syn poszedł do sądu
Mieszkanie warte dziś 965 700 zł, darowane jednej z dwójki dzieci na dwa tygodnie przed śmiercią matki. Pytanie brzmiało: czy syn, który przy umierającej matce prawie się nie pojawiał, może mimo to żądać ćwierci jego wartości.