Klatka schodowa w bloku, uchylone drzwi mieszkania, w tle radiowóz na parkingu

Przy nim mówiła o zlewie. Gdy wyszedł, powiedziała policji co innego

Trzy zarzuty: groźby, kradzież i uszkodzenie ciała. Dwa z nich oskarżony kwestionował, opierając się na pierwszej wersji pokrzywdzonej i na świadku, który miał ją potwierdzić.

Prawo karne Sąd Rejonowy w Kętrzynie wyrok z 19 czerwca 2026 7 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Mieszkanie w bloku na Warmii. Dwie interwencje policji, obie po zgłoszeniu od anonimowej sąsiadki.
Mieszkanie w bloku na Warmii. Dwie interwencje policji, obie po zgłoszeniu od anonimowej sąsiadki.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Damian Awdziej, oskarżony (postać fikcyjna)

    Damian Awdziej

    oskarżony

    Wcześniej wielokrotnie karany, w tym za przestępstwa przeciwko mieniu i z użyciem przemocy. W chwili wyroku odbywał karę pozbawienia wolności i nie pracował.

  • Zofia Ksieniewicz, pokrzywdzona (postać fikcyjna)

    Zofia Ksieniewicz

    pokrzywdzona

    Porusza się na wózku inwalidzkim. Mieszkała z oskarżonym w jednym mieszkaniu. Przy pierwszej interwencji mówiła o uderzeniu o umywalkę, ale dopiero gdy został sam na sam z policją, powiedziała, co się stało.

  • Anonimowa sąsiadka

    zgłaszająca

    Dwukrotnie wezwała policję, nie podając swoich danych. Przy drugiej interwencji zadzwoniła ponownie, żeby powiedzieć, że ktoś celowo nie otwiera drzwi funkcjonariuszom.

  • Sąd Rejonowy w Kętrzynie

    sąd pierwszej instancji

    Rozpoznał sprawę na dwóch terminach. Odrzucił zeznania świadka obrony, wskazując, że przeczą one nawet wyjaśnieniom samego oskarżonego.

Zgłoszenie było anonimowe. Sąsiadka zadzwoniła na policję i nie podała swoich danych.

Funkcjonariusze weszli do mieszkania na Warmii 1 września 2025 roku. Zastali kobietę poruszającą się na wózku inwalidzkim, z zasinieniem pod prawym okiem. Obok stał mężczyzna, z którym mieszkała, pod wpływem alkoholu.

Zapytana, skąd ma obrażenie, odpowiedziała, że uderzyła się o umywalkę.

Potem mężczyzna wyszedł z mieszkania. Wtedy powiedziała funkcjonariuszom, że uderzył ją pięścią w twarz.

Trzy zarzuty z dwóch miesięcy

Prokuratura postawiła Damianowi Awdziejowi trzy zarzuty.

Pierwszy: w okresie od 13 sierpnia do 10 września 2025 roku, działając w krótkich odstępach czasu i w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, wypowiadał wobec Zofii Ksieniewicz groźby pozbawienia życia i groźby zgwałcenia, które wzbudziły u niej uzasadnioną obawę spełnienia. Kwalifikacja: art. 190 § 1 k.k. w zw. z art. 12 § 1 k.k.

Drugi: 5 lipca 2025 roku w sklepie dokonał zaboru w celu przywłaszczenia 63 sztuk bombonierek o wartości 23,99 zł każda, powodując straty o łącznej wartości 1 511,37 zł, przy czym czynu tego dopuścił się w ciągu 5 lat po odbyciu kary co najmniej 6 miesięcy pozbawienia wolności za umyślne przestępstwo podobne. Kwalifikacja: art. 278 § 1 k.k. w zw. z art. 64 § 1 k.k.

Trzeci: 1 września 2025 roku spowodował u pokrzywdzonej obrażenia w postaci zasinienia okolicy prawego oka, naruszające czynność narządu ciała na okres poniżej 7 dni. Kwalifikacja: art. 157 § 2 k.k.

Do kradzieży się przyznał. Do dwóch pozostałych zarzutów nie.

Wersja, która się nie utrzymała

Uzasadnienie wyroku poświęca sporo miejsca temu, dlaczego sąd nie uwierzył oskarżonemu, i robi to metodycznie.

Najpierw sąd zestawił jego wyjaśnienia z różnych etapów postępowania.

W postępowaniu przygotowawczym oskarżony mówił, że czasem się kłócili, że mógł używać słów wulgarnych, ale nie groził. Że przemocy nie stosował, a zasinienie powstało przez przypadkowe uderzenie o zlew. Że był wtedy w domu, ale zdarzenia nie widział. Zaprzeczył, żeby w miejscu ich zamieszkania interweniowała policja.

Na rozprawie wersja była już inna. Do awantur w ogóle nie dochodziło. Nie wie, skąd wzięły się obrażenia, i ich nie widział. Zaprzeczył nawet, że łączyła ich w tym czasie bliska relacja.

Sąd nazwał te wyjaśnienia zmiennymi, niekonsekwentnymi i wewnętrznie sprzecznymi.

Po drugiej stronie stały zeznania, które trzymały się jednej linii. Pokrzywdzona zeznała, że w okresie wspólnego zamieszkiwania oskarżony wielokrotnie groził jej pozbawieniem życia i zgwałceniem, i że obawiała się tych gróźb, bo stosował wobec niej także przemoc fizyczną.

Potwierdzili to funkcjonariusze policji, ratownicy medyczni i dokumenty. Protokół oględzin z opinią sądowo-lekarską potwierdził obrażenie i jego kwalifikację jako naruszenia czynności narządu ciała na okres poniżej 7 dni.

Policjant z pierwszej interwencji opisał to, co widział: pokrzywdzona zmieniła wersję dopiero po wyjściu oskarżonego z mieszkania, i była zastraszona, bała się go. Ratownik medyczny zeznał krótko, że nie chciała nic mówić, bo się bała.

Podczas drugiej interwencji, 10 września, nikt nie otwierał drzwi. Zgłaszająca zadzwoniła na policję ponownie i powiedziała, że w mieszkaniu jest osoba, która celowo zamknęła drzwi przed funkcjonariuszami. Gdy wracali pod mieszkanie, zastali wychodzącego oskarżonego. W środku pokrzywdzona powiedziała im o groźbach. Funkcjonariuszka zeznała, że odniosła wrażenie, iż pokrzywdzona jest wdzięczna za podjęcie działań.

Był jeszcze jeden dowód, tym razem z telefonu. W protokole oględzin aparatu pokrzywdzonej ujawniono korespondencję z jej znajomym z 10 września 2025 roku, w której prosiła go, żeby zawiadomił policję o konieczności interwencji.

Świadek zgłoszony na końcu

Obrona miała jeden dowód, który mógł coś zmienić: świadka, który miał potwierdzić wersję o zlewie.

Świadek zeznał, że mieszkał razem z oskarżonym i pokrzywdzoną, że kobieta sama się uderzyła, a potem wymyśliła, że zrobił to oskarżony. Twierdził, że wszedł do mieszkania chwilę po tym, jak uderzyła się o zlew, i że oskarżonego wtedy nie było, bo poszedł do sklepu.

Sąd wypunktował, dlaczego w to nie uwierzył.

Po pierwsze, moment zgłoszenia: świadek został zawnioskowany dopiero na końcowym etapie postępowania sądowego, zdaniem sądu wyłącznie w celu potwierdzenia linii obrony.

Po drugie, i to argument najmocniejszy, jego zeznania były sprzeczne z wyjaśnieniami samego oskarżonego. Oskarżony wskazywał, że mieszkali z pokrzywdzoną sami. To samo wynikało z zeznań policjantów, którzy podczas interwencji nie zastali w mieszkaniu nikogo poza pokrzywdzoną i oskarżonym.

Alibi, którego nie potwierdza nawet ten, komu ma służyć, przestaje być alibi.

Na marginesie sąd odnotował jeszcze jedną sprzeczność w wersji oskarżonego: w śledztwie twierdził, że policja nigdy u nich nie interweniowała. W aktach były protokoły z dwóch interwencji.

Dlaczego groźba jest przestępstwem, nawet gdy nikt nie zamierza jej spełnić

Uzasadnienie zawiera zwięzły wykład o konstrukcji art. 190 § 1 k.k., wart zapamiętania także poza tą sprawą.

Do wypełnienia znamion tego przepisu nie jest wymagane, żeby grożący miał w rzeczywistości zamiar zrealizowania groźby. Wystarczy, że jej treść zostaje przekazana zagrożonemu. To przestępstwo przeciwko wolności, a nie przeciwko dobru, które narusza przestępstwo będące treścią groźby.

Co musi zaistnieć: groźba ma dotrzeć do pokrzywdzonego i wywołać u niego określony stan psychiczny, czyli uzasadnioną obawę spełnienia. Nie jest natomiast wymagane obiektywne niebezpieczeństwo realizacji, ale sama subiektywna obawa musi być uzasadniona okolicznościami.

W tej sprawie sąd uznał ją za uzasadnioną, bo na realność gróźb wskazywało agresywne i nieobliczalne zachowanie oskarżonego. Kobieta, która słyszy zapowiedzi od osoby stosującej wobec niej także przemoc fizyczną, ma podstawy traktować je poważnie.

Powtarzalność zachowań w krótkich odstępach czasu, przy z góry powziętym zamiarze, pozwoliła zakwalifikować je jako jeden czyn ciągły z art. 12 § 1 k.k., co z kolei uruchomiło obostrzenie wymiaru kary z art. 57b k.k.

Recydywa, która podniosła karę za czekoladki

Przy kradzieży sąd nie miał wątpliwości co do sprawstwa: oskarżony się przyznał, potwierdzały to zeznania pracownicy sklepu i zapis monitoringu.

Sprawa wyszła na jaw w sposób niemal komiczny. Pracownica poinformowała przełożoną, że doszło do kradzieży, bo znany jej klient, wychodząc ze sklepu, zgubił kilka opakowań czekoladek. Po przejrzeniu monitoringu ustalono pełną liczbę: 63 sztuki.

Prawnie ważniejsza była jednak kwalifikacja z art. 64 § 1 k.k. Sąd wskazał podstawę: wyrokiem z 22 stycznia 2021 roku oskarżony został skazany za przestępstwa przeciwko mieniu i z użyciem przemocy na karę łączną roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności, którą odbywał w dwóch okresach, ostatni zakończony we wrześniu 2022 roku. Kradzież z lipca 2025 roku mieściła się w pięcioletnim oknie po odbyciu co najmniej sześciu miesięcy kary za umyślne przestępstwo podobne.

To dlatego kradzież słodyczy za tysiąc pięćset złotych została ukarana surowiej niż groźby i uszkodzenie ciała: 7 miesięcy pozbawienia wolności, wobec 3 i 4 miesięcy za pozostałe czyny.

Kara łączna i rachunek

Sąd połączył kary jednostkowe i wymierzył karę łączną 1 roku pozbawienia wolności.

Jako okoliczności obciążające wskazał uprzednią wielokrotną karalność, w tym za przestępstwa przeciwko mieniu i z użyciem przemocy, popełnienie kradzieży w warunkach recydywy, oraz znaczny stopień społecznej szkodliwości i winy: wulgarne i agresywne zachowanie wobec osoby niepełnosprawnej, działanie pod wpływem alkoholu i godzenie w wolność człowieka od obawy oraz w zdrowie osoby niepełnosprawnej.

Okoliczności łagodzących sąd się nie dopatrzył.

Za kradzież orzekł obowiązek naprawienia szkody: zapłatę 1 511,37 zł na rzecz pokrzywdzonej spółki handlowej. Na poczet kary łącznej zaliczył okres zatrzymania od 10 września 2025 roku od godziny 14.30 do 12 września 2025 roku do godziny 13.18.

Obrońcy z urzędu przyznał 1008 zł wynagrodzenia oraz 231,84 zł podatku VAT. Oskarżonego zwolnił w całości od kosztów sądowych, bo nie pracuje i jest pozbawiony możliwości zarobkowania, odbywając karę pozbawienia wolności.

Co z tej historii wynika

Pierwsza odpowiedź na progu nie zamyka sprawy. Pokrzywdzona przy oskarżonym mówiła o umywalce, a po jego wyjściu o uderzeniu pięścią. Sąd nie potraktował tego jako sprzeczności podważającej wiarygodność, tylko jako typowy objaw zastraszenia, potwierdzony przez policjanta i ratownika medycznego, którzy niezależnie zeznali, że kobieta się bała.

Groźba nie musi być poważnie zamierzona, żeby była przestępstwem. Art. 190 § 1 k.k. chroni wolność od strachu. Nie bada się, czy sprawca naprawdę zamierzał zrobić to, co zapowiadał, ani czy obiektywnie mógł. Bada się, czy zapowiedź dotarła do adresata i czy jego obawa była w tych okolicznościach uzasadniona.

Świadek zgłoszony na sam koniec procesu jest oceniany szczególnie uważnie. Tu wystarczyło zestawić jego zeznania z wyjaśnieniami oskarżonego, który sam mówił, że mieszkali w dwoje, i z protokołami interwencji, w których nikogo trzeciego w mieszkaniu nie było.

Recydywa potrafi odwrócić hierarchię kar. Najsurowszą karę jednostkową dostał ten czyn, który brzmi najbłahiej: kradzież bombonierek. Zdecydował o tym art. 64 § 1 k.k. i wcześniejszy odbyty wyrok, a nie wartość skradzionych rzeczy.

Anonimowe zgłoszenie sąsiada uruchamia realne postępowanie. Obie interwencje w tej sprawie zaczęły się od telefonu osoby, która nie podała danych. Bez nich nie byłoby ani protokołu oględzin, ani zeznań funkcjonariuszy, ani całego postępowania.

Jak to się potoczyło

  1. 22 stycznia 2021

    Wcześniejszy wyrok

    Skazanie na karę łączną roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności za przestępstwa przeciwko mieniu i z użyciem przemocy. Kara odbyta w dwóch okresach, ostatni do 21 września 2022 roku.

  2. 5 lipca 2025

    Kradzież w sklepie

    Z półek znika 63 sztuki bombonierek po 23,99 zł. Sprawa wychodzi na jaw, bo wychodzący ze sklepu klient gubi kilka opakowań, a pracownica go rozpoznaje.

  3. 13 sierpnia 2025

    Początek okresu objętego zarzutem gróźb

    Od tego dnia sąd liczy powtarzające się groźby wypowiadane podczas awantur we wspólnie zajmowanym mieszkaniu.

  4. 1 września 2025

    Pierwsza interwencja

    Zgłoszenie od anonimowej sąsiadki. Policjanci zastają pokrzywdzoną z zasinieniem pod okiem. W obecności oskarżonego mówi, że uderzyła się o umywalkę.

  5. 1 września 2025, kilka minut później

    Druga wersja

    Gdy oskarżony wychodzi z mieszkania, pokrzywdzona mówi funkcjonariuszom, co się naprawdę stało. Policjant zeznaje, że była zastraszona.

  6. 10 września 2025

    Druga interwencja i wiadomość do znajomego

    Nikt nie otwiera drzwi. Zgłaszająca dzwoni ponownie. W telefonie pokrzywdzonej ujawniono potem korespondencję z prośbą o wezwanie policji.

  7. 10-12 września 2025

    Zatrzymanie

    Oskarżony zostaje zatrzymany. Ten okres sąd zaliczy później na poczet kary łącznej.

  8. końcowy etap procesu

    Nowy świadek obrony

    Oskarżony wnioskuje o przesłuchanie osoby, która ma potwierdzić wersję o uderzeniu o zlew. Sąd uzna te zeznania za niewiarygodne.

  9. 19 czerwca 2026

    Wyrok

    Skazanie za wszystkie trzy czyny, kara łączna roku pozbawienia wolności i obowiązek zapłaty 1 511,37 zł na rzecz sklepu.

Jak orzekł sąd

Sąd Rejonowy w Kętrzynie uznał oskarżonego za winnego wszystkich trzech zarzucanych czynów. Za groźby z art. 190 § 1 k.k. w zw. z art. 12 § 1 k.k., przy zastosowaniu art. 57b k.k., wymierzył 3 miesiące pozbawienia wolności. Za kradzież 63 bombonierek o wartości 23,99 zł każda, łącznie 1 511,37 zł, popełnioną w warunkach recydywy z art. 64 § 1 k.k., wymierzył 7 miesięcy. Za spowodowanie obrażeń naruszających czynność narządu ciała na okres poniżej 7 dni z art. 157 § 2 k.k. wymierzył 4 miesiące. Kary jednostkowe połączył w karę łączną 1 roku pozbawienia wolności. Orzekł obowiązek naprawienia szkody przez zapłatę 1 511,37 zł na rzecz pokrzywdzonej sieci handlowej i zaliczył na poczet kary okres zatrzymania od 10 do 12 września 2025 roku. Obrońcy z urzędu przyznał 1008 zł wynagrodzenia plus 231,84 zł podatku VAT, a oskarżonego zwolnił w całości od kosztów sądowych.

Podstawa prawna

  • art. 190 § 1 k.k.: groźba karalna; nie jest wymagane, by grożący naprawdę zamierzał ją spełnić ani by istniało obiektywne niebezpieczeństwo, wystarczy uzasadniona subiektywna obawa pokrzywdzonego
  • art. 12 § 1 k.k.: czyn ciągły; kilka zachowań w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru traktuje się jako jedno przestępstwo
  • art. 57b k.k.: obostrzenie wymiaru kary przy skazaniu za czyn ciągły z art. 12 § 1 k.k.
  • art. 157 § 2 k.k.: naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwający nie dłużej niż 7 dni
  • art. 278 § 1 k.k. w zw. z art. 64 § 1 k.k.: kradzież popełniona w warunkach powrotu do przestępstwa, w ciągu 5 lat po odbyciu co najmniej 6 miesięcy kary za umyślne przestępstwo podobne
  • art. 85 § 1 i art. 86 § 1 k.k.: łączenie kar jednostkowych w karę łączną
  • art. 46 § 1 k.k.: obowiązek naprawienia szkody
  • art. 63 § 1 k.k.: zaliczenie okresu zatrzymania na poczet kary
  • art. 624 § 1 k.p.k.: zwolnienie od kosztów sądowych wobec braku możliwości zarobkowania

Sąd Rejonowy w Kętrzynie

Sygnatura akt: II K 42/26

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej