Biurko spedytora nocą: telefon, monitor z listą zleceń transportowych i stos niezapłaconych faktur

Kontrahent nie płacił. Groźby poszły do człowieka bez dostępu do kasy

Firma przewozowa czekała na zapłatę za wykonane usługi. Jej prezes zadzwonił do spedytora kontrahenta i zaczął mówić, co mu zrobi. Pytanie brzmiało, czy człowiek po drugiej stronie miał prawo się bać.

Prawo karne Sąd Okręgowy w Poznaniu wyrok z 14 maja 2026 8 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Spór dwóch firm transportowych z Wielkopolski. Sprawa karna toczyła się w Lesznie, apelacja w Poznaniu.
Spór dwóch firm transportowych z Wielkopolski. Sprawa karna toczyła się w Lesznie, apelacja w Poznaniu.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Ksawery Wolarek, oskarżony (postać fikcyjna)

    Ksawery Wolarek

    oskarżony

    Prezes zarządu spółki transportowej, wcześniej niekarany. Wykonał przewozy, nie dostał zapłaty i uznał, że winny jest człowiek, który te przewozy zlecał.

  • Hubert Malicki, pokrzywdzony (postać fikcyjna)

    Hubert Malicki

    pokrzywdzony

    Spedytor u kontrahenta. Zlecał przewozy, ale nie miał żadnych uprawnień decyzyjnych co do płatności. Po dwóch rozmowach telefonicznych poszedł na policję.

  • Wiesława Adamiec, świadek, pracownica oskarżonego (postać fikcyjna)

    Wiesława Adamiec

    świadek, pracownica oskarżonego

    Potwierdziła desperację szefa w odzyskiwaniu pieniędzy i zapewniała, że gróźb nie było. Jej relacja rozminęła się z nagraniem.

  • Sąd Okręgowy w Poznaniu

    sąd drugiej instancji

    Nie zmienił w wyroku ani słowa. Za to z urzędu sprawdził, czy czynu nie należało zakwalifikować surowiej, jako wymuszenia rozbójniczego.

W aktach sprawy leżały nagrania dwóch rozmów telefonicznych i ich stenogramy. Sąd nazwał je dowodem kluczowym, i dodał zdanie, które w praktyce przesądziło całą sprawę: dowody te, z racji swojego charakteru, były pozbawione wpływu osób trzecich.

Nie trzeba było rozstrzygać, kto mówi prawdę. Wystarczyło odtworzyć plik.

Przewozy wykonane, faktury niezapłacone

Ksawery Wolarek prowadził spółkę transportową. Jego firma wykonała przewozy dla innej spółki i nie dostała za nie pieniędzy. Według apelacji obrońcy zaległość obejmowała kwotę w euro oraz 16 982,89 zł, stwierdzoną prawomocnymi nakazami zapłaty złożonymi do akt na rozprawie 11 września 2025 roku. Spółka Wolarka znalazła się przez to w bardzo trudnej sytuacji finansowej.

Prezes nie mógł nawiązać osobistego kontaktu z prezesem zarządu firmy dłużnika. Zadzwonił więc do kogoś, kogo znał: do Huberta Malickiego, spedytora tej spółki. To Malicki w imieniu swojego pracodawcy zlecał wykonanie przewozów.

Rozumowanie było proste i całkowicie błędne: skoro on zlecał, to on odpowiada za brak zapłaty.

Malicki nie miał żadnych uprawnień decyzyjnych w zakresie płatności. Zajmował się spedycją. Sąd ustalił, że oskarżony doskonale o tym wiedział.

W dwóch rozmowach telefonicznych padły słowa, które Sąd Rejonowy w Lesznie uznał za groźby pozbawienia życia i zdrowia. Wśród nich zapowiedź, że jeśli nadawca nie wygra drogą prawną, to i tak zrobi pokrzywdzonemu krzywdę. Padła też deklaracja, że dowie się, gdzie Malicki mieszka, i przyjedzie do niego sam albo wyśle znajomych.

Pokrzywdzony niezwłocznie zawiadomił organy ścigania.

Wyrok zapadł 4 listopada 2025 roku: sześć miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na dwa lata za ciąg dwóch przestępstw z art. 190 § 1 k.k., plus trzyletni zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonym. Obrońca wniósł apelację z czterema zarzutami i wnioskiem o uniewinnienie.

Zarzut, którego nie dało się rozpoznać

Pierwszy zarzut dotyczył oceny dowodów: zeznania pokrzywdzonego są niezgodne z innymi dowodami zebranymi w sprawie, a poza tym pokrzywdzony pracuje u dłużników spółki oskarżonego, co może wpływać na to, co mówi.

Sąd Okręgowy zwrócił uwagę na coś, co brzmi jak drobiazg, a jest w apelacjach karnych błędem podstawowym: skarżący nie wskazał, z jakimi konkretnie dowodami zeznania miałyby być niezgodne. Poprzestał na ogólnikowym stwierdzeniu o sprzeczności z “innymi zgromadzonymi w sprawie dowodami”. Taki sposób formułowania zarzutu, napisał sąd wprost, uniemożliwiał bardziej szczegółowe odniesienie się do stanowiska obrony.

A kontrola instancyjna żadnej sprzeczności nie wykazała.

Bo zeznania pokrzywdzonego były zgodne z nagraniami i stenogramami. Wyjaśnienia oskarżonego, przeciwnie, rozmijały się z nimi: przyznał, że “puściły mu nerwy” i że wyzywał pokrzywdzonego, ale zaprzeczył kierowaniu gróźb. Nagranie mówiło co innego.

Podobnie skończyła się zeznaniami pracownica oskarżonego. Zapewniała, że jej szef nie groził pokrzywdzonemu w trakcie rozmów telefonicznych. Jej relacja nie była zgodna z nagraniem, więc sąd rejonowy słusznie nie oparł na niej ustaleń.

Sąd odwoławczy podsumował linię obrony jednym zdaniem i jednym cytatem z orzecznictwa. Założenie skarżącego, że wszelkie ustalenia faktyczne powinny opierać się na wyjaśnieniach oskarżonego i ewentualnie na dowodach zgodnych z jego wersją, nie zasługuje na aprobatę. Byłoby przecież, jak ujął to w 1996 roku Sąd Apelacyjny w Krakowie, wynaturzeniem sprawiedliwości, gdyby jej wymiar miał zależeć od tego, do czego sprawcy zechcą się przyznać.

Czy on się w ogóle bał

Najciekawszy prawnie był zarzut drugi. Obrona twierdziła, że nawet jeśli słowa padły, to nie wzbudziły u pokrzywdzonego uzasadnionej obawy spełnienia. Argumenty: wcześniej, gdy oskarżony mówił, że jego cierpliwość się kończy, Malicki reagował śmiechem. W obu spornych rozmowach odpowiadał spokojnie i zwracał się do rozmówcy zdrobniale po imieniu. Poza tym obaj nigdy się nie spotkali, a oskarżony nie znał jego adresu.

Sąd Okręgowy przypomniał najpierw konstrukcję przepisu. Do przypisania sprawstwa z art. 190 § 1 k.k. nie wystarczy sama groźba. Musi ona wzbudzić w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, a ocena tego skutku uwzględnia kryteria obiektywne i subiektywne naraz: czy każdy rozsądny człowiek bałby się takiej groźby, i jak odebrała ją ta konkretna osoba, z jej osobowością i stanem psychiki.

I dodał rzecz, która rozbroiła argument o śmiechu i spokojnym tonie. Obawa może powstać w chwili wypowiedzenia groźby, ale również później. Ustawodawca nie wymaga zbieżności czasowej między groźbą a powstaniem strachu. Skutek jest, jak przy każdym przestępstwie materialnym, oderwany od samego działania sprawcy. Lęk mogą katalizować także późniejsze zachowania sprawcy.

Pokrzywdzony mógł więc w trakcie rozmów tylko grać odważnego, żeby zniechęcić rozmówcę do takich metod, a dopiero po fakcie, analizując przebieg rozmów, eskalację agresji słownej i desperację po drugiej stronie, uznać, że się boi.

Sąd zauważył też asymetrię, której obrona nie dostrzegła. Owszem, obaj mówili sobie po imieniu i zdrobniale. Ale oskarżony poza tym nazwał pokrzywdzonego wulgarnymi wyzwiskami, a ze strony pokrzywdzonego żadnych obraźliwych ani agresywnych wypowiedzi nie było.

Argument o nieznajomości adresu też nie przeszedł. Oskarżony wiedział, gdzie pokrzywdzony pracuje, i wiedział, jak wygląda, bo udostępniał w internecie zdjęcie z jego wizerunkiem. Dane adresowe mógł ustalić przez znajomych. A w jednej z rozmów sam zapowiedział, że to zrobi.

Odwrócony argument o desperacji

Trzeci zarzut był sercem obrony: sąd nie ustalił jednoznacznie, w jak dramatycznej sytuacji finansowej znalazła się spółka oskarżonego przez niezapłacone faktury.

Sąd Okręgowy nie zaprzeczył ani jednemu faktowi z tej opowieści. Potwierdził, że oskarżony miał podstawy do zdenerwowania, że jego spółka wpadła przez opieszałość kontrahenta w bardzo trudną sytuację, że był zdesperowany, chcąc odzyskać należne pieniądze.

A potem odwrócił ten argument.

Właśnie ten stan uwiarygodniał groźbę. Bardzo wysoki poziom zdenerwowania i złości dawał podstawy do przyjęcia, że oskarżony byłby zdolny posunąć się do wykonania tego, co zapowiadał. Pokrzywdzony był świadomy jego skrajnego zdeterminowania i przez ten pryzmat mógł w sposób uzasadniony traktować groźby bardzo poważnie.

Kontekst, który miał usprawiedliwiać, wzmocnił oskarżenie.

Sąd dopowiedział jeszcze rzecz oczywistą, a jednak wartą zapisania: istnienie zadłużenia, nawet w bardzo wysokich kwotach, w żadnym razie nie ekskulpuje kierowania gróźb pozbawienia życia i zdrowia wobec pracownika bez uprawnień decyzyjnych. Dlatego dołączony do apelacji nakaz zapłaty z 16 grudnia 2025 roku uznano za nieprzydatny dla rozstrzygnięcia. Dokument był w pełni wiarygodny, tylko nie zawierał treści świadczących na korzyść oskarżonego w sprawie o groźby.

Oskarżony uważał, że sam padł ofiarą oszustwa, i zgłosił to organom ścigania. To jednak, zaznaczył sąd, jest inne postępowanie.

Kwalifikacja, która mogła być surowsza

W jednym fragmencie uzasadnienia sąd zrobił coś, czego nikt nie żądał: sprawdził z urzędu, czy czyn nie był poważniejszy, niż przyjęła pierwsza instancja.

Rozważał art. 191 § 2 k.k., czyli wymuszenie rozbójnicze: stosowanie przemocy lub groźby w celu wymuszenia zwrotu wierzytelności. Na pierwszy rzut oka pasowało, bo przecież chodziło o pieniądze.

Sąd odrzucił tę kwalifikację i wyjaśnił dlaczego. W jednej z rozmów oskarżony powiedział, że jeśli nie wygra drogą prawną, to i tak zrobi pokrzywdzonemu krzywdę. To zdanie pokazało, że groźby nie miały wyłącznie na celu wymuszenia określonego zachowania. Z całego kontekstu wynikało, że chodziło też o odegranie się i zemstę na człowieku, którego oskarżony obwiniał za nawiązanie feralnej współpracy. Celem było oddziaływanie na psychikę pokrzywdzonego, i to się udało.

Została więc kwalifikacja z art. 190 § 1 k.k.

Kara, którą obrona sobie wywalczyła

Ostatni zarzut dotyczył rażącej surowości kary. Sąd Okręgowy zaczął od arytmetyki ustawowej. Za czyn z art. 190 § 1 k.k. grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat, a przy dwóch przestępstwach popełnionych w warunkach ciągu z art. 91 § 1 k.k. sąd rejonowy mógł wymierzyć do 4 lat i 6 miesięcy.

Wymierzył sześć miesięcy, i to z warunkowym zawieszeniem. Trudno mówić o rażącej dysproporcji między karą orzeczoną a zasłużoną.

Argument obrony, że oskarżony nie kwestionował popełnienia czynu, sąd odrzucił, wskazując na wewnętrzną sprzeczność apelacji: skarżący powołuje się na przyznanie, a jednocześnie w pierwszej kolejności wnosi o uniewinnienie. To nie jest klasyczne przyznanie się i nie działa jako okoliczność łagodząca.

Najbardziej pouczający był argument o wyroku nakazowym. Obrona porównywała orzeczoną karę z łagodniejszą karą z wyroku nakazowego. Sąd przypomniał, że to obrońca wniósł od niego sprzeciw, przez co wyrok nakazowy utracił moc prawną, a sąd rozpoznający sprawę odzyskał pełną swobodę orzeczniczą. Obrońca doskonale o tym wiedział, decydując się na proces.

Sąd podkreślił jeszcze rolę okresu próby. Konflikt finansowy między firmami wciąż trwa, więc dwa lata próby i trzyletni zakaz zbliżania się mają powstrzymać oskarżonego przed kolejnymi bezprawnymi działaniami.

Wyrok utrzymano w mocy w całości. Do zapłaty: 40 zł kosztów sądowych za postępowanie odwoławcze i 120 zł opłaty za drugą instancję. Podstaw do zwolnienia z tych należności sąd nie stwierdził.

Co z tej historii wynika

Strach nie musi przyjść od razu. Art. 190 § 1 k.k. nie wymaga, żeby obawa powstała w chwili wypowiedzenia groźby. Można w rozmowie zachować spokój, odpowiadać uprzejmie, nawet się śmiać, a przestraszyć się dopiero po odłożeniu słuchawki. Sąd dodał, że pozorna odwaga bywa taktyką wobec agresora.

Desperacja tłumaczy, ale nie usprawiedliwia, a czasem obciąża. Obrona zbudowała całą narrację na tym, że firma oskarżonego stała nad przepaścią. Sąd tę narrację przyjął w całości i użył jej przeciwko niemu: im bardziej zdesperowany był mówiący, tym realniejsza była groźba.

Zarzut apelacyjny musi wskazywać konkrety. Twierdzenie, że zeznania są sprzeczne z “innymi dowodami zebranymi w sprawie”, nie daje sądowi odwoławczemu żadnego punktu zaczepienia. Sąd wprost napisał, że taka konstrukcja uniemożliwiła mu szczegółową odpowiedź, i zarzut upadł.

Sprzeciw od wyroku nakazowego kasuje także łagodną karę. Wnosząc sprzeciw, obrona odzyskuje prawo do procesu, ale traci wynegocjowany pułap. Sąd rozpoznający sprawę na rozprawie nie jest w żaden sposób związany karą z uchylonego wyroku nakazowego.

Nagranie rozmowy waży więcej niż zeznania obu stron. Sąd wprost stwierdził, że nagrania i stenogramy są dowodem pozbawionym wpływu osób trzecich. Wobec takiego materiału zarówno zaprzeczenia oskarżonego, jak i zapewnienia jego pracownicy okazały się bez znaczenia.

Dług egzekwuje się od dłużnika, nie od jego pracownika. Spedytor, który zlecał przewozy, nie decydował o przelewach. Sąd ustalił, że oskarżony o tym wiedział, i mimo to całą odpowiedzialnością obarczał właśnie jego, bo do prezesa dłużnika nie mógł się dodzwonić.

Jak to się potoczyło

  1. przed dniem zdarzenia

    Faktury bez zapłaty

    Spółka przewozowa wykonuje usługi transportowe i nie dostaje pieniędzy. Według obrony zaległość obejmuje kwoty w euro i 16 982,89 zł, stwierdzone nakazami zapłaty.

  2. dzień pierwszej rozmowy

    Telefon do spedytora

    Prezes spółki przewozowej dzwoni do pracownika kontrahenta. Rozmowa zostaje nagrana.

  3. dzień drugiej rozmowy

    Eskalacja

    Druga rozmowa, ten sam adresat, ostrzejsze słowa. Padają zapowiedzi pozbawienia życia i zdrowia oraz deklaracja, że nadawca ustali adres i przyjedzie sam albo z kolegami.

  4. niezwłocznie po rozmowach

    Zawiadomienie organów ścigania

    Pokrzywdzony zgłasza sprawę na policję. Nagrania i stenogramy trafiają do akt.

  5. wyrok nakazowy i sprzeciw

    Obrona wybiera proces

    Obrońca wnosi sprzeciw od wyroku nakazowego, ten traci moc, a sąd odzyskuje pełną swobodę co do wymiaru kary.

  6. 11 września 2025

    Nakazy zapłaty w aktach

    Obrona składa prawomocne nakazy zapłaty na dowód, w jakiej sytuacji finansowej znalazła się spółka oskarżonego.

  7. 4 listopada 2025

    Sąd Rejonowy w Lesznie: skazanie

    Sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata za ciąg dwóch przestępstw, plus trzyletni zakaz zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonym.

  8. 16 grudnia 2025

    Kolejny nakaz zapłaty

    Obrona załącza do apelacji nieprawomocny nakaz zapłaty Sądu Okręgowego w Poznaniu. Sąd karny uzna ten dowód za nieprzydatny.

  9. 14 maja 2026

    Sąd Okręgowy w Poznaniu: wyrok utrzymany

    Apelacja oddalona w całości. Do zapłaty 40 zł kosztów sądowych i 120 zł opłaty za drugą instancję.

Jak orzekł sąd

Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego w Lesznie z 4 listopada 2025 roku w całości. Uznał, że wszystkie cztery zarzuty apelacji obrońcy są niezasadne: ocena dowodów była prawidłowa, groźby wzbudziły u pokrzywdzonego uzasadnioną obawę spełnienia, trudna sytuacja finansowa spółki oskarżonego stanowiła jedynie tło i nikogo nie ekskulpuje, a kara 6 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem na 2 lata za ciąg dwóch przestępstw z art. 190 § 1 k.k. nie jest rażąco surowa. Sąd rozważył z urzędu, czy czyn nie wyczerpał znamion wymuszenia rozbójniczego z art. 191 § 2 k.k., i stwierdził brak podstaw do zmiany kwalifikacji. Zasądził od oskarżonego 40 zł zwrotu kosztów sądowych za postępowanie odwoławcze i wymierzył mu opłatę za drugą instancję w kwocie 120 zł.

Podstawa prawna

  • art. 190 § 1 k.k.: groźba karalna; nie wystarczy sama groźba, musi ona wzbudzić w zagrożonym uzasadnioną obawę spełnienia, ocenianą według kryteriów obiektywnych i subiektywnych
  • art. 191 § 2 k.k.: wymuszenie rozbójnicze; sąd rozważył tę kwalifikację i ją odrzucił, bo groźby nie służyły wyłącznie wymuszeniu zapłaty
  • art. 91 § 1 k.k.: ciąg przestępstw; dwa czyny z art. 190 § 1 k.k. pozwalały wymierzyć jedną karę do 4 lat i 6 miesięcy
  • art. 53 § 1 k.k.: wymiar kary pozostawiony sędziowskiemu uznaniu w granicach ustawowych
  • art. 7 k.p.k.: swobodna ocena dowodów; zarzut musi wskazywać konkretne dowody i konkretne uchybienia, nie ogólną sprzeczność
  • art. 438 pkt 3 k.p.k.: błąd w ustaleniach faktycznych to błąd dowolności albo błąd braku, a nie odmienne zdanie skarżącego
  • art. 636 § 1 k.p.k. i art. 616 § 1 k.p.k.: przy nieuwzględnieniu środka odwoławczego oskarżony ponosi koszty procesu

Sąd Okręgowy w Poznaniu

Sygnatura akt: IV Ka 201/26

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej