Pusta podmiejska ulica w letnie popołudnie, w kadrze samochód i chodnik, nikogo w pobliżu

Krzyczał, że go pobije, kiedy już bił. Sąd uznał, że to nie była groźba

Prokurator chciał podwyższenia kary do ośmiu miesięcy pozbawienia wolności. Obrońca chciała uniewinnienia. Sąd nie dał racji żadnemu z nich w całości.

Prawo karne Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie wyrok z 22 maja 2026 8 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Mało uczęszczana ulica pod Legionowem. To, że nikogo tam wtedy nie było, zdjęło z oskarżonego kwalifikację chuligańską.
Mało uczęszczana ulica pod Legionowem. To, że nikogo tam wtedy nie było, zdjęło z oskarżonego kwalifikację chuligańską.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Cezary Rembiesa, oskarżony (postać fikcyjna)

    Cezary Rembiesa

    oskarżony

    Kierowca, dorosły, zdrowy psychicznie, wcześniej niekarany. Twierdził, że to on został zaatakowany. Po zdarzeniu odjechał z miejsca, nie wzywając policji.

  • Henryk Pluta, pokrzywdzony, oskarżyciel posiłkowy (postać fikcyjna)

    Henryk Pluta

    pokrzywdzony, oskarżyciel posiłkowy

    Szedł ulicą z psem. Nosi okulary z wadą wzroku minus 3,5 dioptrii i, jak zeznał, bez nich nie wychodzi z domu. Zaskoczony atakiem skulił się i przyjmował ciosy.

  • Czesław Łagoda, świadek (postać fikcyjna)

    Czesław Łagoda

    świadek

    Widział zdarzenie i pojechał za odjeżdżającym samochodem aż pod dom kierowcy. Tam usłyszał krzyki i został odepchnięty, gdy tłumaczył, co się stało.

  • Sąd Okręgowy Warszawa-Praga

    sąd drugiej instancji

    Rozpoznał dwie apelacje idące w przeciwne strony i odrzucił oba wnioski. Sam przebudował konstrukcję wyroku, sklejając trzy zarzuty w jeden czyn.

Kamera w samochodzie patrzyła przed siebie. Zarejestrowała mężczyznę idącego ulicą z dużym psem i nadjeżdżający pojazd. Potem, gdy zdarzenie przeniosło się za tył auta, nie widziała już nic.

To, czego nagranie nie pokazało, sądy dwóch instancji musiały odtworzyć z zeznań. To, co pokazało, okazało się ważniejsze niż ktokolwiek zakładał, ale z zupełnie innego powodu.

Ulica była pusta.

Trzy zarzuty z jednego popołudnia

11 lipca 2024 roku w miejscowości pod Legionowem doszło do zdarzenia, z którego prokuratura zbudowała trzy odrębne zarzuty: groźby karalne z art. 190 § 1 k.k., zniszczenie mienia z art. 288 § 1 k.k. i spowodowanie obrażeń ciała z art. 157 § 1 k.k.

Wersja pokrzywdzonego, Henryka Pluty: szedł z psem, samochód przejeżdżał obok, doszło do kontaktu pieszego z karoserią, kierowca wysiadł i zaczął zadawać ciosy ręką w głowę. Skutkiem było złamanie ściany dolnej oczodołu lewego i rana powieki oka lewego, obrażenia skutkujące naruszeniem czynności narządu ciała trwającym powyżej 7 dni. Zniszczone zostały też jego okulary korekcyjne o wartości 2800 złotych.

Wersja oskarżonego, Cezarego Rembiesy: to pokrzywdzony rzucił się na niego z rękoma i uderzał go po całym ciele. Okularów pokrzywdzony w ogóle nie miał na nosie. Żadnych gróźb nie wypowiadał.

Sąd Rejonowy w Legionowie 25 listopada 2025 roku przyjął wersję pokrzywdzonego. Skazał oskarżonego, przyjmując dodatkowo, że działał publicznie i z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego, czyli że popełnił występek o charakterze chuligańskim. Kara: rok i dwa miesiące ograniczenia wolności.

Odwołali się oboje. Obrońca w całości na korzyść, z ośmioma zarzutami i wnioskiem o uniewinnienie. Prokurator na niekorzyść, domagając się sześciu miesięcy pozbawienia wolności za ten czyn i kary łącznej ośmiu miesięcy, bo, jak argumentował, nie da się jednocześnie stosować art. 37a § 1 k.k. i art. 57a § 1 k.k.

Dlaczego zeznania obroniły się przed zarzutami

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga zaczął od uporządkowania zarzutów procesowych i tu obrona wypadła słabo.

Zarzucanie naruszenia art. 410 k.p.k. wymaga wykazania, że sąd oparł wyrok na materiale nieujawnionym na rozprawie albo tylko na jego części. Wadliwa ocena dowodów, wyjaśnił sąd, to nie jest uchybienie art. 410 k.p.k. A skoro dowody zostały prawidłowo ujawnione i ocenione, zarzut jest bezpodstawny.

Podobnie art. 5 § 2 k.p.k. Ten przepis i art. 7 k.p.k. mają charakter rozłączny. Obrońca musi się zdecydować: albo twierdzi, że sąd źle ocenił dowody, albo że ocenił je dobrze, dostrzegł wątpliwości i nie rozstrzygnął ich na korzyść oskarżonego. Z uzasadnienia apelacji wynikało to pierwsze, więc zarzut in dubio pro reo upadł automatycznie.

Potem sąd rozebrał dowody obrony.

Świadek, na którego powoływała się obrońca, nie była świadkiem zdarzenia. O jego przebiegu dowiedziała się od samego oskarżonego. Jej relacja o tym, że to on został uderzony, nie pochodziła z własnych obserwacji, tylko z jednego źródła, uznanego już za niewiarygodne.

Zdjęcie siniaków sąd potraktował ostrożnie z powodu chronologii. Oskarżony składał wyjaśnienia 17 września 2024 roku i nie wspomniał wtedy o żadnych obrażeniach na nogach. Wersja pojawiła się dopiero na rozprawie.

Argument, że pokrzywdzony postawnej budowy, w dodatku z dużym psem, nie mógł się po prostu skulić i przyjmować ciosów, sąd odrzucił jednym zdaniem: zachowanie napastnika było tak nietypowe i agresywne, że reakcja wynikająca z dużego zaskoczenia była jedyną możliwą. Nie każdy w takiej sytuacji jest w stanie podjąć obronę.

O tym, kto był agresorem, przesądziło zachowanie po zdarzeniu. Oskarżony, który twierdził, że został zaatakowany, nie wezwał policji i odjechał z miejsca. Świadek pojechał za nim aż pod dom, a tam oskarżony wciąż był agresywny: próbował go odepchnąć i uderzyć, gdy ten tłumaczył mu, że potrącił człowieka.

Zdanie do operatora 112

Najbardziej sporny okazał się wątek okularów. Nagranie wideorejestratora nie było na tyle wyraźne, żeby stwierdzić, czy pokrzywdzony je miał. Obrona uznała to za dowód, że nie miał.

Sąd odwrócił rozumowanie: z niewyraźnego zapisu nie da się wyciągać tak daleko idących wniosków. A za wersją pokrzywdzonego przemawiały dwie rzeczy. Po pierwsze wada wzroku minus 3,5 dioptrii i jego zeznanie, że bez okularów nie wychodzi z domu.

Po drugie, i to sąd uznał za rozstrzygające, nagranie rozmowy z operatorem numeru alarmowego. Pytany o numer najbliższego budynku, pokrzywdzony odpowiedział, że ma rozbite okulary i nie wie, co się dzieje. Jeszcze na miejscu, w emocjach, kilka minut po zdarzeniu, mówił o zbitych okularach. Trudno wymyślić szczegół, którego się nie planowało.

Ulica, na której nikogo nie było

I tu obrona w końcu wygrała, w jedynym punkcie, który wygrać mogła.

Art. 115 § 21 k.k. definiuje występek chuligański przez zestaw przesłanek, które muszą wystąpić łącznie: umyślny zamach między innymi na zdrowie, działanie publiczne, brak powodu albo oczywiście błahy powód, i okazanie przez to rażącego lekceważenia porządku prawnego.

Sąd Okręgowy zgodził się, że doszło do zamachu na zdrowie i że powód był oczywiście błahy. Ale zatrzymał się na słowie publicznie.

Obrońca miała rację, że działanie w miejscu publicznym to nie to samo co działanie publicznie. Sąd przypomniał wykładnię: działanie publiczne zachodzi wtedy, gdy ze względu na miejsce albo na okoliczności i sposób działania zachowanie sprawcy jest lub może być dostrzegalne dla nieokreślonej liczby osób, a sprawca mając świadomość tej możliwości co najmniej na to się godzi. Znamię “publicznie” wskazuje nie tyle na miejsce, ile na sytuację, ocenianą konkretnie, a nie w oderwaniu od realiów. Czyn popełniony na całkowicie pustej ulicy publiczny nie jest.

I tu wróciło nagranie z wideorejestratora, tym razem po stronie obrony. Widać na nim, że na ulicy byli tylko oskarżony i pokrzywdzony. Ulica była mało uczęszczana, okolica również. Inne osoby pojawiły się dopiero później.

Brak tej jednej przesłanki wykluczył kwalifikację chuligańską. Z opisu czynu wypadło stwierdzenie o działaniu publicznie i z oczywiście błahego powodu, a z kwalifikacji prawnej art. 57a § 1 k.k.

Konsekwencja uboczna: apelacja prokuratora, oparta w całości na tezie, że nie można łączyć art. 37a § 1 k.k. z art. 57a § 1 k.k., stała się bezprzedmiotowa. Skoro art. 57a zniknął, nie było już czego z czym nie łączyć.

Bił i mówił, że pobije

Drugą zmianę sąd wprowadził z urzędu i nikt o nią nie wnosił.

Prokurator postawił trzy zarzuty, sąd rejonowy przypisał dwa czyny. Sąd Okręgowy uznał, że 11 lipca 2024 roku było jednym zdarzeniem, a nie kilkoma.

Kluczowy był wątek gróźb. Oskarżony rzeczywiście wypowiadał wobec pokrzywdzonego niecenzuralne słowa zapowiadające przemoc. Ale, jak wynikało z niepodważonych zeznań pokrzywdzonego, wypowiadał je w momencie, gdy już zadał pierwszy cios, a potem w trakcie bicia.

Art. 190 § 1 k.k. karze tego, kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę, jeżeli groźba wzbudza uzasadnioną obawę spełnienia. Sąd wyciągnął z tego wniosek gramatyczny i logiczny zarazem: wypowiadane słowa muszą dotyczyć zdarzeń przyszłych, a nie dokonujących się w tej samej chwili.

Oskarżony w sposób werbalny opisywał przemoc, którą właśnie stosował. Nie groził jej użyciem. Zapowiedź, która realizuje się w trakcie mówienia, przestaje być zapowiedzią.

Zostało więc jedno zachowanie o podwójnej kwalifikacji: art. 157 § 1 k.k. w zbiegu z art. 288 § 1 k.k. w związku z art. 11 § 2 k.k.

Jedna kara zamiast dwóch

Za tak ustalony czyn, na podstawie art. 157 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 3 k.k. w zw. z art. 37a § 1 k.k., sąd wymierzył 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 20 godzin miesięcznie.

Uzasadniając wymiar, sąd wskazał na działanie z zamiarem bezpośrednim. Oskarżony jest dorosły, zdrowy psychicznie, nie działał w sytuacji atypowej. Sfrustrowany tym, że idący w jego kierunku pieszy nie zszedł mu z drogi i że doszło do uderzenia w samochód, postanowił wysiąść i wyładować gniew. Wyrządził szkodę majątkową niedużych rozmiarów i znaczną krzywdę: ból fizyczny, długotrwałe skutki obrażeń, silny stres, obawę o życie i zdrowie. Okolicznością łagodzącą była niekaralność.

Utrzymano nawiązkę orzeczoną przez pierwszą instancję. Zasądzono od oskarżonego 840 zł zwrotu kosztów pomocy prawnej dla oskarżyciela posiłkowego, bo apelacja obrońcy w znacznej części nie została uwzględniona. Od kosztów sądowych za postępowanie odwoławcze sąd oskarżonego zwolnił, biorąc pod uwagę jego sytuację majątkową.

Co z tej historii wynika

Miejsce publiczne to nie to samo co działanie publicznie. Kwalifikacja chuligańska z art. 115 § 21 k.k. wymaga, żeby zachowanie było dostrzegalne dla nieokreślonej liczby osób. Zdarzenie na pustej ulicy tego warunku nie spełnia, choćby ulica formalnie była przestrzenią publiczną. Wystarczyło, że jedna z czterech przesłanek odpadła, i cała konstrukcja obostrzenia kary runęła.

Groźba musi dotyczyć przyszłości. Słowa zapowiadające przemoc, wypowiadane w trakcie zadawania ciosów, to opis tego, co się właśnie dzieje, a nie groźba w rozumieniu art. 190 § 1 k.k. Rozróżnienie brzmi subtelnie, ale skreśliło z wyroku cały odrębny zarzut.

Jedno zdarzenie to jeden czyn, nawet jeśli akt oskarżenia mówi inaczej. Prokurator postawił trzy zarzuty, sąd rejonowy przypisał dwa czyny, sąd odwoławczy scalił wszystko w jedno zachowanie kwalifikowane kumulatywnie. Liczba punktów w akcie oskarżenia nie przesądza o liczbie przestępstw.

Świadek ze słyszenia nie wzmacnia wersji oskarżonego. Osoba, która zna przebieg zdarzenia wyłącznie z relacji oskarżonego, nie stanowi drugiego, niezależnego źródła. Sąd potraktował jej zeznania jako powtórzenie tego samego, już niewiarygodnego przekazu.

To, co powiesz w pierwszej minucie, waży najwięcej. Wersja pokrzywdzonego o rozbitych okularach obroniła się dzięki nagraniu rozmowy z operatorem 112. Wersja oskarżonego o własnych obrażeniach osłabła, bo nie było jej w pierwszych wyjaśnieniach, a pojawiła się dopiero na rozprawie.

Jak to się potoczyło

  1. 11 lipca 2024

    Zdarzenie na ulicy

    Pieszy z psem, nadjeżdżający samochód, uderzenie w karoserię i kierowca, który wysiada. Wideorejestrator nagrywa tylko to, co przed maską.

  2. 11 lipca 2024, chwilę później

    Rozmowa z operatorem 112

    Pytany o numer najbliższego budynku pokrzywdzony odpowiada, że ma rozbite okulary i nie wie, co się dzieje. To zdanie wraca po dwóch latach jako dowód.

  3. 11 lipca 2024, po zdarzeniu

    Pościg świadka

    Kierowca odjeżdża, nie czekając na policję. Świadek jedzie za nim pod dom i tam zostaje odepchnięty.

  4. 17 września 2024

    Pierwsze wyjaśnienia oskarżonego

    W protokole nie ma ani słowa o siniakach na nogach. Wersja o obrażeniach pojawia się dopiero na rozprawie.

  5. 25 listopada 2025

    Sąd Rejonowy w Legionowie

    Skazanie za dwa czyny, w tym za występek o charakterze chuligańskim. Kara ograniczenia wolności w wymiarze roku i dwóch miesięcy.

  6. apelacje

    Dwie strony, dwa kierunki

    Obrońca żąda uniewinnienia. Prokurator żąda kary łącznej ośmiu miesięcy pozbawienia wolności, wytykając niemożność łączenia art. 37a i art. 57a k.k.

  7. 22 maja 2026

    Sąd Okręgowy: jeden czyn, dziesięć miesięcy

    Chuligański charakter wyeliminowany, groźba wykreślona, trzy zarzuty scalone w jeden czyn, kara 10 miesięcy ograniczenia wolności.

Jak orzekł sąd

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga zmienił wyrok Sądu Rejonowego w Legionowie. Wyeliminował z opisu czynu stwierdzenie o działaniu publicznie i z oczywiście błahego powodu, a z kwalifikacji art. 57a § 1 k.k., bo na ulicy w chwili zdarzenia byli tylko oskarżony i pokrzywdzony. Uznał też, że trzy zarzucane czyny stanowiły jedno zdarzenie: ustalił, że 11 lipca 2024 roku oskarżony przez zadawanie ciosów ręką w głowę spowodował obrażenia skutkujące naruszeniem czynności narządu ciała powyżej 7 dni oraz zniszczył okulary korekcyjne o wartości 2800 złotych, czyli dopuścił się czynu z art. 157 § 1 k.k. w zb. z art. 288 § 1 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. Wymierzył za to jedną karę 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne po 20 godzin miesięcznie. Uchylił rozstrzygnięcie z punktu III wyroku, utrzymał wyrok w pozostałej części, zasądził od oskarżonego 840 zł zwrotu kosztów pomocy prawnej dla oskarżyciela posiłkowego i zwolnił go od kosztów sądowych za postępowanie odwoławcze.

Podstawa prawna

  • art. 157 § 1 k.k.: spowodowanie naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia trwającego dłużej niż 7 dni
  • art. 288 § 1 k.k.: zniszczenie lub uszkodzenie cudzej rzeczy; tu okulary korekcyjne o wartości 2800 zł
  • art. 11 § 2 i § 3 k.k.: jeden czyn wyczerpujący znamiona dwóch przepisów kwalifikuje się kumulatywnie, a karę wymierza się na podstawie przepisu przewidującego karę najsurowszą
  • art. 190 § 1 k.k.: groźba karalna; wypowiedź musi dotyczyć zdarzenia przyszłego, a nie opisywać przemoc stosowaną w tej samej chwili
  • art. 115 § 21 k.k.: występek chuligański wymaga spełnienia wszystkich przesłanek łącznie, w tym działania publicznie; działanie w miejscu publicznym to nie to samo
  • art. 57a § 1 k.k.: obostrzenie kary za występek chuligański
  • art. 37a § 1 k.k.: możliwość wymierzenia kary ograniczenia wolności zamiast pozbawienia wolności
  • art. 7 i art. 410 k.p.k.: swobodna ocena dowodów i obowiązek oparcia wyroku na całokształcie ujawnionych okoliczności
  • art. 5 § 2 k.p.k.: in dubio pro reo; zarzut rozłączny z zarzutem z art. 7 k.p.k.

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie

Sygnatura akt: VI Ka 129/26

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej