Wąska ulica jednokierunkowa ze znakiem zakazu wjazdu, dwa samochody stojące za sobą przy krawężniku, czerwcowe popołudnie

Wjechał pod prąd, nikogo nie dotknął, odjechał. Rachunek przyszedł po roku

Ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanym łącznie 36 599,08 zł i zażądał tej sumy od kierowcy, który nie zderzył się z nikim, ale odjechał przed przyjazdem policji.

Prawo drogowe Sąd Rejonowy w Grudziądzu wyrok z 14 maja 2026 7 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Grudziądzu po przekazaniu jej z innego sądu wskutek uwzględnienia zarzutu niewłaściwości miejscowej.
Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Grudziądzu po przekazaniu jej z innego sądu wskutek uwzględnienia zarzutu niewłaściwości miejscowej.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Wiesław Lipka, pozwany, kierowca zawodowy (postać fikcyjna)

    Wiesław Lipka

    pozwany, kierowca zawodowy

    Prowadził służbowy samochód dostawczy. Twierdził, że nie zauważył oznakowania i że nie brał udziału w kolizji, bo jego auto niczego nie dotknęło.

  • Piotr Zawadzki, świadek, kierowca trzeciego pojazdu (postać fikcyjna)

    Piotr Zawadzki

    świadek, kierowca trzeciego pojazdu

    Jechał na końcu kolumny. Jego kamera samochodowa nagrała całe zdarzenie, a nagranie pozwoliło ustalić numer rejestracyjny auta jadącego pod prąd.

  • Ubezpieczyciel sprawcy, powód (postać fikcyjna)

    Ubezpieczyciel sprawcy

    powód

    Wypłacił poszkodowanym odszkodowania, a potem wystąpił z regresem. Sam wyliczył za dużo za najem auta zastępczego i za holowanie, więc odzyskał mniej, niż żądał.

  • Sąd Rejonowy w Grudziądzu

    sąd pierwszej instancji

    Uznał regres za zasadny co do zasady i jednocześnie obciął go tam, gdzie ubezpieczyciel wypłacił więcej, niż wynosiła rzeczywista szkoda.

Jego samochód nie miał ani jednego zadrapania. Nie dotknął żadnego innego pojazdu. Nie było kontaktu, nie było wgniecenia, nie było wymiany polis na miejscu.

Cztery lata później Sąd Rejonowy w Grudziądzu zasądził od niego 31 863,08 zł na rzecz ubezpieczyciela.

Trzynaście sekund

17 czerwca 2022 roku Wiesław Lipka wjechał służbowym samochodem na drogę jednokierunkową i pojechał nią w kierunku przeciwnym do wyznaczonego.

Z naprzeciwka, całkowicie prawidłowo, jechał szereg pojazdów.

Kierowca pierwszego z nich zobaczył auto jadące pod prąd i zjechał na pobocze. Uniknął zderzenia. Za nim jechały jeszcze dwa samochody. Ich kierowcy gwałtownie zahamowali, jeden po drugim.

Mimo manewrów obronnych te dwa pojazdy uderzyły w siebie.

Pozwany zatrzymał się. Rozmawiał z uczestnikami kolizji. Mówił, że nie wie, w jaki sposób znalazł się na drodze jednokierunkowej, i że nie zauważył oznakowania. Uczestnicy przestawili rozbite auta w bezpieczne miejsce i zaczęli wzywać policję.

Zanim funkcjonariusze przyjechali, pozwany odjechał.

Kamera, która go znalazła

To, że odjechał, nie zakończyło sprawy, bo w jednym z rozbitych pojazdów była zamontowana kamera.

Policja zabezpieczyła nagranie. Ustaliła z niego markę i numer rejestracyjny auta jadącego pod prąd. Potem ustaliła firmę, która tego auta używała. Na końcu, dane kierowcy.

Kierowcy obu zderzonych pojazdów przebadano na zawartość alkoholu. Wynik w obu przypadkach: 0,00 mg/l.

22 lipca 2022 roku pozwany przyjął mandat karny kredytowany na 1 020 zł za wykroczenie z art. 86 § 1 k.w., spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanym łącznie 36 599,08 zł, po czym wystąpił do niego z regresem.

“Nie brałem udziału w kolizji”

Główna linia obrony pozwanego opierała się na fakcie, którego nikt nie kwestionował: jego pojazd nie miał kontaktu z żadnym innym.

Sąd tego argumentu nie przyjął, i wyjaśnienie jest tu proste. Zarówno bezpośredni świadkowie zdarzenia, jak i biegły sądowy z zakresu techniki samochodowej i rekonstrukcji wypadków zgodnie wskazali, że przyczyną całej sytuacji drogowej było wjechanie pod prąd. To konieczność nagłego hamowania przez pojazdy jadące prawidłowo doprowadziła do ich zderzenia.

Twierdzenie, że nie brał udziału w kolizji, bo nie doszło do kontaktu, sąd nazwał własną oceną skutków zdarzenia, która nie może podważyć wniosków płynących z dowodów.

Sąd zauważył też coś, o czym wiele osób nie myśli, przyjmując mandat: pozwany, przyjmując mandat za spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, przyznał okoliczności stanowiące podstawę jego ukarania.

Zeznania syna pozwanego sąd uwzględnił tylko częściowo. Świadek nie był na miejscu, wiedzę czerpał z relacji ojca i z nagrania przesłanego mu komunikatorem. Jego przekonanie o braku odpowiedzialności ojca i o braku uszkodzeń w pojazdach sąd pominął jako subiektywną ocenę, tym bardziej że ocena rozmiaru uszkodzeń wymaga wiadomości specjalnych.

Co znaczy “zbiegł z miejsca zdarzenia”

Cała konstrukcja roszczenia opierała się na art. 43 ust. 1 pkt 4 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Ubezpieczyciel wypłaca poszkodowanym, a potem może żądać zwrotu od kierującego, jeżeli ten zbiegł z miejsca zdarzenia.

Sąd poświęcił temu pojęciu najwięcej miejsca, i to najbardziej wartościowa część uzasadnienia.

Po pierwsze, zakres pojęcia “zbiegnięcia” z tego przepisu nie jest tożsamy ze zbiegnięciem w rozumieniu art. 178 k.k. Jest szerszy. Obejmuje oddalenie się także z innej przyczyny niż ta wymagana do skazania w prawie karnym, o ile ubezpieczyciel zdoła ją wykazać.

Po drugie, punkt ciężkości stanowi cel, jakim kierował się sprawca, opuszczając miejsce zdarzenia. O ucieczce mówimy, gdy oddala się, by uniknąć zidentyfikowania, by utrudnić ustalenie przyczyny zdarzenia albo by uniknąć odpowiedzialności. Wystarczy którykolwiek z tych celów.

Po trzecie, sąd wymienił sytuacje, w których o zbiegnięciu mowy nie ma: zapewnienie pomocy medycznej sobie, ofierze lub osobie trzeciej, telefoniczne wezwanie pomocy, zwłaszcza z podaniem własnych danych, uniknięcie samosądu ze strony uczestników lub świadków.

Żadna z tych sytuacji tu nie zachodziła. Pozwany odjechał przed przybyciem policji i nie pozostawił uczestnikom danych umożliwiających jego identyfikację. Nie czekał na wyjaśnienie okoliczności przez uprawnione organy.

Jego tłumaczenie, że sądził, iż uczestnicy chcą tylko spisać oświadczenie, upadło na zeznaniach dwóch bezpośrednich świadków. Obaj zgodnie zeznali, że po rozmowie uzgodniono przestawienie pojazdów i podjęto działania zmierzające do wezwania policji. O oświadczeniu nikt nie mówił.

Sąd przypomniał przy tym katalog obowiązków z art. 44 Prawa o ruchu drogowym, w tym ten najczęściej pomijany: podanie swoich danych personalnych, danych właściciela pojazdu oraz danych zakładu ubezpieczeń na żądanie osoby uczestniczącej w wypadku.

I dodał argument, który w tej sprawie zadziałał przeciwko pozwanemu: był kierowcą zawodowym. Z uwagi na zawodowy charakter należy wobec niego zastosować wyższą od przeciętnej miarę należytej staranności, w tym znajomości przepisów ruchu drogowego.

Zarzut, który brzmiał logicznie

Pozwany podniósł jeszcze jedno: w chwili zdarzenia wykonywał obowiązki pracownicze, więc odpowiadać powinien pracodawca.

To nie jest argument wymyślony. Art. 120 § 1 k.p. rzeczywiście stanowi, że za szkodę wyrządzoną osobie trzeciej przy wykonywaniu obowiązków pracowniczych odpowiada pracodawca, a nie pracownik. To jedna z podstawowych zasad prawa pracy.

Sąd, powołując się na orzecznictwo Sądu Najwyższego, wyjaśnił, dlaczego tu nie działa.

Regres z art. 43 ustawy ma charakter szczególny i pełni funkcję prewencyjną, represyjną i wychowawczą, skierowaną bezpośrednio wobec kierującego. Ustawodawca przyznał zakładowi ubezpieczeń prawo dochodzenia zwrotu właśnie od kierującego pojazdem, nie przewidując analogicznego roszczenia wobec pracodawcy.

Oba przepisy regulują odmienne sfery stosunków społecznych i mają odmienne cele. Sensem regresu jest oddziaływanie zapobiegawcze oparte na sankcji ekonomicznej, a te względy są tak samo doniosłe, gdy szkodę wyrządza pracownik będący kierowcą zawodowym. Wyłączenie kierowców zawodowych spod działania przepisu nie znajdowałoby uzasadnienia ani w jego brzmieniu, ani w celu.

Dla kierowcy zawodowego wniosek jest jednoznaczny: ucieczka z miejsca zdarzenia to koszt, którego nie przejmie ani pracodawca, ani jego polisa.

Dlaczego ubezpieczyciel nie dostał wszystkiego

Regres uwzględniono, ale nie w żądanej wysokości, i to najciekawszy element tego wyroku.

Biegły policzył, ile wynosiła rzeczywista, uzasadniona szkoda w każdym z pojazdów.

Przy pierwszym z aut wypłaty ubezpieczyciela okazały się bezpieczne. Koszt naprawy według biegłego wynosił 13 026,73 zł brutto, podczas gdy wypłacono 7 032,45 zł. Najem pojazdu zastępczego za 1 935 zł też mieścił się w granicach uzasadnionych. Regres w tym zakresie uwzględniono w całości: 8 967,45 zł.

Przy drugim pojeździe było inaczej. Koszt naprawy według biegłego, 21 555,47 zł brutto, znacznie przewyższał to, co wypłacono, więc ta pozycja też nie budziła zastrzeżeń. Ale najem pojazdu zastępczego i holowanie już tak.

Biegły ustalił, że uzasadniony okres najmu wynosił 19 dób przy średniej stawce około 586 zł netto za dobę, co dawało 11 134,00 zł netto. Uzasadniony koszt holowania: 500,00 zł netto. Ubezpieczyciel wypłacił z tych tytułów więcej.

Sąd pomniejszył regres o nadwyżkę i zasądził z tytułu szkody w tym pojeździe 22 895,63 zł.

Ubezpieczyciel kwestionował ustalony przez biegłego okres najmu. Argumentował, że okresu korzystania z auta zastępczego nie należy utożsamiać z technologicznym czasem naprawy, tylko z rzeczywistym okresem, w którym poszkodowany był pozbawiony pojazdu, i że biegły nie uwzględnił czasu oczekiwania na warsztat. Wskazywał, że z dokumentacji wynikał najem przez 47 dni, a już na etapie likwidacji ograniczono go do 30.

Argument nie był bezsensowny. Przegrał na proceduralnym drobiazgu: powód nie wniósł o opinię uzupełniającą ani o przesłuchanie biegłego na rozprawie, ograniczając się do polemiki z wnioskami. Sąd uznał, że opinia nie została skutecznie zakwestionowana.

Rozliczenie

Zasądzono 31 863,08 zł z odsetkami: od kwoty 22 895,63 zł od 28 lutego 2023 roku, od kwoty 8 967,45 zł od 14 marca 2023 roku, czyli od dat wyznaczonych przez wcześniejsze wezwania do zapłaty.

Powód wygrał sprawę w 87 procentach, pozwany w 13. Pozwany zwraca powodowi 5 008,68 zł kosztów procesu. Nieuiszczone wydatki na opinię biegłego rozdzielono w tej samej proporcji: 420,34 zł od powoda i 2 813,01 zł od pozwanego.

Co z tej historii wynika

Do spowodowania kolizji nie trzeba nikogo dotknąć. Wystarczy wytworzyć sytuację, w której inni muszą gwałtownie hamować. Odpowiedzialność opiera się na związku przyczynowym, a nie na kontakcie blach.

Zbiegnięcie z miejsca zdarzenia w prawie ubezpieczeniowym znaczy więcej niż w karnym. Nie trzeba uciekać przed odpowiedzialnością karną. Wystarczy odjechać przed wyjaśnieniem okoliczności, nie zostawiając swoich danych. Art. 44 Prawa o ruchu drogowym mówi wprost, co trzeba przekazać uczestnikom.

Kierowca zawodowy nie schowa się za pracodawcą. Art. 120 § 1 k.p. chroni pracownika przed roszczeniami osoby trzeciej, ale nie przed regresem z art. 43 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Ten regres jest wymierzony w kierującego i ma go od czegoś odstraszyć.

Przyjęcie mandatu to przyznanie okoliczności. Sąd cywilny odnotował to wprost. Mandat za wykroczenie drogowe może wrócić kilka lat później jako element ustaleń w sprawie o kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Regres nie sięga dalej niż rzeczywista szkoda. Ubezpieczyciel może żądać zwrotu tego, co wypłacił, ale tylko w granicach uzasadnionych kosztów. Jeśli przepłacił za najem auta zastępczego albo za holowanie, nadwyżki nie odzyska.

Polemika z opinią biegłego to za mało. Zastrzeżenia bez wniosku o opinię uzupełniającą lub przesłuchanie biegłego nie podważają jej wniosków. Ubezpieczyciel miał tu argument, którego po prostu nie przeprowadził proceduralnie.

Jak to się potoczyło

  1. 17 czerwca 2022

    Wjazd pod prąd

    Pozwany wjeżdża na drogę jednokierunkową w kierunku przeciwnym do wyznaczonego. Z naprzeciwka nadjeżdża kolumna pojazdów.

  2. kilka sekund później

    Zderzenie dwóch aut, których nie dotknął

    Pierwszy kierowca zjeżdża na pobocze. Dwa kolejne pojazdy gwałtownie hamują i mimo to zderzają się ze sobą.

  3. zaraz po zdarzeniu

    Rozmowa i odjazd

    Pozwany zatrzymuje się, rozmawia z uczestnikami, mówi, że nie wie, jak znalazł się na tej drodze, i że nie zauważył oznakowania. Uczestnicy przestawiają auta i wzywają policję. Pozwany odjeżdża przed jej przybyciem.

  4. czynności policji

    Nagranie z kamery

    Funkcjonariusze zabezpieczają nagranie z kamery jednego z pojazdów. Na jego podstawie ustalają markę i numer rejestracyjny auta jadącego pod prąd, a potem firmę, która je użytkowała.

  5. 22 lipca 2022

    Mandat 1 020 zł

    Pozwany przyjmuje mandat karny kredytowany za wykroczenie z art. 86 § 1 k.w., spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

  6. 27 stycznia i 9 lutego 2023

    Wezwania do zwrotu

    Ubezpieczyciel wzywa pozwanego do zwrotu wypłaconych świadczeń w ramach regresu. Ponawia wezwania 2 i 15 marca 2023 roku. Bez skutku.

  7. 13 grudnia 2023

    Nakaz zapłaty i sprzeciw

    Referendarz wydaje nakaz zapłaty zgodnie z żądaniem pozwu. Pozwany składa sprzeciw i podnosi zarzut niewłaściwości miejscowej sądu.

  8. 14 maja 2026

    Wyrok: 31 863,08 zł

    Sąd uwzględnia regres w części, oddalając go tam, gdzie ubezpieczyciel wypłacił więcej, niż wynosiła uzasadniona szkoda.

Jak orzekł sąd

Sąd Rejonowy w Grudziądzu zasądził od pozwanego 31 863,08 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie: od kwoty 22 895,63 zł od 28 lutego 2023 roku, od kwoty 8 967,45 zł od 14 marca 2023 roku. Uznał, że pozwany zbiegł z miejsca zdarzenia w rozumieniu art. 43 ust. 1 pkt 4 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, bo odjechał przed przybyciem policji, nie zostawiając danych umożliwiających identyfikację. Odrzucił zarzut, że odpowiadać powinien pracodawca: art. 120 § 1 k.p. nie wyłącza regresu wobec kierowcy zawodowego. Oddalił powództwo w części przewyższającej kwoty ustalone przez biegłego jako uzasadnione, bo regres obejmuje tylko wypłaty odpowiadające rzeczywistej szkodzie. Zasądził 5 008,68 zł kosztów procesu i rozdzielił wydatki: 420,34 zł od powoda, 2 813,01 zł od pozwanego.

Podstawa prawna

  • art. 43 ust. 1 pkt 4 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych: ubezpieczyciel może żądać od kierującego zwrotu wypłaconego odszkodowania, jeżeli kierujący zbiegł z miejsca zdarzenia
  • art. 44 ust. 1 i 2 Prawa o ruchu drogowym: obowiązki kierującego uczestniczącego w wypadku, w tym podanie danych osobowych i danych ubezpieczyciela na żądanie uczestnika
  • art. 120 § 1 k.p.: za szkodę wyrządzoną osobie trzeciej przy wykonywaniu obowiązków pracowniczych odpowiada pracodawca; nie wyłącza to jednak regresu z art. 43 ustawy
  • art. 86 § 1 k.w.: spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, wykroczenie, za które pozwany przyjął mandat
  • art. 100 k.p.c.: stosunkowe rozdzielenie kosztów procesu przy częściowym uwzględnieniu powództwa

Sąd Rejonowy w Grudziądzu

Sygnatura akt: I C 888/24

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej