Wnętrze małego warsztatu naprawy elektroniki samochodowej w starej hali przemysłowej, stół z lutownicą i sterownikami, przez okno widać rampę załadunkową

Osiem lat płacił czynsz. Potem odkrył, że wynajmujący nie był właścicielem

Osiem lat czynszu, 134 020,80 zł, plus 91 795,33 zł odsetek, 130 000 zł za utracone dochody i 35 000 zł zadośćuczynienia. Razem 390 816,13 zł. Pytanie brzmiało: czy czynsz zapłacony komuś, kto nie był właścicielem, jest świadczeniem nienależnym.

Nieruchomości Sąd Okręgowy w Warszawie wyrok z 9 czerwca 2026 10 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Zespół hal z lat siedemdziesiątych w Warszawie. Grunt należy do miasta, budynkami od 1992 roku włada spółdzielnia, i to ona wynajmowała pomieszczenia.
Zespół hal z lat siedemdziesiątych w Warszawie. Grunt należy do miasta, budynkami od 1992 roku włada spółdzielnia, i to ona wynajmowała pomieszczenia.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Janusz Zaborski, powód (postać fikcyjna)

    Janusz Zaborski

    powód

    Elektronik samochodowy. Od 2013 roku wynajmował 48-metrowe pomieszczenie magazynowe w hali spółdzielni i urządził w nim warsztat naprawy elektroniki w autach.

  • Spółdzielnia zarządzająca halami, pozwana (postać fikcyjna)

    Spółdzielnia zarządzająca halami

    pozwana

    Powstała w 1992 roku z podziału większej spółdzielni i objęła w faktyczne władanie zespół budynków z lat siedemdziesiątych. Administrowała nimi, płaciła podatek od nieruchomości i wynajmowała pomieszczenia, nie mając do gruntu żadnego prawa rzeczowego.

  • Miasto, właściciel gruntu

    podmiot trzeci

    Prawdziwy właściciel działek i budynków. Latami procesowało się ze spółdzielnią o wydanie nieruchomości i wynagrodzenie za korzystanie. Najemcy odpisało, że nie może mu wydzierżawić pomieszczenia, i że nie widzi podstaw, by go obciążać.

  • Sąd Okręgowy w Warszawie

    sąd I instancji

    Napisał wprost, że rozgoryczenie powoda jest zrozumiałe, i równie wprost, że poczucie niesprawiedliwości nie zastępuje podstawy prawnej roszczenia.

Hala pamiętała lata siedemdziesiąte. Zbudowano ją dla państwowego przedsiębiorstwa, potem przechodziła przez kolejne przekształcenia spółdzielcze, aż w 1992 roku objęła ją spółdzielnia, która po zakończeniu produkcji zaczęła robić jedyną rzecz, jaką dawało się jeszcze z tymi budynkami robić: wynajmować pomieszczenia.

W styczniu 2013 roku jednym z najemców został Janusz Zaborski, elektronik samochodowy. Wziął 48 metrów kwadratowych pomieszczenia magazynowego, prawo do rampy z dojazdem, prąd, wodę i możliwość powieszenia szyldu. Za metr płacił 26 złotych, 1 248 zł netto miesięcznie plus VAT i media. Urządził tam warsztat naprawy elektroniki w autach: sterowniki, komputery pokładowe, instalacje.

W paragrafie pierwszym umowy było zdanie, które siedem lat później miało uruchomić proces na blisko pięć lat. Spółdzielnia oświadczała, że jest właścicielem zespołu budynków.

Nie była.

Pismo z urzędu

Przez siedem lat nic tego nie zakłócało. Janusz przyjeżdżał, otwierał warsztat, robił swoje. Spółdzielnia wystawiała faktury, Janusz płacił. Ani razu nie zastrzegł, że płaci “z zastrzeżeniem zwrotu”. Do 2020 roku żadna ze stron nie kwestionowała niczego.

Potem, wiosną 2020 roku, Janusz zapytał w urzędzie dzielnicy. Odpowiedź przyszła nie wcześniej niż 15 kwietnia i była jednoznaczna: właścicielem gruntu jest miasto. Spółdzielnia nie ma ani prawa własności, ani użytkowania wieczystego. Siedzi tam bez tytułu prawnego.

Dla Janusza to była informacja o jednej treści: przez siedem lat płaciłem czynsz komuś, kto nie miał prawa go pobierać.

W sierpniu napisał do spółdzielni, że kwestionuje jej uprawnienie do czynszu i że zwrócił się do właściciela o uregulowanie zasad dalszego korzystania z powierzchni. Ale, i to sąd później podkreślił, korzystał z lokalu dalej i dalej płacił.

Spółdzielnia odpowiedziała po swojemu. 11 sierpnia 2020 roku wypowiedziała umowę z trzymiesięcznym okresem, ze skutkiem na koniec listopada. Potem pozwoliła Januszowi zostać jeszcze na dotychczasowych zasadach do końca lutego 2021 roku. Za grudzień, styczeń i luty zapłacił.

Kłódka

Po 28 lutego 2021 roku Janusz nie opróżnił warsztatu. Zostały tam narzędzia, urządzenia, sprzęt, cały jego zakład. Nie miał gdzie tego przenieść, a jednocześnie prowadził rozmowy z miastem, licząc na umowę bezpośrednio z właścicielem.

W marcu spółdzielnia założyła na drzwi dodatkową kłódkę i ustawiła przed wejściem samochód tak, że nie dało się wejść.

11 marca Janusz podpisał dokument, w którym zobowiązał się zabrać rzeczy do 18 marca i zgodził na naliczanie 100 zł za każdy dzień zwłoki do tej daty, a potem 300 zł dziennie. Zaraz po podpisaniu wpuszczono go po dokumenty i komputer. Resztę obiecał zabrać do końca miesiąca. Nie zabrał.

Później twierdził, że podpisał to pod groźbą, że rzeczy i dokumenty po prostu nie zostaną mu wydane.

Poszedł do sądu o ochronę posiadania. 14 stycznia 2022 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli nakazał usunąć kłódkę i pojazd oraz wydać mu lokal, z rygorem natychmiastowej wykonalności. Janusz odzyskał warsztat.

I wtedy prąd zaczął się wyłączać. Pracownicy spółdzielni zamontowali ogranicznik czasowy: zasilanie od ósmej rano do mniej więcej 17:10, po czym automatyczne odcięcie. Własnej umowy z dostawcą Janusz zawrzeć nie mógł, bo instalacja szła przez sieć spółdzielni. Kolejne postępowanie, kolejne zabezpieczenie, 16 maja 2022 roku sąd nakazał przywrócić stałe zasilanie i zdemontować ogranicznik. Zdjęto go 17 czerwca 2022.

Obie te sprawy Janusz wygrał prawomocnie. To będzie ważne później.

Pozew na 390 tysięcy

26 listopada 2021 roku Janusz złożył pozew w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Żądał 225 816,13 zł: 134 020,80 zł czynszu zapłaconego od lutego 2013 do lutego 2021 oraz 91 795,33 zł, które nazwał skapitalizowanymi maksymalnymi odsetkami ustawowymi za opóźnienie.

Konstrukcja prawna była prosta i intuicyjna. Skoro spółdzielnia skłamała w paragrafie pierwszym co do własności, to wprowadziła go w błąd, umowa jest nieważna jako sprzeczna z zasadami współżycia społecznego (art. 58 § 2 k.c.), a skoro nieważna, to wszystko, co na jej podstawie zapłacił, jest świadczeniem nienależnym i podlega zwrotowi z art. 405 i 410 k.c.

W lipcu 2022 rozszerzył pozew o kolejne 165 000 zł: 130 000 zł odszkodowania za utracone dochody od 8 marca 2021 do 20 stycznia 2022 (czyli za okres, gdy nie miał dostępu do warsztatu) i 35 000 zł zadośćuczynienia za, jak to nazwał, nękanie. Łącznie 390 816,13 zł.

Spółdzielnia odpowiedziała jednym zdaniem, które okazało się kręgosłupem całej obrony: najem jest stosunkiem obligacyjnym, a jego powstanie nie zależy od tego, czy wynajmujący jest właścicielem rzeczy.

Dlaczego brak własności nie unieważnia najmu

Sąd zaczął od tekstu przepisu. Art. 659 § 1 k.c.: przez umowę najmu wynajmujący zobowiązuje się oddać najemcy rzecz do używania, a najemca zobowiązuje się płacić czynsz.

I tyle. Nie ma tam słowa “właściciel”. Nie ma warunku, że wynajmować może tylko ten, komu przysługuje prawo rzeczowe. Najem tworzy więź między dwiema osobami, jedna ma dać rzecz do używania, druga ma zapłacić, a nie prawo do rzeczy skuteczne wobec świata.

Co zatem jest istotne? To, czy wynajmujący faktycznie mógł oddać rzecz i zapewnić korzystanie z niej. Sąd powołał się na utrwaloną linię Sądu Najwyższego, sięgającą wyroku z 1961 roku i potwierdzoną w 1999.

A spółdzielnia mogła i to zrobiła. Wydała Januszowi konkretne pomieszczenie, doprowadziła media, udostępniła rampę i przez blisko osiem lat pozwalała mu tam prowadzić warsztat. Janusz prowadził. Nikt go stamtąd nie wyrzucał, miasto nie zażądało od niego ani złotówki za to samo korzystanie.

Świadczenie spółdzielni nie było więc ani niemożliwe, ani pozorne. Ono zostało wykonane, w pełni, przez osiem lat.

A oświadczenie z paragrafu pierwszego? Sąd rozłożył je na części. Nie było warunkiem zawieszającym skuteczność umowy. Nie było gwarancją stanu prawnego. Nie było przesłanką obowiązku zapłaty czynszu. Umowa nigdzie nie mówiła, że czynsz należy się tylko wtedy, gdy spółdzielnia jest właścicielem, ani że zobowiązuje się w przyszłości takie prawo uzyskać. Świadczeniami wzajemnymi były: oddanie lokalu i zapłata. Oba spełniono.

Nieprawdziwość tego zdania sama przez się nie unieważniała umowy. Nie było sprzeczności z ustawą, bo żaden przepis nie zastrzega wynajmowania wyłącznie dla właścicieli. Nie było obejścia prawa. Nie było sprzeczności z zasadami współżycia społecznego, bo, jak zauważył sąd, Janusz dostał dokładnie to świadczenie, które strony przewidziały, i korzystał z niego w działalności gospodarczej.

Rok, który minął

Janusz próbował też innej drogi: pismem z 24 stycznia 2023 roku oświadczył, że uchyla się od skutków oświadczenia woli z 2013 roku, bo działał pod wpływem błędu wywołanego podstępnie.

Tu zadziałał zegar. Art. 88 § 2 k.c. daje na takie uchylenie się rok od wykrycia błędu, i jest to termin zawity, czyli po jego upływie uprawnienie po prostu przestaje istnieć.

Kiedy Janusz “wykrył błąd”? Najpóźniej wtedy, gdy składał pozew, 26 listopada 2021 roku. W samym pozwie napisał przecież, że spółdzielnia nie była właścicielem, świadomie podała nieprawdę i podstępnie go wprowadziła w błąd, i powołał na to prawomocne orzeczenia zapadłe jeszcze wcześniej. Zresztą podczas przesłuchania sam przyznał, że o braku tytułu prawnego spółdzielni wiedział już w 2019 roku.

Uchylenie się z 2023 roku było więc spóźnione o ponad rok.

Sąd dodał, że i tak nie byłoby podstępu. Samo zamieszczenie w umowie nieprawdziwego zdania o własności nie dowodzi jeszcze świadomego zamiaru wprowadzenia kogoś w błąd. Spółdzielnia latami procesowała się z miastem, próbując uregulować swój tytuł, o użytkowanie wieczyste, o zasiedzenie, i wszystkie te sprawy przegrała. Ale przegrana w 2020 roku nie jest dowodem podstępnego zamiaru w styczniu 2013.

Dwie wygrane, które nic nie dały

Janusz miał w ręku dwa prawomocne wyroki przeciwko spółdzielni: o przywrócenie posiadania lokalu i o przywrócenie dostępu do prądu. Wydawało się oczywiste, że skoro sąd stwierdził naruszenie, to należy się odszkodowanie.

Nie jest oczywiste. Art. 478 k.p.c. mówi, że w procesie posesoryjnym sąd bada wyłącznie ostatni stan posiadania i fakt jego naruszenia. Nie rozstrzyga o prawie do rzeczy, o dobrej wierze, o winie, i tym bardziej nie o tym, czy ktoś poniósł szkodę i jak dużą.

Te wyroki wiązały więc co do jednego: kłódka i ogranicznik prądu były naruszeniem posiadania, i miały zniknąć. Reszty trzeba było dowieść od nowa.

A tu Janusz nie dowiódł niczego. Kwotę 130 000 zł policzył prosto: 325 dni razy 400 zł. Nie przedstawił ksiąg podatkowych, ewidencji przychodów, deklaracji, zestawienia kosztów. Nie wskazał ani jednego konkretnego zlecenia, którego nie mógł wykonać, ani jednego klienta, który zrezygnował. Nie pokazał marży, jaką by osiągnął po odjęciu kosztów, a dzienny przychód to nie jest utracony zysk.

Co gorsza dla niego, sam przyznał podczas przesłuchania, że w tym okresie wcale nie przestał pracować: dojeżdżał do klientów i korzystał z pomieszczeń w innych warsztatach. Sąd uznał to zeznanie za wiarygodne właśnie dlatego, że działało na jego niekorzyść.

Wniosek o biegłego z rachunkowości nie mógł tego uratować. Biegły ocenia fakty udowodnione przez strony, nie tworzy brakującego materiału źródłowego i nie szuka za powoda utraconych transakcji. Bez dokumentów mógłby tylko powtórzyć założenia Janusza.

Nie pomógł też art. 322 k.p.c., który pozwala sądowi oszacować odszkodowanie “z oka”. Ten przepis wchodzi w grę dopiero wtedy, gdy istnienie szkody jest wykazane, a trudność dotyczy wyłącznie jej wysokości. Nie zastępuje dowodu na to, że szkoda w ogóle powstała.

Z 35 000 zł zadośćuczynienia było jeszcze prościej. Art. 415 k.c. jest podstawą naprawienia szkody majątkowej; krzywdy można żądać tylko tam, gdzie ustawa to przewiduje, przy rozstroju zdrowia (art. 445 k.c.) albo naruszeniu konkretnego dobra osobistego (art. 448 w zw. z art. 23 i 24 k.c.). Janusz nie wskazał, jakie dobro osobiste zostało naruszone, i nie przedstawił żadnej dokumentacji medycznej. Słowo “nękanie” nie zastępuje wskazania chronionego dobra, sposobu naruszenia i rozmiaru krzywdy.

Wyrok

9 czerwca 2026 roku Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo w całości i zasądził od Janusza na rzecz spółdzielni 10 817 zł kosztów procesu.

W uzasadnieniu znalazł się fragment, jakich w wyrokach niewiele. Sąd napisał wprost, że dostrzega, iż odcięcie dostępu do lokalu, a potem do prądu, mogło wywołać u Janusza uzasadnione poczucie krzywdy i rozgoryczenia, tym bardziej, że przez lata prowadził tam działalność, trzymał tam narzędzia, a odzyskanie dostępu wymagało od niego kolejnych procesów. I że nie bagatelizuje tych trudności.

Po czym dodał: to wszystko nie może być podstawą do zwrotu czynszu. Przez tamte lata lokal był mu udostępniony i wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem. Uwzględnienie żądania oznaczałoby, że korzystał z warsztatu kilka lat za darmo: czyli nie naprawienie niesprawiedliwości, tylko jego wzbogacenie.

Rozliczenia między spółdzielnią a miastem to odrębny stosunek prawny. Roszczenia o wydanie nieruchomości i wynagrodzenie za bezumowne korzystanie przysługują właścicielowi, miastu, a nie najemcy. Zresztą miasto samo napisało Januszowi w październiku 2022 roku, że nie może mu wydzierżawić powierzchni, skoro nie jest w stanie zapewnić mu swobodnego korzystania, i że właśnie dlatego nie widzi podstaw, by obciążać go opłatami za bezumowne korzystanie z gruntu.

Co z tej historii wynika

Wynajmujący nie musi być właścicielem. To najważniejsza rzecz w tej sprawie i najbardziej sprzeczna z intuicją. Najem jest umową o udostępnienie rzeczy do używania, nie przeniesieniem prawa. Jeśli ktoś realnie daje ci lokal, wpuszcza cię, podłącza media i pozwala pracować, czynsz mu się należy, choćby księga wieczysta mówiła co innego. Sprawdzenie księgi przed podpisaniem umowy ma sens z wielu powodów, ale nie po to, żeby móc później odzyskać zapłacony czynsz.

Fałszywe zdanie w umowie nie unieważnia jej automatycznie. Liczy się, jaką rolę to zdanie pełni w konstrukcji umowy. Oświadczenie o własności nie było tu warunkiem, gwarancją ani przesłanką zapłaty, było opisem, który okazał się nieprawdziwy. Gdyby strony zapisały, że czynsz należy się tylko właścicielowi albo że umowa wchodzi w życie pod warunkiem posiadania tytułu prawnego, sprawa mogłaby wyglądać inaczej.

Na uchylenie się od umowy zawartej pod wpływem błędu masz rok, i biegnie on od wykrycia, nie od wygodnego momentu. Janusz przegrał ten wątek na kalendarzu, nie na argumentach. Napisał w pozwie z listopada 2021, że został podstępnie wprowadzony w błąd, a formalne oświadczenie o uchyleniu się złożył dopiero w styczniu 2023. Termin zawity nie podlega przywróceniu.

Wygrana o naruszenie posiadania nie jest wygraną o odszkodowanie. To dwa różne postępowania badające dwie różne rzeczy. Sprawa posesoryjna odpowiada wyłącznie na pytanie “kto ostatnio posiadał i czy naruszono to posiadanie”. O szkodzie, jej wysokości i związku przyczynowym trzeba przekonywać sąd od zera, w osobnym procesie.

Utracony zysk trzeba udowodnić dokumentami, nie mnożeniem. “325 dni razy 400 zł” to nie jest wyliczenie szkody, tylko hipoteza. Sąd chce zobaczyć księgi, deklaracje, konkretne odwołane zlecenia, porównanie wyników sprzed zdarzenia i po nim, i różnicę między przychodem a zyskiem. Biegły tych dokumentów za ciebie nie wytworzy, a art. 322 k.p.c. nie działa, dopóki nie udowodnisz, że szkoda w ogóle istnieje.

Poczucie krzywdy nie jest podstawą prawną. Ten wyrok jest o tym w całości. Sąd uwierzył Januszowi, że został potraktowany źle, napisał to czarno na białym, i oddalił jego powództwo w stu procentach, dokładając 10 817 zł kosztów. Do sądu idzie się z przepisem i z dowodami, nie z rachunkiem krzywd.

Jak to się potoczyło

  1. 18 stycznia 2013

    Umowa najmu i jedno zdanie w paragrafie 1

    Spółdzielnia oświadcza w umowie, że jest właścicielem zespołu budynków. Janusz wynajmuje 48 m² za 26 zł/m², czyli 1 248 zł netto miesięcznie. Umowa zaczyna obowiązywać 15 lutego.

  2. 15 kwietnia 2020

    Pismo z urzędu dzielnicy

    Janusz dowiaduje się, że właścicielem gruntu jest miasto, a spółdzielnia nie ma ani własności, ani użytkowania wieczystego.

  3. 25 sierpnia 2020

    Kwestionuje prawo do czynszu, i płaci dalej

    Pisze do spółdzielni, że nie ma ona uprawnienia do pobierania czynszu. Mimo to nadal korzysta z lokalu i reguluje faktury.

  4. 11 sierpnia 2020

    Wypowiedzenie najmu

    Spółdzielnia wypowiada umowę z trzymiesięcznym okresem, ze skutkiem na 30 listopada 2020. Potem pozwala korzystać z lokalu jeszcze do 28 lutego 2021.

  5. marzec 2021

    Kłódka na drzwiach

    Janusz nie opróżnia lokalu. Spółdzielnia zakłada dodatkową kłódkę i zastawia wejście samochodem. 11 marca Janusz podpisuje zobowiązanie: 100 zł, a potem 300 zł za każdy dzień pozostawienia rzeczy.

  6. 26 listopada 2021

    Pozew o 225 816,13 zł

    Żąda zwrotu 134 020,80 zł czynszu za osiem lat plus 91 795,33 zł skapitalizowanych odsetek maksymalnych.

  7. 14 stycznia 2022

    Wygrywa sprawę o posiadanie

    Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli nakazuje usunąć kłódkę i pojazd oraz wydać lokal. Janusz odzyskuje warsztat, i rozszerza pozew o 165 000 zł.

  8. 9 czerwca 2026

    Oddalenie w całości

    Po niemal pięciu latach procesu Sąd Okręgowy oddala wszystkie żądania i zasądza od Janusza 10 817 zł kosztów.

Jak orzekł sąd

Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo w całości i obciążył powoda kosztami 10 817 zł. Uzasadnienie: najem to stosunek obligacyjny, art. 659 § 1 k.c. nie uzależnia ważności umowy od tego, czy wynajmujący jest właścicielem rzeczy. Wystarczy, że faktycznie może oddać ją do używania i zapewnić korzystanie, a spółdzielnia to robiła przez blisko osiem lat. Skoro umowa była ważna i obie strony ją wykonały, czynsz nie był świadczeniem nienależnym w rozumieniu art. 410 § 2 k.c. Uchylenie się od skutków oświadczenia woli spóźniło się, roczny termin z art. 88 § 2 k.c. liczony od wykrycia błędu już upłynął. Roszczeń o 130 000 zł utraconych dochodów i 35 000 zł zadośćuczynienia powód nie udowodnił: nie przedstawił żadnej dokumentacji księgowej ani medycznej. Rozliczenia spółdzielni z miastem to, jak ujął sąd, odrębny stosunek prawny, roszczenia z tego tytułu przysługują miastu, nie najemcy.

Podstawa prawna

  • art. 659 § 1 k.c.: definicja najmu, wynajmujący oddaje rzecz do używania, najemca płaci czynsz. Przepis nie wymaga, by wynajmujący był właścicielem
  • art. 58 § 1 i 2 k.c.: nieważność czynności sprzecznej z ustawą, mającej na celu obejście ustawy albo sprzecznej z zasadami współżycia społecznego; sąd nie znalazł tu żadnej z tych przesłanek
  • art. 405 w zw. z art. 410 § 1 i 2 k.c.: nienależne świadczenie, podlega zwrotowi m.in. gdy podstawa odpadła, cel świadczenia nie został osiągnięty albo umowa była nieważna
  • art. 84 § 1, art. 86 § 1 i art. 88 § 2 k.c.: błąd i podstęp przy zawarciu umowy; uprawnienie do uchylenia się wygasa po roku od wykrycia błędu
  • art. 415 k.c. w zw. z art. 361 § 1 i 2 k.c.: odpowiedzialność za szkodę, trzeba wykazać bezprawność, winę, szkodę i normalny związek przyczynowy
  • art. 6 k.c. i art. 232 k.p.c.: ciężar dowodu spoczywa na tym, kto z faktu wywodzi skutki prawne
  • art. 322 k.p.c.: sąd może oszacować wysokość odszkodowania, ale dopiero gdy samo istnienie szkody zostało wykazane
  • art. 478 k.p.c.: w sprawie o naruszenie posiadania sąd bada tylko ostatni stan posiadania i fakt jego naruszenia, nie rozstrzyga o prawie do rzeczy
  • art. 189 k.p.c.: powództwo o ustalenie wymaga interesu prawnego; nie ma go ten, kto może dochodzić zapłaty
  • art. 445 i art. 448 w zw. z art. 23 i 24 k.c.: zadośćuczynienie przysługuje tylko za rozstrój zdrowia albo naruszenie konkretnego dobra osobistego

Sąd Okręgowy w Warszawie

Sygnatura akt: I C 2384/21

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej


Stary dom z zabudowaniami gospodarczymi i studnią na podwórku, o zmierzchu
Historia z sądu
Nieruchomości

Wpłacił 80 tysięcy zaliczki. Właściciel wysłał jedno pismo i kazał się wyprowadzić

Osiemdziesiąt tysięcy złotych wpłacone w ratach przez sześć lat. Pytanie brzmiało: czy człowiek, który mieszka w domu i płaci 250 zł miesięcznie, jest lokatorem, czy tylko gościem.

I ACa 362/12
Osobowy samochód zakopany po osie w rozmokniętym błocie na skraju podmokłej łąki, zimowy dzień, otwarte drzwi, na siedzeniu śmieci
Historia z sądu
Nieruchomości

Wypożyczalnia znalazła swoje auto zastępcze zakopane w bagnie. Rachunek: dziesięć pozycji

Wypożyczalnia policzyła 11 060,47 zł: holowanie, opłatę za obsługę nocną i osiem kar umownych, od palenia papierosów po wyjazd za granicę. Pytanie brzmiało, które z tych zarzutów da się udowodnić.

I C 332/25
Klatka schodowa przedwojennej kamienicy w latach pięćdziesiątych: kobieta z tekturową walizką i dzieckiem stoi przed drzwiami mieszkania, w ręku trzyma urzędowe pismo z pieczęcią, obok starszy mężczyzna w kamizelce patrzy z progu, odrapane ściany, żarówka bez klosza
1945-1994
Nieruchomości

Właściciel kamienicy dostał pismo z urzędu. Dowiedział się z niego, kto będzie mieszkał w jego mieszkaniu

W PRL o tym, kto zajmie lokal, decydowała nie umowa najmu, lecz decyzja administracyjna o przydziale. Kwaterunek działał od 1945 do 1994 roku, a prawa wywodzone z tych decyzji funkcjonują w polskich sądach do dziś.

Wydział Kwaterunkowy Prezydium Miejskiej Rady Narodowej
Dziedziniec dworu w Polsce jesienią 1945 roku: urzędnik w płaszczu z teczką i grupa chłopów przy stole wyniesionym na zewnątrz, na blacie rozłożona mapa gruntów i akta, w tle klasycystyczny dwór z kolumnami i wóz konny, mglisty poranek
1944-1945
Nieruchomości

Dekret miał osiem stron i podzielił majątki w kilka tygodni. Spory o niego toczą się osiemdziesiąt lat

Dekret PKWN z 6 września 1944 roku o przeprowadzeniu reformy rolnej przejął majątki powyżej ustalonej wielkości bez odszkodowania. Do dziś jego wykładnia decyduje o sprawach przed sądami administracyjnymi, bo cały spór sprowadza się do tego, co dokładnie dekret obejmował.

Powiatowy Urząd Ziemski / Wojewódzki Urząd Ziemski