Stacja paliw z myjnią samochodową i parkingiem, na pierwszym planie rozkopany wykop z rurą kanalizacyjną przy granicy działki

Sąsiad odciął im kanalizację. Sąd napisał, że powinni wygrać, i oddalił pozew

Możliwość odprowadzania ścieków ze stacji paliw i myjni. A prawnie, pytanie, czy sąd w sprawie o naruszenie posiadania może oddalić pozew, bo powód zachował się nieładnie.

Nieruchomości Sąd Okręgowy w Gliwicach wyrok z 21 maja 2026 7 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Dwie sąsiadujące działki. Ścieki ze stacji paliw od lat spływały do kanalizacji publicznej rurą biegnącą przez sąsiednią nieruchomość sprzedawcy.
Dwie sąsiadujące działki. Ścieki ze stacji paliw od lat spływały do kanalizacji publicznej rurą biegnącą przez sąsiednią nieruchomość sprzedawcy.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Krystian i Xenia Ulmanowie, powodowie, nabywcy nieruchomości (postać fikcyjna)

    Krystian i Xenia Ulmanowie

    powodowie, nabywcy nieruchomości

    Małżeństwo po czterdziestce prowadzące stację paliw z myjnią. Kupili nieruchomość we wrześniu 2023 roku i przez rok odprowadzali ścieki tak, jak robiono to przed nimi, rurą przez działkę sprzedawcy.

  • Spółka sprzedająca nieruchomość, pozwana, spółka z o.o. (postać fikcyjna)

    Spółka sprzedająca nieruchomość

    pozwana, spółka z o.o.

    Właścicielka sąsiedniej działki, przez którą biegła instalacja kanalizacyjna. Sprzedała powodom stację paliw, po roku wysłała trzy pisma zapowiadające odcięcie i zablokowała przepływ.

  • Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach, sąd pierwszej instancji (postać fikcyjna)

    Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach

    sąd pierwszej instancji

    Napisał w uzasadnieniu, że przesłanki powództwa są spełnione i powinno ono zostać uwzględnione, po czym oddalił je na podstawie art. 5 k.c.

  • Sąd Okręgowy w Gliwicach, sąd drugiej instancji (postać fikcyjna)

    Sąd Okręgowy w Gliwicach

    sąd drugiej instancji

    Stwierdził nierozpoznanie istoty sprawy i odesłał ją z instrukcją, co należy ustalić od nowa.

Przez sąsiednią działkę biegła rura. Zwykła rura kanalizacyjna, przez którą ścieki ze stacji paliw, myjni samochodowej i budynku przemysłowego spływały do kanalizacji publicznej. Działała tak od lat, również w dniu, w którym nieruchomość zmieniła właściciela.

11 września 2023 roku spółka sprzedała te działki małżeństwu Ulmanów. Stacja paliw, myjnia, budynek przemysłowy, parking. Wszystko opisane, wycenione i przeniesione aktem notarialnym.

Umowa nie regulowała kwestii przyłącza kanalizacyjnego. Ani słowem.

Nikt się nad tym wtedy nie zastanawiał. Rura działała, ścieki odpływały, interes szedł dalej. Problem pojawił się rok później, i nie zaczął się od kanalizacji.

Wojna na pisma

Od sierpnia 2024 roku między nowymi właścicielami a spółką zaczęła się wymiana korespondencji. Sąd ustalił jej treść w jednym zdaniu, które mówi wszystko o atmosferze: strony kierowały wobec siebie pretensje w różnych sprawach, leasingu samochodu, demontażu instalacji fotowoltaicznej, parkowania samochodów, przekazania usług telekomunikacyjnych oraz odpływu ścieków kanalizacyjnych.

Pięć osobnych sporów naraz, między ludźmi, którzy rok wcześniej podpisali razem akt notarialny.

Pismem z 6 września 2024 roku spółka poinformowała, że od 12 września nie będzie już możliwości odprowadzania ścieków przez jej nieruchomość.

Pismem z 26 września wezwała małżeństwo do zaprzestania “bezprawnego odprowadzania ścieków”.

Pismem z 11 października wyznaczyła nowy termin: od 17 października kanalizacja przestaje działać.

Na przełomie października i listopada 2024 roku wydarzyły się dwie rzeczy naraz. Ulmanowie we własnym zakresie wybudowali przyłącze kanalizacyjne swoich działek. A spółka zablokowała przepływ przez swoją.

Potem małżeństwo złożyło pozew.

Czego dotyczy sprawa o naruszenie posiadania

Roszczenie było posesoryjne, o przywrócenie naruszonego posiadania i zakazanie spółce takich robót remontowych, które pozbawiłyby powodów możliwości odprowadzania ścieków.

To szczególny rodzaj sprawy. Art. 344 § 1 k.c. daje posiadaczowi ochronę przeciwko temu, kto samowolnie naruszył posiadanie, i nie pyta, czy posiadacz miał do tego prawo. Art. 478 k.p.c. mówi wprost: w sprawach o naruszenie posiadania sąd bada jedynie ostatni stan posiadania i fakt jego naruszenia, nie rozpoznając samego prawa ani dobrej wiary pozwanego.

Sens tej konstrukcji jest praktyczny. Chodzi o to, żeby nikt nie egzekwował swoich racji siłą. Nawet właściciel, nawet mając rację, nie może po prostu zamurować rury sąsiada, ma iść do sądu. Postępowanie posesoryjne przywraca stan faktyczny, a spór o prawo toczy się osobno.

Sąd Najwyższy ujął to tak, że żądanie przywrócenia naruszonego posiadania nie jest żądaniem skierowanym do prawa, lecz dotyczy stanu faktycznego, nie zmierza do pozbawienia naruszyciela prawa do rzeczy, tylko do odzyskania faktycznego władztwa w związku z samowolą uprawnionego w realizowaniu przysługującego mu prawa.

Wyrok, który sam siebie podważa

Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach przeszedł tę drogę bez zająknięcia. Uznał, że powodowie byli posiadaczami infrastruktury kanalizacyjnej na działce spółki, ich ścieki spływały do kanalizacji publicznej rurami znajdującymi się w cudzej ziemi. Stwierdził, że posiadanie było bezumowne, bo strony nie zawarły żadnej umowy, nawet dorozumianego użyczenia. A gdyby przyjąć, że użyczenie jednak było, to zostało wypowiedziane pismem z 12 września 2024 roku.

I napisał zdanie, które później stało się głównym argumentem apelacji: sąd bada jedynie fakty posiadania oraz naruszenia, bez badania stanu prawnego, a zbadanie tych przesłanek prowadziłoby do uwzględnienia powództwa.

Po czym powództwo oddalił.

Podstawą był art. 5 k.c., nadużycie prawa podmiotowego. Sąd uznał, że powszechnie uznaną w społeczeństwie wartością jest potępienie dla zachowania polegającego na czerpaniu korzyści z cudzego dobra bez ponoszenia kosztów. I że dokładnie taką postawą wykazali się powodowie.

Rozumowanie było takie: przy negocjowaniu sprzedaży nie domagali się uregulowania przyłącza w umowie. Po zakupie nie zaproponowali, że chcą za korzystanie zapłacić. Dopiero pisma spółki zmusiły ich do zbudowania własnego przyłącza, a kiedy już je mieli, poszli do sądu. Uwzględnienie powództwa, stwierdził sąd, prowadziłoby do przywrócenia niezgodnego z prawem stanu, w którym powodowie nadal korzystają z cudzej kanalizacji bez podstawy umownej i bez obowiązku zapłaty.

W uzasadnieniu padło ekonomiczne pojęcie: efekt gapowicza. Sąd zasądził od małżeństwa solidarnie 917 zł kosztów.

Trzy zarzuty apelacji

Ulmanowie zaskarżyli wyrok w całości.

Zarzucili przede wszystkim, że sąd pominął zeznania świadka i przedstawiciela pozwanej spółki złożone na rozprawie, z których wynikało, że spółka rozliczała się z nimi fakturami za korzystanie z instalacji wodno-kanalizacyjnej. Jeśli sprzedawca fakturował świadczenia i czerpał z nich pożytek, to akceptował korzystanie z infrastruktury, a cała narracja o bezpłatnym pasożytowaniu się rozpada.

Zarzucili też, że sąd nie ustalił, iż odcięcie kanalizacji nie miało realnych przyczyn technicznych, tylko było działaniem odwetowym, i że pozwana działała ze świadomością wyrządzenia szkody.

I wreszcie zarzut najmocniejszy, prawny: sąd wyszedł poza zakres swojej kognicji. Art. 478 k.p.c. ogranicza go do ostatniego stanu posiadania i faktu naruszenia, a tymczasem sąd zajął się ważeniem sprawiedliwości rozliczeń i rozważaniami ekonomicznymi o gapowiczach. Dodali też, że pozwana spółka w ogóle nie powoływała się na art. 5 k.c., sąd sięgnął po ten przepis z własnej inicjatywy, a poza tym sama nie miała “czystych rąk”, skoro to ona odcięła rurę.

Dlaczego apelacja wygrała

Sąd Okręgowy w Gliwicach uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, stwierdzając nierozpoznanie istoty sprawy.

Punkt wyjścia był taki: art. 5 k.c. w sprawie posesoryjnej nie jest zakazany, ale próg jest wyjątkowo wysoki. Sąd Okręgowy powołał się na orzeczenie Sądu Najwyższego z 6 maja 1974 roku i przyjął jego stanowisko za własne, powództwo o naruszenie posiadania powinno ulec oddaleniu tylko w razie rażącej kolizji roszczenia z zasadami współżycia społecznego.

Nie “kolizji”. Rażącej.

Nadużycie prawa, wyjaśniał dalej sąd, to anormalne używanie prawa przeciwne jego przeznaczeniu gospodarczemu lub społecznemu, dla motywów aspołecznych, potępione w opinii społecznej. Ocena wymaga całokształtu szczególnych okoliczności konkretnej sprawy.

Potem Sąd Okręgowy rozprawił się z konstrukcją “gapowicza”. Argument brzmiał tak: efekt gapowicza to niewątpliwie realny problem ekonomiczny, ale dotyczy w znacznej mierze wydatkowania środków publicznych i korzystania z zasobów wspólnych, a przeciwdziała mu się zwykle działaniami administracyjnymi, władczymi. Tymczasem tu spór toczy się nie między podmiotami prawa administracyjnego, lecz cywilnego. Już z tych względów zastosowanie tego wzorca zachowania było nieuzasadnione.

Sąd zwrócił też uwagę na dwie rzeczy, które sąd rejonowy pominął albo zbagatelizował.

Po pierwsze, pozwana nie zaprzeczała, że wyraziła zgodę na korzystanie z instalacji do odprowadzania ścieków. Po drugie, rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki, wymaga w § 47, żeby budynek wyposażony w instalację wodociągową miał zapewnione odprowadzenie ścieków. Kanalizacja nie jest udogodnieniem, jest warunkiem legalnego funkcjonowania obiektu.

Konflikt między stronami sąd uznał za rzecz normalną: wynika z odmiennego pojmowania tego, co było przedmiotem sprzedaży i w jakim zakresie kupujący korzystali z władztwa prekaryjnego. To istota sporu cywilnego, nie dowód aspołecznych motywów.

Konkluzja: nie sposób uznać, że działanie powodów stanowiło nadużycie prawa, a już na pewno brak podstaw, by uznać je za rażące. Art. 5 k.c. został zastosowany bezpodstawnie.

Co ma zrobić sąd rejonowy

Uchylenie na podstawie art. 386 § 4 k.p.c. oznacza, że sprawa wraca do początku, bo istota sporu nigdy nie została zbadana. Sąd Okręgowy zostawił jednak instrukcję.

Sąd rejonowy ma ustalić, czy posiadanie w ogóle miało miejsce i w jakim zakresie zostało naruszone. Ma też uwzględnić dwa fakty, które zmieniają obraz sprawy: że odprowadzanie ścieków było okresowo refakturowane, oraz że powodowie wybudowali własne przyłącze kanalizacyjne, i ustalić, jaki to ma wpływ na stosunki prawne między stronami oraz na zasadność roszczenia.

To drugie pytanie jest realne: jeśli mają już swoją kanalizację, co dokładnie miałoby zostać przywrócone.

Co z tej historii wynika

W sprawie o naruszenie posiadania sąd nie rozstrzyga, kto ma rację. Art. 478 k.p.c. zawęża badanie do dwóch faktów: jaki był ostatni stan posiadania i czy został naruszony. Właściciel nie może bronić się tym, że to on jest właścicielem. Postępowanie posesoryjne istnieje po to, żeby sporów nie rozstrzygało się siłą, koparką ani zaślepką na rurze.

Art. 5 k.c. nie jest furtką do orzekania po uważaniu. W sprawie posesoryjnej ochrony można odmówić tylko przy rażącej kolizji z zasadami współżycia społecznego. Sąd rejonowy sam napisał, że przesłanki powództwa są spełnione, a potem oddalił je z powodów moralno-ekonomicznych, i właśnie to zostało uznane za nierozpoznanie istoty sprawy.

Przy zakupie nieruchomości sprawdza się media, nie tylko granice. Cała sprawa zaczęła się od jednego zdania w ustaleniach: umowa nie regulowała kwestii przyłącza kanalizacyjnego. Stacja paliw działała, bo rura biegła przez cudzą działkę na niepisanych zasadach. Służebność przesyłu wpisana do księgi wieczystej albo choćby umowa na piśmie kosztowałaby przy transakcji kilkaset złotych.

Faktura potrafi wywrócić całą narrację. Sąd pierwszej instancji zbudował uzasadnienie na tezie, że powodowie korzystali z cudzej infrastruktury nie ponosząc kosztów. Apelacja przypomniała, że spółka refakturowała im te świadczenia, a Sąd Okręgowy nakazał ten fakt uwzględnić przy ponownym rozpoznaniu. Płatność, nawet nieregularna, jest dowodem na to, że korzystanie było akceptowane.

Uchylenie wyroku to nie wygrana. Ulmanowie nie odzyskali kanalizacji ani nie usłyszeli, że mieli rację. Sprawa wraca do pierwszej instancji, gdzie dopiero zostanie zbadane, czy byli posiadaczami i co właściwie im naruszono. Dwa lata procesu przyniosły na razie tyle, że sąd musi zacząć od nowa, tym razem bez skrótu.

Jak to się potoczyło

  1. 11 września 2023

    Sprzedaż nieruchomości

    Spółka sprzedaje małżeństwu działki ze stacją paliw, myjnią, budynkiem przemysłowym i parkingiem. Umowa nie reguluje kwestii przyłącza kanalizacyjnego.

  2. sierpień 2024

    Wymiana pism

    Zaczyna się korespondencja pełna wzajemnych pretensji: leasing samochodu, demontaż fotowoltaiki, parkowanie, usługi telekomunikacyjne, i odpływ ścieków.

  3. 6 września 2024

    Pierwsza zapowiedź odcięcia

    Spółka informuje, że od 12 września nie będzie możliwości odprowadzania ścieków przez jej nieruchomość.

  4. 26 września 2024

    Wezwanie do zaprzestania

    Spółka wzywa nabywców do zaprzestania „bezprawnego odprowadzania ścieków".

  5. 11 października 2024

    Druga zapowiedź

    Nowy termin: od 17 października kanalizacja przestaje działać.

  6. przełom października i listopada 2024

    Odcięcie i własne przyłącze

    Małżeństwo we własnym zakresie buduje przyłącze kanalizacyjne swoich działek, a spółka blokuje przepływ przez swoją.

  7. 10 września 2025

    Pierwsza instancja: powództwo oddalone

    Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach uznaje, że przesłanki roszczenia są spełnione, ale odmawia ochrony z powodu nadużycia prawa. Zasądza od powodów 917 zł kosztów.

  8. 21 maja 2026

    Wyrok uchylony

    Sąd Okręgowy w Gliwicach stwierdza nierozpoznanie istoty sprawy i przekazuje ją do ponownego rozpoznania.

Jak orzekł sąd

Sąd Okręgowy w Gliwicach uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, stwierdzając nierozpoznanie istoty sprawy. Uznał, że sąd rejonowy bezpodstawnie zastosował art. 5 k.c.: w sprawie posesoryjnej powództwo można oddalić z powodu nadużycia prawa tylko przy RAŻĄCEJ kolizji roszczenia z zasadami współżycia społecznego, a takiej tu nie było. Ekonomiczny model „efektu gapowicza", którym posłużył się sąd pierwszej instancji, dotyczy głównie wydatkowania środków publicznych i działań administracyjnych, a spór toczy się między podmiotami prawa cywilnego. Sąd Okręgowy polecił przy ponownym rozpoznaniu ustalić, czy posiadanie w ogóle miało miejsce i w jakim zakresie zostało naruszone, oraz uwzględnić, że odprowadzanie ścieków było okresowo refakturowane, a powodowie wybudowali własne przyłącze.

Podstawa prawna

  • art. 344 § 1 k.c.: roszczenie posesoryjne, posiadaczowi przysługuje żądanie przywrócenia stanu poprzedniego i zaniechania naruszeń przeciwko temu, kto samowolnie naruszył posiadanie
  • art. 478 k.p.c.: w sprawach o naruszenie posiadania sąd bada wyłącznie ostatni stan posiadania i fakt naruszenia, nie rozpoznając prawa ani dobrej wiary pozwanego
  • art. 352 k.c.: posiadanie służebności, faktyczne władztwo nad cudzą nieruchomością w zakresie odpowiadającym treści służebności
  • art. 5 k.c.: nadużycie prawa podmiotowego; w sprawie posesoryjnej stosowany tylko przy rażącej kolizji z zasadami współżycia społecznego
  • art. 233 § 1 k.p.c.: granice swobodnej oceny dowodów
  • art. 328 § 2 k.p.c.: wymogi uzasadnienia wyroku
  • art. 386 § 4 k.p.c.: uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania w razie nierozpoznania istoty sprawy

Sąd Okręgowy w Gliwicach

Sygnatura akt: III Ca 1296/25

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej


Stary dom z zabudowaniami gospodarczymi i studnią na podwórku, o zmierzchu
Historia z sądu
Nieruchomości

Wpłacił 80 tysięcy zaliczki. Właściciel wysłał jedno pismo i kazał się wyprowadzić

Osiemdziesiąt tysięcy złotych wpłacone w ratach przez sześć lat. Pytanie brzmiało: czy człowiek, który mieszka w domu i płaci 250 zł miesięcznie, jest lokatorem, czy tylko gościem.

I ACa 362/12
Osobowy samochód zakopany po osie w rozmokniętym błocie na skraju podmokłej łąki, zimowy dzień, otwarte drzwi, na siedzeniu śmieci
Historia z sądu
Nieruchomości

Wypożyczalnia znalazła swoje auto zastępcze zakopane w bagnie. Rachunek: dziesięć pozycji

Wypożyczalnia policzyła 11 060,47 zł: holowanie, opłatę za obsługę nocną i osiem kar umownych, od palenia papierosów po wyjazd za granicę. Pytanie brzmiało, które z tych zarzutów da się udowodnić.

I C 332/25
Klatka schodowa przedwojennej kamienicy w latach pięćdziesiątych: kobieta z tekturową walizką i dzieckiem stoi przed drzwiami mieszkania, w ręku trzyma urzędowe pismo z pieczęcią, obok starszy mężczyzna w kamizelce patrzy z progu, odrapane ściany, żarówka bez klosza
1945-1994
Nieruchomości

Właściciel kamienicy dostał pismo z urzędu. Dowiedział się z niego, kto będzie mieszkał w jego mieszkaniu

W PRL o tym, kto zajmie lokal, decydowała nie umowa najmu, lecz decyzja administracyjna o przydziale. Kwaterunek działał od 1945 do 1994 roku, a prawa wywodzone z tych decyzji funkcjonują w polskich sądach do dziś.

Wydział Kwaterunkowy Prezydium Miejskiej Rady Narodowej
Dziedziniec dworu w Polsce jesienią 1945 roku: urzędnik w płaszczu z teczką i grupa chłopów przy stole wyniesionym na zewnątrz, na blacie rozłożona mapa gruntów i akta, w tle klasycystyczny dwór z kolumnami i wóz konny, mglisty poranek
1944-1945
Nieruchomości

Dekret miał osiem stron i podzielił majątki w kilka tygodni. Spory o niego toczą się osiemdziesiąt lat

Dekret PKWN z 6 września 1944 roku o przeprowadzeniu reformy rolnej przejął majątki powyżej ustalonej wielkości bez odszkodowania. Do dziś jego wykładnia decyduje o sprawach przed sądami administracyjnymi, bo cały spór sprowadza się do tego, co dokładnie dekret obejmował.

Powiatowy Urząd Ziemski / Wojewódzki Urząd Ziemski