Ekran laptopa z otwartą bankowością internetową i wyskakującym oknem programu do zdalnego pulpitu, obok telefon z serią SMS-ów, wieczorne oświetlenie pokoju

Wygrał z bankiem: sąd orzekł, że kredyty nie istnieją. Bank wrócił po te same 93 tysiące

93 000 zł z trzech kredytów, których sąd wcześniej uznał za nieistniejące, plus 26 300 zł własnych oszczędności, które zniknęły przy okazji. Pytanie brzmiało, kto ponosi ryzyko oszustwa: bank czy ofiara.

Prawo cywilne Sąd Rejonowy w Giżycku wyrok z 25 czerwca 2026 7 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Pieniądze z trzech kredytów trafiły na rachunek pozwanego, a stamtąd, w ciągu minut, na konta w Polsce i Estonii.
Pieniądze z trzech kredytów trafiły na rachunek pozwanego, a stamtąd, w ciągu minut, na konta w Polsce i Estonii.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Wiktor Borys, pozwany, posiadacz rachunku (postać fikcyjna)

    Wiktor Borys

    pozwany, posiadacz rachunku

    Mężczyzna w średnim wieku, dwa lata wcześniej wpłacił 250 dolarów na platformę do handlu kryptowalutami i zapomniał o tym. Odebrał telefon z informacją, że jego inwestycja urosła do czterech tysięcy dolarów.

  • Bank, powód, niedoszły kredytodawca (postać fikcyjna)

    Bank

    powód, niedoszły kredytodawca

    Wypłacił 93 000 zł z trzech umów kredytu konsumenckiego, przegrał sprawę o ich ustalenie w dwóch instancjach, a potem pozwał klienta o zwrot tych samych pieniędzy jako nienależnego świadczenia.

  • Rozmówca podający się za doradcę, sprawca oszustwa (postać fikcyjna)

    Rozmówca podający się za doradcę

    sprawca oszustwa

    Zadzwonił jako przedstawiciel firmy inwestycyjnej, zaproponował wypłatę zysku i namówił na instalację aplikacji do zdalnego pulpitu. Poprosił, by nie dzwonić na infolinię do jedenastej następnego dnia.

  • Biegły informatyk, biegły sądowy (postać fikcyjna)

    Biegły informatyk

    biegły sądowy

    Wyjaśnił, że systemy bankowe nie wykrywają działania aplikacji do zdalnej obsługi pulpitu i nie mogą jej zablokować. Jego opinia ostatecznie zyskała aprobatę obu stron.

Telefon zadzwonił 23 marca 2021 roku. Mężczyzna po drugiej stronie przedstawił się jako pracownik firmy inwestycyjnej i miał dobrą wiadomość.

Dwa lata wcześniej Wiktor Borys wpłacił na platformę handlującą kryptowalutami 250 dolarów. Przelew poszedł na konto zarejestrowane w Estonii i tam sprawa umarła, przez kolejne dwa lata nikt się nie odezwał, żadnych wpływów nie było.

Teraz okazało się, że te 250 dolarów urosło do 4 000 dolarów. Wystarczy je odebrać.

Żeby wypłacić pieniądze, rozmówca poprosił Wiktora o zalogowanie się na konto bankowe. Część miała pójść bezpośrednio na rachunek, część na kartę debetową przypisaną do konta. A żeby przyspieszyć transakcję, trzeba zainstalować małą aplikację. AnyDesk, program do zdalnego dostępu do pulpitu.

Wiktor zainstalował ją na komputerze i na smartfonie.

Okno przeglądarki z otwartą stroną banku samo się zminimalizowało. Telefon zaczął, jak to później zapisano w aktach, “nietypowo się zachowywać”.

Osiem minut, w których wszystko przepadło

Rozmówca poprosił jeszcze o numer karty płatniczej. Wiktor go podał.

W tym samym czasie na jego telefon zaczęły przychodzić SMS-y. O zaciągnięciu kredytu. O wykonaniu przelewów na rzecz osoby, której nie znał.

Zapytał. Rozmówca zapewnił, że to błąd systemu, i poprosił, żeby wstrzymał się z dzwonieniem na infolinię banku do jedenastej następnego dnia, bo infolinie są teraz zamknięte.

Wiktor zadzwonił nazajutrz o jedenastej. Usłyszał, że na koncie nie ma nic.

W jego imieniu zawarto trzy umowy kredytu konsumenckiego na łączną kwotę 93 000 zł. Pieniądze trafiły na jego rachunek i niemal natychmiast zostały przelane na konta innej osoby, zarejestrowane w Polsce i w Estonii. Razem z nimi zniknęły jego własne oszczędności, 26 300 zł.

Zawiadomił policję. Prokuratura wszczęła dochodzenie o czyn z art. 287 § 1 k.k. w związku z art. 286 § 1 k.k., oszustwo komputerowe w zbiegu z oszustwem klasycznym. 9 kwietnia 2021 roku prokurator zablokował na rachunkach odbiorcy przelewów 86 000 zł i 18 000 zł.

Złożył też reklamację w banku. Bank odmówił, odpowiadając, że umowy kredytu zostały prawidłowo zawarte i zautoryzowane zgodnie z regulaminem, podobnie jak transakcje, a pełną odpowiedzialność ponosi właściciel rachunku.

Pierwsza sprawa: wygrana

Wiktor poszedł do sądu i wygrał.

Wyrokiem z 5 kwietnia 2022 roku Sąd Okręgowy w Olsztynie w sprawie I C 607/21 ustalił, że umowy kredytu konsumenckiego nie istnieją. 31 maja 2023 roku Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymał to orzeczenie w mocy.

Prawnie kredytów nie było. Nie ma zobowiązania, nie ma harmonogramu spłat, nie ma odsetek.

Wydawałoby się, że sprawa zamknięta.

Druga sprawa: te same pieniądze, inna podstawa

Bank złożył nowy pozew, tym razem nie z umowy, tylko z bezpodstawnego wzbogacenia.

Logika była prosta i, jak się okazało, skuteczna. Skoro umów nie ma, to bank przelał 93 000 zł bez podstawy prawnej. A świadczenie spełnione bez podstawy prawnej trzeba zwrócić.

Art. 410 § 2 k.c. definiuje świadczenie nienależne między innymi jako takie, gdzie czynność prawna zobowiązująca do świadczenia była nieważna i nie stała się ważna po spełnieniu świadczenia. Nienależne świadczenie to szczególna postać bezpodstawnego wzbogacenia z art. 405 k.c., kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, musi ją zwrócić.

Wiktor bronił się tym, co wydaje się oczywiste każdemu, kto zna tę historię: nigdy tych pieniędzy nie miał. Nie zawierał umów, nie dysponował kwotą, została wyprowadzona w tym samym momencie, w którym wpłynęła. A poza tym stracił jeszcze własne oszczędności.

To jest zarzut z art. 409 k.c., obowiązek wydania korzyści wygasa, jeżeli ten, kto ją uzyskał, zużył ją lub utracił w taki sposób, że nie jest już wzbogacony, chyba że wyzbywając się jej powinien był liczyć się z obowiązkiem zwrotu.

Sąd Rejonowy w Giżycku odrzucił ten zarzut w całości.

Dlaczego “nie miałem tych pieniędzy” nie zadziałało

Uzasadnienie opiera się na jednym punkcie w czasie.

Sąd stwierdził, że dla powstania roszczenia o zwrot nienależnego świadczenia decydujące znaczenie ma moment przekazania środków do majątku pozwanego. Z chwilą zaksięgowania 93 000 zł na osobistym rachunku Wiktora nastąpiło zwiększenie jego stanu majątkowego, i to właśnie wtedy stał się jedynym prawnym dysponentem tych pieniędzy.

To, co stało się później, jest już inną historią. Sąd napisał wprost: dyspozycje przelewów podjęli faktycznie cyberprzestępcy, a nie sam pozwany, ale to pozwany udostępnił im wszelkie dane umożliwiające dokonanie tych czynności.

I dalej, z perspektywy banku: określenie, czy pieniądze przelał sam posiadacz rachunku, czy osoba trzecia, której udostępnił dostęp, pełnomocnik, ktoś bliski czy cyberprzestępca, nie ma większego znaczenia. Istotne jest to, że przelew nastąpił i że nie był skutkiem awarii systemu ani przyczyn leżących po stronie banku.

Sąd nazwał zachowanie pozwanego po imieniu: udostępnił kody dostępowe i możliwość swobodnego operowania rachunkiem, “czy to w sposób świadomy, czy to wykazując się dość rozbudowaną dozą lekkomyślności, żeby nie rzec całkowitym brakiem rozwagi”. Przy takim stanie rzeczy trudno uznać przekazanie pieniędzy za wyzbycie się ich w sposób uprawniający do zaniechania zwrotu.

Doszedł jeszcze argument o zablokowanych środkach. Skoro prokurator zabezpieczył na rachunkach odbiorcy 86 000 zł i 18 000 zł, kwoty te mogą w przyszłości wrócić do pozwanego, a to oznacza, że nie jest lub nie będzie pozbawiony wzbogacenia w rozumieniu art. 409 k.c.

Czego banki nie widzą

Druga linia obrony dotyczyła systemów bezpieczeństwa. Wiktor argumentował, że bank powinien był wychwycić i zablokować to, co się działo: nagłe zaciągnięcie trzech kredytów i natychmiastowy transfer całej kwoty na obce konto.

Tu rozstrzygnęła opinia biegłego informatyka, ostatecznie zaaprobowana przez obie strony, a sąd nie dopatrzył się w niej uchybień.

Ustalenia były jednoznaczne. Systemy bezpieczeństwa, którymi posługują się banki, dopuszczają zawieranie umów nawet wtedy, gdy na urządzeniu użytkownika działa aplikacja do zdalnej obsługi pulpitu. Banki nie wysyłają powiadomień o działaniu takiej aplikacji, nie mogą generować wiadomości push na ten temat ani zablokować takiego dostępu. System bankowy nie ma technicznych możliwości wykrycia działań podejmowanych przez AnyDesk czy podobne narzędzia.

Z perspektywy banku, jeśli nie doszło do przełamania zabezpieczeń, nie da się sprawdzić, kto wykonuje operacje na rachunku. Prawidłowe logowanie loginem i hasłem plus poprawna autoryzacja kodem SMS wysłanym na telefon klienta to dla systemu bezpieczeństwa operacje niepodejrzane.

W dniu zdarzenia bank miał odpowiednie narzędzia monitorowania. Awarii nie było.

Sąd ustalił też coś, co przesądziło o ocenie zachowania pozwanego: bank wysyłał mu drogą elektroniczną wiadomości ostrzegające przed phishingiem, dokładnie w tym schemacie, którego padł ofiarą. Oferta wypłaty zainwestowanych środków, namówienie na instalację AnyDesk, przejęcie ekranu. Podobne kampanie informacyjne prowadzi wiele innych banków, a także firmy telekomunikacyjne i pocztowe. Zawierając umowę rachunku, Wiktor zaakceptował regulamin, w tym pełną odpowiedzialność klienta za udostępnienie danych osobom nieuprawnionym.

Rachunek końcowy

Sąd zasądził 92 976,01 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od 16 stycznia 2024 roku.

Do tego 13 066 zł kosztów procesu: 5 400 zł wynagrodzenia pełnomocnika banku, 17 zł opłaty skarbowej od pełnomocnictwa, 4 649 zł opłaty sądowej od pozwu i 3 000 zł wykorzystanej zaliczki. Plus 1 110,10 zł wydatków wyłożonych tymczasowo ze środków budżetowych, ściągniętych na rzecz Skarbu Państwa.

Bilans dla Wiktora Borysa po pięciu latach i dwóch procesach: 93 tysiące do zwrotu, 26 300 zł własnych oszczędności przepadłych przy okazji, ponad 14 tysięcy kosztów, i nadzieja, że część z zablokowanych 104 tysięcy wróci kiedyś z postępowania karnego.

Co z tej historii wynika

Ustalenie, że umowa nie istnieje, nie zamyka sprawy pieniędzy. To najważniejsza lekcja tej historii. Wygranie procesu o nieistnienie kredytu likwiduje zobowiązanie z umowy, ale otwiera drogę do roszczenia z bezpodstawnego wzbogacenia. Bank przelał pieniądze bez podstawy prawnej i właśnie dlatego może żądać ich zwrotu. Kto planuje taki proces, powinien wiedzieć, że drugi pozew jest bardzo prawdopodobny.

Wzbogacenie powstaje w momencie zaksięgowania, nie w momencie wydania. Sąd nie kwestionował, że przelewów dokonali oszuści i że pozwany nie skorzystał z ani jednej złotówki. Liczył się ułamek sekundy, w którym pieniądze były na jego rachunku i stał się ich prawnym dysponentem. Wszystko, co działo się potem, sąd uznał za skutek jego decyzji o udostępnieniu konta.

Art. 409 k.c. nie chroni tego, kto sam otworzył drzwi. Przepis zwalnia z obowiązku zwrotu, jeśli korzyść zużyto lub utracono nie licząc się z obowiązkiem zwrotu. Ale utrata musi być czymś, co się przydarzyło, nie skutkiem własnej nieostrożności. Instalacja programu do zdalnego pulpitu na prośbę nieznajomego z telefonu została zakwalifikowana jako brak rozwagi, nie jako niezawiniona strata.

Zablokowanie pieniędzy u sprawcy działa przeciwko ofierze w procesie cywilnym. Skoro 104 tysiące leżą zablokowane na rachunkach odbiorcy przelewów i mogą kiedyś wrócić, sąd uznał, że pozwany nie jest trwale pozbawiony wzbogacenia. Sukces prokuratury osłabił jego pozycję w sporze z bankiem.

Poprawna autoryzacja SMS-em jest dla banku dowodem, że to ty. Biegły potwierdził, że system nie widzi aplikacji do zdalnego pulpitu, nie może jej zablokować ani nawet o niej ostrzec. Logowanie i kod SMS wystarczają, żeby operacja przestała być podejrzana. To znaczy, że jedyną realną barierą jest człowiek przed ekranem, i że nikt, kto dzwoni z ofertą wypłaty zysku, nie ma prawa prosić o instalację czegokolwiek.

Jak to się potoczyło

  1. 2019

    250 dolarów na platformie inwestycyjnej

    Pozwany wpłaca depozyt na konto firmy oferującej zakup kryptowalut. Przez około dwa lata na koncie nie odnotowano żadnych wpływów.

  2. 21 marca 2021

    Trzy umowy kredytu konsumenckiego

    Bank przelewa łącznie 93 000 zł na rachunek pozwanego.

  3. 23 marca 2021

    Telefon i aplikacja

    Rozmówca informuje o zysku 4 000 dolarów, prosi o zalogowanie się do banku i instalację aplikacji do zdalnego pulpitu. Okno przeglądarki się minimalizuje, telefon zaczyna zachowywać się nietypowo.

  4. 23 marca 2021, wieczór

    SMS-y o kredytach i przelewach

    Rozmówca zapewnia, że to błąd systemu, i prosi, by nie dzwonić na infolinię do jedenastej następnego dnia.

  5. 24 marca 2021, godz. 11

    Puste konto

    Bank informuje, że na rachunku nie ma środków. Zniknęły też osobiste oszczędności pozwanego w kwocie 26 300 zł.

  6. 9 kwietnia 2021

    Blokada u odbiorcy

    Prokurator blokuje na dwóch rachunkach odbiorcy przelewów kwoty 86 000 zł i 18 000 zł.

  7. 5 kwietnia 2022

    Sąd Okręgowy: umowy nie istnieją

    W sprawie I C 607/21 sąd ustala, że trzy umowy kredytu konsumenckiego nie istnieją.

  8. 31 maja 2023

    Apelacja utrzymana w mocy

    Sąd Apelacyjny w Białymstoku utrzymuje wyrok. Kredytów prawnie nie ma.

  9. 25 czerwca 2026

    Wyrok: 92 976,01 zł do zwrotu

    Sąd Rejonowy w Giżycku zasądza od pozwanego całą kwotę jako nienależne świadczenie, plus 13 066 zł kosztów procesu i 1 110,10 zł wydatków.

Jak orzekł sąd

Sąd Rejonowy w Giżycku zasądził od pozwanego 92 976,01 zł z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od 16 stycznia 2024 roku. Uznał, że skoro prawomocnym wyrokiem ustalono nieistnienie umów kredytowych, pozwany otrzymał 93 000 zł bez podstawy prawnej, a to jest świadczenie nienależne z art. 410 § 2 k.c. Decydujący jest moment zaksięgowania środków na rachunku pozwanego, wtedy stał się ich jedynym prawnym dysponentem i nastąpiło wzbogacenie. Obrona z art. 409 k.c. upadła, bo to pozwany udostępnił cyberprzestępcom dostęp do konta, instalując aplikację do zdalnego pulpitu, więc nie było to zużycie korzyści zwalniające z obowiązku zwrotu. Biegły potwierdził brak awarii systemu bankowego, a prokurator zablokował na rachunkach odbiorcy 86 000 zł i 18 000 zł, co oznacza, że pozwany może odzyskać część środków i nie jest trwale pozbawiony wzbogacenia.

Podstawa prawna

  • art. 410 § 2 k.c.: świadczenie nienależne, m.in. gdy czynność prawna zobowiązująca do świadczenia była nieważna
  • art. 405 k.c.: bezpodstawne wzbogacenie, kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść kosztem innej osoby, musi ją zwrócić
  • art. 409 k.c.: obowiązek zwrotu wygasa, gdy wzbogacony zużył lub utracił korzyść, nie licząc się z obowiązkiem zwrotu
  • art. 481 § 1 i § 2 k.c.: odsetki ustawowe za opóźnienie
  • art. 287 § 1 k.k. w zw. z art. 286 § 1 k.k., art. 11 § 2 k.k. i art. 12 § 1 k.k.: kwalifikacja czynu w postępowaniu karnym wszczętym przeciwko sprawcom
  • art. 98 § 1 k.p.c.: koszty procesu obciążające stronę przegrywającą
  • art. 113 ust. 1 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych: ściągnięcie wydatków wyłożonych tymczasowo przez Skarb Państwa

Sąd Rejonowy w Giżycku

Sygnatura akt: I C 150/24

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej