Stary murowany dom wiejski z rozpoczętą obok budową nowego domu w stanie surowym, wczesna wiosna, pusty ogród

Odwołała darowiznę synowi. O połowę domu przegrała przez dwa dni

Połowa udziału w zabudowanej nieruchomości albo 200 000 zł jego równowartości. Syn zwrócił swoją połowę bez sporu. Pytanie brzmiało, czy druga połowa, ta, która trafiła do byłej synowej, też musi wrócić.

Prawo rodzinne Sąd Okręgowy w Sieradzu wyrok z 8 maja 2026 8 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Nieruchomość w powiecie wieluńskim, dom babci, potem dom syna, a docelowo działka pod budowę nowego domu.
Nieruchomość w powiecie wieluńskim, dom babci, potem dom syna, a docelowo działka pod budowę nowego domu.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Irena Kowalik, powódka, darczyni (postać fikcyjna)

    Irena Kowalik

    powódka, darczyni

    Kobieta po siedemdziesiątce ze znacznym stopniem niepełnosprawności, po chorobie nowotworowej z przerzutami, operacjach i udarze. Przez lata opiekowała się jednocześnie niepełnosprawnym synem i wiekową matką. Uparta, przyzwyczajona radzić sobie sama.

  • Halina Kowalik, pozwana, była synowa (postać fikcyjna)

    Halina Kowalik

    pozwana, była synowa

    Czterdziestolatka, matka dwóch córek, po rozwodzie orzeczonym z winy męża. Wyprowadziła się z domu z dziećmi. Broniła się sama, z pełnomocnikiem z urzędu.

  • Bartosz Kowalik, pozwany, obdarowany syn (postać fikcyjna)

    Bartosz Kowalik

    pozwany, obdarowany syn

    Mężczyzna po czterdziestce, przez lata pracował za granicą. W umowie darowizny przyjął polecenie dożywotniej pomocy matce w chorobie i nigdy się z niego nie wywiązał. W procesie uznał powództwo w całości.

  • Sąd Okręgowy w Sieradzu

    sąd pierwszej instancji

    I Wydział Cywilny. Uznał, że syn rzeczywiście nie wywiązywał się z obowiązku, i mimo to oddalił powództwo wobec synowej.

W maju 2009 roku Irena Kowalik miała problem, który zna wiele kobiet po sześćdziesiątce: dwie osoby do opieki, w dwóch różnych miejscowościach.

W jednej mieszkał jej niepełnosprawny syn, którym zajmowała się na co dzień. W drugiej, kilkanaście kilometrów dalej, w domu po rodzicach, jej owdowiała matka. Ojciec zmarł kilka dni wcześniej. Dom był ten sam, który Irena dostała w darowiźnie w 1991 roku, na rodzinnych warunkach: bierzesz nieruchomość, opiekujesz się rodzicami na starość.

Sama tego udźwignąć już nie mogła. Więc zaproponowała drugiemu synowi, Bartoszowi, prosty układ. Dom w O. przechodzi na niego. On w zamian przejmuje opiekę nad babcią.

Bartosz się zgodził. Miał ku temu i sentymentalne, i całkiem praktyczne powody, od kilku lat spotykał się z Haliną i planował ślub. Dom rozwiązywał problem mieszkania, a jedna z działek nadawała się pod budowę własnego domu.

Paragraf piąty

18 maja 2009 roku u notariusza podpisano akt. Irena przeniosła własność nieruchomości na syna. W zamian Bartosz zobowiązał się do dwóch rzeczy, obu zapisanych w § 5 umowy.

Pierwsza: ustanowił na rzecz matki nieodpłatną i dożywotnią służebność mieszkania, prawo do jednego pokoju wspólnie z babcią, do współkorzystania z kuchni i łazienki, do swobodnego poruszania się po całej nieruchomości.

Druga, ta ważniejsza: przyjął na siebie polecenie spełniania na rzecz darczyńcy dożywotnio i nieodpłatnie świadczeń osobistych w postaci udzielania pomocy i pielęgnowania w chorobie.

Pół roku później był ślub. Młodzi wprowadzili się do domu, zamieszkali razem z babcią, urodziła im się córka. Irena regularnie ich odwiedzała, była na chrzcinach. Wszystko układało się poprawnie.

Wiosną 2011 roku babcia trafiła do szpitala. Po wypisie nie wróciła już do domu w O., na żądanie Ireny karetka zawiozła ją do jej mieszkania. Od tego czasu Irena opiekowała się i chorym synem, i osiemdziesięcioletnią matką. Sama.

Dwa dni w kwietniu 2012

I tu dochodzimy do dwóch dat, na których zawisła cała późniejsza sprawa o dwieście tysięcy złotych.

6 kwietnia 2012, piątek przed Wielkanocą. Bartosz i Halina jadą do notariusza i podpisują majątkową umowę małżeńską rozszerzającą wspólność na majątki osobiste posiadane w dniu zawarcia umowy. W ten sposób Halina staje się, na prawach wspólności bezudziałowej, współwłaścicielką nieruchomości, którą Bartosz dostał od matki. Powód jest prozaiczny: planują budowę domu na jednej z działek i chcą wziąć kredyt hipoteczny.

O tej umowie nie informują nikogo z rodziny.

8 kwietnia 2012, Niedziela Wielkanocna. Przyjeżdżają na zaproszenie Ireny. Korzystając z okazji, proszą ją o zrzeczenie się służebności mieszkania, bo służebność komplikuje im uzyskanie kredytu.

Irena odmawia stanowczo. Wybucha burzliwa awantura.

Od tego dnia relacje się psują. Bartosz przez pewien czas w ogóle nie odzywa się do matki. Ona ma do niego żal o brak zainteresowania losem babci, a przecież pomoc w opiece nad nią była warunkiem darowizny.

Dwa dni. Najpierw akt notarialny, potem kłótnia. Kolejność miała się okazać rozstrzygająca.

Czternaście lat później

W maju 2012 roku Irena doznała lewostronnego udaru i spędziła w szpitalu jedenaście dni. Po wyjściu wymagała pomocy, zapewniła ją córka. Bartosz wiedział i nie zainteresował się.

Potem było już tylko gorzej. W 2014 roku wykryto u niej guzy nadnercza. W 2015 zmarła babcia. W 2016 rozpoznano raka piersi, i od tego czasu Irena walczy z chorobą nowotworową z przerzutami oraz problemami kardiologicznymi. Cykliczne chemioterapie, operacje piersi, tarczycy, jelita grubego, serca. Od 23 września 2016 roku jest niezdolna do pracy, ze znacznym stopniem niepełnosprawności i orzeczoną koniecznością stałej pomocy innej osoby. W 2018 roku zmarł jej niepełnosprawny syn.

Opiekę nad nią przejęła córka i opiekunka opłacana przez gminę.

W małżeństwie Bartosza też się posypało. W lipcu 2020 roku został prawomocnie skazany za przestępstwo z art. 207 § 1 k.k. i art. 157 § 2 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k., znęcanie się nad żoną i córką. Rok wcześniej, 30 października 2019 roku, Sąd Okręgowy w Sieradzu orzekł rozwód z winy męża. Halina wyprowadziła się z dziećmi.

Wspólność ustała. Nieruchomość, którą Irena podarowała jednemu synowi, była teraz współwłasnością dwojga byłych małżonków, po połowie.

Irena liczyła, że po rozwodzie kontakt z synem się poprawi. Nie poprawił się. W styczniu 2023 roku zadzwoniła, powiedziała mu o swoim stanie zdrowia i poprosiła o pomoc i odwiedziny. Odmówił, wulgarnie.

19 stycznia 2023 roku wysłała mu pisemne wezwanie do wypełniania obowiązków rodzinnych, z miesięcznym terminem. Nie odpowiedział. 21 lutego 2023 roku złożyła oświadczenie o odwołaniu darowizny z powodu rażącej niewdzięczności.

Jak działa odwołanie darowizny

Art. 898 § 1 k.c. pozwala odwołać nawet już wykonaną darowiznę, jeżeli obdarowany dopuścił się wobec darczyńcy rażącej niewdzięczności. Sąd Okręgowy przypomniał, że darowizna wytwarza między stronami stosunek etyczny, po stronie obdarowanego moralny obowiązek wdzięczności. Ale zaraz dodał ostrzeżenie: odwołanie darowizny to daleko idący wyłom w zasadzie trwałości umów, więc jego przesłanki interpretuje się restryktywnie.

Rażąca niewdzięczność to nie zwykły konflikt rodzinny ani incydentalna sprzeczka. To zachowanie skierowane przeciwko darczyńcy z zamiarem nieprzyjaznym, przestępstwo albo naruszenie obowiązków wynikających ze stosunków osobistych, na przykład odmowa udzielenia pomocy w czasie choroby mimo oczywistej możliwości. Świadome, rozmyślne naruszenie podstawowych obowiązków.

Dalej sąd wyjaśnił mechanikę. Samo odwołanie nie przenosi własności z powrotem. Wywołuje wyłącznie skutek obligacyjny, rodzi roszczenie. Żeby odzyskać nieruchomość, darczyńca musi pozwać obdarowanego o zobowiązanie do złożenia oświadczenia woli; dopiero prawomocny wyrok zastępuje to oświadczenie (art. 64 k.c., art. 1047 k.p.c.).

W tej sprawie z Bartoszem poszło gładko. Na rozprawie 27 lutego 2024 roku uznał powództwo w całości, a wyrok częściowy zobowiązał go do przeniesienia na matkę jego połowy udziału.

Został spór o drugą połowę, tę, która trafiła do Haliny.

Przepis, który działa tylko w jedną stronę

Konstrukcja pozwu wobec byłej synowej była następująca: skoro odwołana darowizna podlega zwrotowi według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu (art. 898 § 2 k.c.), a Halina otrzymała swój udział bezpłatnie, bo rozszerzenie wspólności to czynność nieodpłatna, to obowiązek zwrotu przeszedł na nią na podstawie art. 407 k.c.

Art. 407 k.c. mówi bowiem: jeżeli ten, kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, rozporządził tą korzyścią nieodpłatnie na rzecz osoby trzeciej, obowiązek wydania korzyści przechodzi na tę osobę trzecią.

Sąd zaczął od tego, że przepis ten ma charakter wyjątkowy: dotyka bezpieczeństwa obrotu i interesów osób trzecich, więc nie podlega wykładni rozszerzającej. A z jego brzmienia wynika warunek, który łatwo przeoczyć, obowiązek przechodzi tylko wtedy, gdy rozporządzenia dokonał ten, “kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową”.

Kiedy więc obdarowany staje się bezpodstawnie wzbogacony? Nie od chwili darowizny, ta pozostaje ważna, odwołanie jej nie unieważnia. Staje się nim ze skutkiem wstecznym od chwili zaistnienia zdarzenia wskazanego w pisemnym oświadczeniu darczyńcy jako przyczyna odwołania.

I tu wracamy do dwóch dni w kwietniu 2012 roku.

Irena w oświadczeniu z 21 lutego 2023 roku wskazała konkretne przyczyny: nierealizowanie obowiązków rodzinnych, zaprzestanie interesowania się losem chorej matki, brak wsparcia mimo próśb, wulgarne inwektywy. Sąd bada wyłącznie te przyczyny, te, które miały miejsce przed złożeniem oświadczenia i zostały w nim wskazane.

Żadna z nich nie istniała 6 kwietnia 2012 roku.

Rozszerzenie wspólności nastąpiło w piątek. Relacje popsuły się po awanturze w niedzielę, 8 kwietnia. A potrzeba pomocy w chorobie pojawiła się jeszcze później, dopiero w maju 2012 roku, po udarze. Do tego momentu Irena była zdrowa i sama opiekowała się synem i matką.

Wniosek sądu był krótki: w dniu podpisywania umowy majątkowej Bartosz nie był osobą bezpodstawnie wzbogaconą w rozumieniu art. 407 k.c. Skoro nie był, przepis w ogóle nie mógł zadziałać. Halina jest zwolniona z obowiązku zwrotu zarówno tego, co dostała od męża, jak i tego, co po ustaniu wspólności nadal ma, połowy udziału.

Sąd dodał jeszcze uwagę na marginesie, która zamknęła powódce ostatnią furtkę. Bartosz nie odpowiada też wobec matki za równowartość tej połowy, bo 6 kwietnia 2012 roku nie musiał liczyć się z obowiązkiem zwrotu darowizny, a to zwalnia go z odpowiedzialności na podstawie art. 409 k.c.

Powództwo oddalono. Na podstawie art. 98 k.p.c. sąd zasądził od Ireny na rzecz byłej synowej 10 800 zł tytułem zwrotu kosztów zastępstwa prawnego.

Co z tej historii wynika

Odwołanie darowizny działa wstecz, ale tylko do dnia zdarzenia, nie do dnia darowizny. To jest sedno tej sprawy. Umowa darowizny pozostaje ważna; obdarowany staje się bezpodstawnie wzbogacony dopiero od chwili, w której dopuścił się tego, co darczyńca wskazał w oświadczeniu. Wszystko, czym rozporządził wcześniej, jest poza zasięgiem.

W oświadczeniu o odwołaniu darowizny liczy się każde słowo. Sąd bada wyłącznie przyczyny wskazane w piśmie i wyłącznie te, które zaszły przed jego złożeniem. Nowych okoliczności nie można dopowiedzieć w toku procesu, chyba że oświadczenie zostanie ponowione. Data zdarzenia opisanego w piśmie wyznacza granicę czasową całej konstrukcji.

Rozszerzenie wspólności majątkowej to nieodwracalne przesunięcie. Podpisując je, obdarowany oddaje połowę tego, co dostał od rodziców, osobie spoza rodziny, i po rozwodzie tej połowy nie odzyskuje ani on, ani darczyńca. Tu wystarczyły dwa dni różnicy, żeby cała ta połowa została poza zasięgiem odwołania.

Polecenie w akcie darowizny to realny obowiązek, ale sam z siebie nie zwraca nieruchomości. Sąd wprost ustalił, że syn nigdy nie wywiązał się z przyjętego w § 5 polecenia pomocy i pielęgnacji w chorobie. Wobec niego to wystarczyło. Wobec osoby trzeciej, która nabyła udział wcześniej, już nie, bo tam decyduje inny przepis i inna data.

Wygranie sprawy przeciwko jednej osobie nie oznacza wygrania jej przeciwko wszystkim. Syn uznał powództwo i oddał swoją połowę. Powódka i tak wyszła z procesu z rachunkiem na 10 800 zł, bo wobec drugiego pozwanego przegrała w całości. Przy pozwie kierowanym do kilku osób ryzyko kosztów liczy się osobno dla każdej z nich.

Jak to się potoczyło

  1. maj 1991

    Dom od matki

    Powódka dostaje nieruchomość w darowiźnie od własnej matki. W zamian, zgodnie z ustaleniami rodzinnymi, ma zaopiekować się rodzicami na starość.

  2. 18 maja 2009

    Darowizna dla syna

    Powódka przenosi własność nieruchomości na syna. Ten ustanawia dla niej dożywotnią służebność mieszkania i przyjmuje polecenie nieodpłatnej, dożywotniej pomocy i pielęgnacji w chorobie (§ 5 umowy).

  3. 6 kwietnia 2012

    Rozszerzenie wspólności majątkowej

    Syn i synowa aktem notarialnym rozszerzają wspólność majątkową na majątki osobiste. Nieruchomość wchodzi do majątku wspólnego. Rodziny nie informują.

  4. 8 kwietnia 2012

    Awantura w Niedzielę Wielkanocną

    Małżonkowie proszą matkę o zrzeczenie się służebności mieszkania, bo utrudnia im kredyt. Ta stanowczo odmawia. Wybucha burzliwa kłótnia, od tego dnia relacje się psują.

  5. maj 2012

    Udar

    Powódka trafia do szpitala na jedenaście dni. Po wyjściu wymaga opieki, którą zapewnia jej córka. Syn wie o problemach zdrowotnych matki i nie interesuje się jej losem.

  6. od 2016

    Choroba nowotworowa

    Rozpoznanie raka piersi, potem przerzuty i problemy kardiologiczne. Cykliczne chemioterapie i operacje. Od 23 września 2016 roku powódka jest niezdolna do pracy.

  7. 30 października 2019

    Rozwód syna z winy męża

    Sąd Okręgowy w Sieradzu orzeka rozwód. Wspólność ustaje, każde z małżonków ma po 1/2 udziału w nieruchomości. Była synowa wyprowadza się z dziećmi.

  8. 19 stycznia i 21 lutego 2023

    Wezwanie, a potem odwołanie darowizny

    Powódka wzywa syna pisemnie do objęcia jej opieką w terminie miesiąca. Bez reakcji. Miesiąc później odwołuje darowiznę z powodu rażącej niewdzięczności.

  9. 27 lutego 2024

    Syn uznaje powództwo

    Wyrok częściowy zobowiązuje go do przeniesienia na matkę jego 1/2 udziału. Zostaje spór o drugą połowę, tę należącą do byłej synowej.

  10. 8 maja 2026

    Sąd Okręgowy w Sieradzu: powództwo oddalone

    Wobec byłej synowej powództwo upada w całości. Powódka płaci jej 10 800 zł kosztów zastępstwa prawnego.

Jak orzekł sąd

Sąd Okręgowy w Sieradzu oddalił powództwo wobec byłej synowej i zasądził od powódki 10 800 zł kosztów zastępstwa prawnego. Uznał, że art. 407 k.c., przepis przenoszący obowiązek zwrotu na osobę, która nieodpłatnie dostała korzyść od bezpodstawnie wzbogaconego, ma charakter wyjątkowy i nie podlega wykładni rozszerzającej. Decyduje chwila bezpłatnego rozporządzenia: jeżeli nastąpiło ono przed zdarzeniem uzasadniającym odwołanie darowizny, to rozporządzający nie był wtedy bezpodstawnie wzbogacony, a obowiązek zwrotu obciąża wyłącznie pierwotnie obdarowanego. Rozszerzenie wspólności majątkowej nastąpiło 6 kwietnia 2012 roku, a relacje syna z matką pogorszyły się po awanturze 8 kwietnia 2012 roku; potrzeba opieki pojawiła się dopiero w maju 2012 roku. W dacie przesunięcia majątkowego syn nie był więc osobą bezpodstawnie wzbogaconą ani osobą, która powinna liczyć się z obowiązkiem zwrotu (art. 409 k.c.).

Podstawa prawna

  • art. 898 § 1 k.c.: darczyńca może odwołać wykonaną darowiznę, jeżeli obdarowany dopuścił się wobec niego rażącej niewdzięczności
  • art. 898 § 2 k.c.: zwrot przedmiotu odwołanej darowizny następuje według przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu
  • art. 900 k.c.: odwołanie darowizny wymaga pisemnego oświadczenia złożonego obdarowanemu; sąd bada wyłącznie przyczyny w nim wskazane
  • art. 407 k.c.: jeżeli bezpodstawnie wzbogacony rozporządził korzyścią nieodpłatnie na rzecz osoby trzeciej, obowiązek wydania przechodzi na tę osobę; przepis wyjątkowy, bez wykładni rozszerzającej
  • art. 409 k.c.: obowiązek wydania korzyści wygasa, jeżeli wzbogacony zużył ją lub utracił, nie będąc zobowiązanym liczyć się z obowiązkiem zwrotu
  • art. 64 k.c. i art. 1047 k.p.c.: prawomocny wyrok stwierdzający obowiązek złożenia oświadczenia woli zastępuje to oświadczenie
  • art. 98 k.p.c.: zasada odpowiedzialności za wynik procesu przy rozliczeniu kosztów

Sąd Okręgowy w Sieradzu

Sygnatura akt: I C 216/23

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej