Wnętrze wiejskiej izby sądowej w XVIII-wiecznej Polsce, ławnicy miejscy za stołem przy świecach, dwie kobiety w chłopskich chustach stojące przed nimi, pisarz z protokołem, ciemne belki stropu

Najsłynniejszy polski proces o czary prawdopodobnie nigdy się nie odbył. Prawdziwy był trzynaście lat wcześniej

Choroba dziedziczki i szkody w gospodarstwie. Ktoś musiał być winny, a oskarżenie o czary było jedynym zarzutem, którego nie dało się obalić.

Prawo karne 1762 I Rzeczpospolita sąd miejski z Ostrzeszowa, sprowadzony na grunt wsi Doruchów 7 min czytania
To prawo już nie obowiązuje. Jak to czytać

Opisujemy sprawę sprzed lat na podstawie źródeł historycznych. Realia i imiona bywają zrekonstruowane, bo dawne zapisy sądowe są skąpe. Źródło podajemy przy tekście.

Kronika pokazuje, jak kiedyś rozstrzygano podobne spory. Dzisiejszy stan prawny znajdziesz w sekcji na końcu artykułu.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Eustachy Skórzewski

    współwłaściciel wsi, inicjator procesu

    Postać historyczna. To on sprowadził do Doruchowa sąd miejski z Ostrzeszowa, gdy jego żona Anna Wiktoria zachorowała, a w gospodarstwie pojawiły się szkody. Opisujemy wyłącznie to, co wynika z zachowanych akt.

  • Cztery oskarżone kobiety, oskarżone (postać fikcyjna)

    Cztery oskarżone kobiety

    oskarżone

    Chłopki z Doruchowa, których imion nie podajemy, bo nie chcemy dopisywać do akt niczego, czego w nich nie ma. Uwięziono je i torturowano. Trzy skazano na spalenie.

  • Sąd miejski z Ostrzeszowa

    organ orzekający

    Ławnicy małomiasteczkowego sądu, przywiezieni na cudzy grunt, żeby osądzić poddane właściciela wsi. Właśnie takie sądy, najmniejsze i najgorzej przygotowane, wydawały najokrutniejsze wyroki.

  • Konstanty Majeranowski, domniemany autor fałszerstwa (postać fikcyjna)

    Konstanty Majeranowski

    domniemany autor fałszerstwa

    Krakowski dziennikarz i wydawca (1790-1851), publikujący pod pseudonimami. Janusz Tazbir wskazał go jako autora anonimowej „Relacyi naocznego świadka” z 1835 roku, która stworzyła legendę procesu z 1775 roku.

Zacznijmy od tego, że najsłynniejsza polska historia o czarownicach prawdopodobnie się nie wydarzyła.

W sierpniu 1775 roku w Doruchowie miało spłonąć na stosie czternaście kobiet. Opowieść krąży w podręcznikach, przewodnikach i artykułach jako „ostatni proces o czary w Polsce”. Ma wszystko, czego potrzeba dobrej legendzie: okrągłą liczbę ofiar, datę tuż przed oświeceniową reformą, konkretną wieś.

Nie ma tylko jednego: akt sądowych.

Skąd wiemy o procesie z 1775 roku

Źródła są dwa. Pierwsze to ankieta z 1828 roku. Drugie, i właściwie jedyne opisowe, to anonimowa „Relacya naocznego świadka”, podpisana inicjałami X. A. R., opublikowana w tygodniku „Przyjaciel Ludu” w 1835 roku.

Sześćdziesiąt lat po rzekomych wydarzeniach.

Już w 1966 roku Janusz Tazbir uznał, że proces w 1775 roku się nie odbył, a relacja jest fałszerstwem. Jako jej autora wskazał Konstantego Majeranowskiego (1790-1851), krakowskiego dziennikarza i wydawcę publikującego pod pseudonimami, znanego z innych historycznych mistyfikacji.

W 2023 roku Jacek Wijaczka opublikował analizę, która podtrzymuje tę ocenę. Jego wniosek jest ostrożny i dlatego mocny: dopóki nie znajdą się źródła jednoznacznie potwierdzające taki proces, pozostaje on mitem. Wijaczka podważa przy okazji legendę o proboszczu, który miał jechać do Stanisława Augusta po ratunek dla skazanych, nazywa ją „piękną legendą rodzinną” i przypomina, że król w czary nie wierzył.

Spór nie jest całkiem zamknięty: w 2022 roku ukazał się artykuł zapowiadający „nowe źródła” do sprawy z 1775 roku. Tekst Wijaczki jest wobec niego późniejszy i tezy o micie nie wycofuje. Uczciwie jest powiedzieć, że dyskusja trwa, i że ciężar dowodu spoczywa na tych, którzy twierdzą, że proces był.

Co wydarzyło się naprawdę

A teraz rzecz, która czyni tę historię naprawdę niepokojącą.

W Doruchowie odbył się proces o czary. Tylko trzynaście lat wcześniej i o zupełnie innej skali.

W marcu 1762 roku współwłaściciel wsi Eustachy Skórzewski sprowadził na swój grunt sąd miejski z pobliskiego Ostrzeszowa. Oskarżenie dotyczyło czterech kobiet: miały sprowadzić chorobę na jego żonę Annę Wiktorię Skórzewską oraz spowodować szkody w stodołach i stajniach.

Kobiety uwięziono. Poddano je torturom. Z zachowanego wyroku wynika, że trzy z czterech skazano na spalenie na stosie. Los czwartej nie jest znany.

Hipoteza Wijaczki jest taka, że autor dziewiętnastowiecznego fałszerstwa mógł znać akta tego prawdziwego procesu i przenieść je w czasie, ubarwiając liczbę ofiar.

Legenda o czternastu spalonych przesłoniła trzy autentyczne. To najgorszy możliwy skutek historycznego zmyślenia: nie tylko dodaje ofiary, których nie było, ale usuwa z pola widzenia te, które były.

Kto właściwie sądził czarownice

Powszechne wyobrażenie łączy procesy o czary z inkwizycją. W Polsce to wyobrażenie jest fałszywe.

Czary sądziły świeckie sądy miejskie, ławnicze sądy małych miasteczek, działające na prawie magdeburskim. Inkwizycja jako instytucja prowadząca takie procesy w Rzeczypospolitej nie funkcjonowała.

Konstytucja sejmu krakowskiego z 1543 roku przekazała sprawy o czary sądownictwu kościelnemu. Przepis obowiązywał jednak krótko, trwał wtedy spór szlachty z duchowieństwem o zakres jurysdykcji sądów kościelnych i sprawy w praktyce wróciły do sądów świeckich. Jeszcze na początku XVIII wieku synody powoływały się na tę konstytucję, domagając się wyłączności dla Kościoła.

Doruchów 1762 pokazuje mechanizm w czystej postaci: pan wsi sprowadza sąd małego miasteczka na własny grunt, żeby osądził jego poddane.

I tu jest szczegół, który wiele tłumaczy. Większe miasta bywały takich spraw pozbawiane, Przemyśl od 1756 roku musiał odsyłać je do Lwowa. Im mniejszy i gorzej wykształcony sąd, tym okrutniejszy wyrok. Okrucieństwo tych procesów było funkcją kompetencji sądu, nie natężenia wiary.

Jak wyglądała procedura

Pławienie, próba zimnej wody, było bezpośrednią pozostałością średniowiecznych sądów bożych. Kat z pomocnikami wywoził oskarżoną łodzią i wrzucał do wody, formalnie trzykrotnie, w praktyce zwykle raz. Zatonięcie oznaczało niewinność. Utrzymanie się na powierzchni, winę.

Kluczowe jest jednak, czym pławienie było proceduralnie: przesłanką do zastosowania tortur.

A tortury w sprawach o czary były w praktyce obowiązkowe, bo bez przyznania się oskarżonej wyrok skazujący nie zapadał. System działał więc w pętli: podejrzenie prowadziło do próby wody, próba wody do tortur, tortury do przyznania się, przyznanie do wyroku.

Do tego dochodziło „powołanie”, wskazywanie przez torturowaną kolejnych osób. Tak jedno oskarżenie mnożyło się na całą wieś.

Karą było spalenie na stosie; zdarzała się „łaska” ścięcia przed spaleniem, po którym palono już ciało.

Głosy sprzeciwu, i ich granice

Warto odnotować, że krytyka istniała od dawna, i że była ostrożniejsza, niż byśmy chcieli.

W 1614 roku Stanisław Ząbkowic wydał w Krakowie polską wersję „Malleus Maleficarum” pod tytułem „Młot na czarownice”. Nie było to ścisłe tłumaczenie, lecz przeróbka, a co znamienne, nie przetłumaczył części trzeciej, czyli tej zawierającej procedurę procesową.

W 1639 roku ukazała się w Poznaniu „Czarownica powołana abo krotka nauka y przestroga z strony czarownic”, wydana anonimowo, ze strachu przed represjami. Była to pierwsza w Polsce praca oficjalnie występująca przeciw pławieniu. Krytykowała „powołanie”, zauważając, że strach przed torturami każe wskazywać osoby przypadkowe. Domagała się starannej oceny dowodów i rozwagi w stosowaniu tortur.

Ale jej autor wierzył w istnienie czarownic. Krytykował procedurę, nie samą podstawę oskarżenia. Zasada, którą sformułował, brzmiała: karać czary należy, lecz nie każdego oskarżonego, chyba że są pewne i dostateczne dowody.

Skuteczność była ograniczona. W 1659 roku Kazimierz Florian Czartoryski musiał powtarzać te same zastrzeżenia.

Ile było ofiar

Tu należy się czytelnikowi jasne postawienie sprawy, bo krąży w tej materii wyjątkowo dużo bzdur.

Małgorzata Pilaszek ustaliła dla całej Korony 558 poświadczonych wykonanych wyroków śmierci przy 1316 oskarżonych. To liczby oparte na zachowanych aktach, czyli minimum, nie całość.

Jacek Wijaczka szacuje, że łączna liczba ofiar mogła sięgnąć około czterech tysięcy, zastrzegając, że dokładne oszacowanie jest niemożliwe z powodu luk w aktach. Część współczesnych szacunków dla ziem polsko-litewskich schodzi poniżej tysiąca.

Dla porównania: dla całej Europy XVI–XVIII wieku przyjmuje się rząd wielkości czterdziestu do sześćdziesięciu tysięcy straconych. Ponad osiemdziesiąt procent ofiar stanowiły kobiety. Krążące w internecie „miliony” nie mają żadnego oparcia w badaniach.

Skąd zawyżenia? Bohdan Baranowski w pracy z 1952 roku szacował liczbę polskich ofiar na kilkanaście tysięcy. Tomasz Wiślicz nazywa to dziś podręcznikowym przykładem błędnego zastosowania szacunków statystycznych.

Uwaga metodologiczna, która ma znaczenie także dla dzisiejszych statystyk: Pilaszek, przeglądając procesy kościelne do połowy XVI wieku, ustaliła, że z siedemdziesięciu sześciu spraw tylko około dwudziestu dotyczyło rzeczywiście czarów. Reszta to były sprawy o zniesławienie, otrucie, herezję czy impotencję, klasyfikowane pod tą samą etykietą. Nazwa kategorii to nie to samo co jej zawartość.

Koniec

23 października 1776 roku sejm uchwalił konstytucję „Konwikcje w sprawach kryminalnych”.

Projekt zniesienia tortur zgłosił król Stanisław August Poniatowski, uznając je za niepewny środek dowodowy. Kasztelan biechowski Wojciech Kluszewski uzupełnił go o zniesienie kary śmierci za czary. Uchwalono w trybie przyspieszonym, bez sprzeciwu, co w polskim sejmie tamtej epoki było rzadkością.

Ponieważ procesy o czary bez tortur nie mogły się toczyć, jedna ustawa zamknęła dwie sprawy naraz. Polska zrobiła to wcześniej niż Francja i Anglia.

Nie oznaczało to jednak końca przemocy. Zniesienie kary sądowej nie zatrzymało linczów i samosądów, które zdarzały się jeszcze długo potem.

Co z tej historii wynika

Mit potrafi wyprzeć fakt. Czternaście nieistniejących ofiar z 1775 roku jest znanych powszechnie; trzy prawdziwe z 1762 roku, prawie nikomu. Kiedy opowieść jest lepiej skrojona niż źródło, wygrywa opowieść. Dlatego w tekstach o historii prawa data i sygnatura znaczą więcej niż dramaturgia.

Tortury nie służyły ustalaniu prawdy, tylko domykaniu procedury. Skoro wyrok wymagał przyznania się, tortury musiały je dostarczyć, i dostarczały zawsze. To nie był błąd systemu, tylko jego konstrukcja. Dzisiejszy art. 171 § 7 k.p.k., wykluczający dowód uzyskany w warunkach wyłączających swobodę wypowiedzi, jest bezpośrednią odpowiedzią na tamto doświadczenie.

Najgorzej sądziły sądy najsłabsze. Duże miasta bywały pozbawiane właściwości w sprawach o czary, a wyroki zapadały w małomiasteczkowych ławach, często na zamówienie właściciela wsi. Poziom sądu przekładał się wprost na los oskarżonego, i to jest argument za jednolitymi standardami wymiaru sprawiedliwości, nie za jego rozdrobnieniem.

Krytyka procedury to jeszcze nie krytyka podstawy. Autor „Czarownicy powołanej” atakował pławienie i denuncjacje, ale w czary wierzył. Można poprawiać procedurę bez podważania fałszywego założenia, i wtedy poprawki nie ratują nikogo.

Liczby wymagają źródeł tak samo jak wyroki. Różnica między 558 udokumentowanymi egzekucjami a „kilkunastoma tysiącami” z pracy z 1952 roku nie jest niuansem statystycznym. Rzetelność wobec ofiar polega na liczeniu ich dokładnie, a nie efektownie.

Jak to się potoczyło

  1. 1543

    Sejm oddaje czary sądom kościelnym

    Konstytucja sejmu krakowskiego przekazuje sprawy o czary sądownictwu duchownemu. Przepis działa krótko, sprawy i tak wracają do sądów świeckich.

  2. 1614

    Polski „Młot na czarownice”

    Stanisław Ząbkowic wydaje w Krakowie przeróbkę „Malleus Maleficarum”. Pomija część trzecią, akurat tę o procedurze procesowej.

  3. 1639

    „Czarownica powołana”

    Anonimowe dzieło wydane w Poznaniu występuje przeciw pławieniu i przeciw skazywaniu na podstawie denuncjacji wymuszonych torturami.

  4. marzec 1762

    Prawdziwy proces w Doruchowie

    Sąd z Ostrzeszowa sądzi cztery kobiety. Trzy skazane na stos. To jedyny proces w tej wsi potwierdzony aktami.

  5. 23 października 1776

    Koniec tortur i stosów

    Sejm uchwala konstytucję „Konwikcje w sprawach kryminalnych”: zniesienie tortur i kary śmierci za czary. Bez sprzeciwu.

  6. 1835

    Narodziny legendy

    „Przyjaciel Ludu” publikuje anonimową relację o czternastu kobietach spalonych w Doruchowie w 1775 roku, sześćdziesiąt lat po rzekomych wydarzeniach.

  7. 1966

    Tazbir demaskuje

    Janusz Tazbir uznaje relację za fałszerstwo i wskazuje prawdopodobnego autora.

  8. 2023

    Wijaczka podtrzymuje

    Jacek Wijaczka publikuje analizę: proces z 1775 roku pozostaje mitem, dopóki nie znajdą się źródła. Pewny jest rok 1762.

Jak to rozstrzygnięto

Procesy o czary w Rzeczypospolitej prowadziły w praktyce świeckie sądy miejskie małych miasteczek, nie sądy kościelne i nie inkwizycja. W marcu 1762 roku współwłaściciel Doruchowa Eustachy Skórzewski sprowadził na swój grunt sąd miejski z Ostrzeszowa, by osądził cztery kobiety oskarżone o sprowadzenie choroby na jego żonę oraz o szkody w zabudowaniach. Kobiety uwięziono i poddano torturom. Z zachowanego wyroku wynika, że trzy z czterech skazano na spalenie na stosie; los czwartej pozostaje nieznany. Głośniejszy „proces doruchowski 1775 roku”, w którym miało zginąć czternaście kobiet, nie ma potwierdzenia w żadnych aktach sądowych, Janusz Tazbir uznał opisującą go relację za dziewiętnastowieczne fałszerstwo, a Jacek Wijaczka podtrzymuje tę ocenę.

Podstawa prawna

  • konstytucja sejmu krakowskiego z 1543 r.: przekazywała sprawy o czary sądom kościelnym, ale obowiązywała w praktyce krótko i sprawy pozostały przy sądach świeckich
  • prawo miejskie magdeburskie stosowane przez sądy ławnicze małych miast: faktyczna podstawa orzekania w sprawach o czary
  • tortury jako legalny środek dowodowy: w sprawach o czary praktycznie obligatoryjny, bo bez przyznania się nie zapadał wyrok skazujący
  • pławienie (próba zimnej wody): pozostałość dawnych ordaliów, utrzymanie się na powierzchni traktowano jako przesłankę do zastosowania tortur
  • konstytucja sejmowa „Konwikcje w sprawach kryminalnych” z 23 października 1776 r.: zniesienie tortur i kary śmierci za czary

sąd miejski z Ostrzeszowa, sprowadzony na grunt wsi Doruchów

Źródło: J. Wijaczka, „Proces o czary w Doruchowie w 1775 roku. Fakt czy mit?”, Przegląd Nauk Historycznych R. XXII, nr 2 (2023); M. Pilaszek, „Procesy o czary w Polsce w wiekach XV–XVIII”, Universitas, Kraków 2008

Dzisiaj

A jak to wygląda we współczesnym prawie

Dzisiejsze prawo zamyka tę drogę na trzech poziomach naraz. Art. 40 Konstytucji zakazuje tortur oraz okrutnego i poniżającego traktowania w sposób bezwzględny, bez wyjątków i bez możliwości zawieszenia. Art. 171 § 7 Kodeksu postępowania karnego stanowi, że wyjaśnienia złożone w warunkach wyłączających swobodę wypowiedzi albo uzyskane wbrew zakazom nie mogą stanowić dowodu. A art. 1 § 1 Kodeksu karnego wymaga, by czyn był zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia, czary nie są i nie mogą być przestępstwem, bo nie da się opisać ich znamion. Postępowanie o czary jest dziś niemożliwe nie dlatego, że nikt w nie nie wierzy, ale dlatego, że każdy jego element osobno łamałby prawo.

Czytaj dalej