Samochód zastępczy z naklejką wypożyczalni stojący przed warsztatem blacharskim, otwarta brama, letnie popołudnie

Wynajął auto zastępcze za 517 zł za dobę. Ubezpieczyciel zapłacił 140 zł i wygrał w sądzie

Faktura za 17 dni najmu auta zastępczego opiewała na 8789 zł. Ubezpieczyciel wypłacił 1120 zł. Wypożyczalnia, która przejęła wierzytelność od poszkodowanego, domagała się różnicy, 7669 zł.

Prawo drogowe Sąd Rejonowy w Giżycku wyrok z 25 czerwca 2026 6 min czytania

Jak czytać tę historię. Opisujemy prawdziwy wyrok, ale imiona, wygląd bohaterów, dialogi i szczegóły tła wymyśliliśmy i celowo podkoloryzowaliśmy, żeby dało się to czytać jak opowieść. Bez zmian zostaje to, co najważniejsze: sąd, sygnatura, data, kwoty, podstawa prawna i rozstrzygnięcie: te pochodzą wprost z orzeczenia, które możesz sprawdzić pod linkiem na końcu.

To nie jest porada prawna. W swojej sprawie skonsultuj się z adwokatem lub radcą prawnym Nawet drobna różnica w faktach potrafi odwrócić wynik.

Sprawę rozpoznał I Wydział Cywilny Sądu Rejonowego w Giżycku, spór między wypożyczalnią a ubezpieczycielem o 7669 zł.
Sprawę rozpoznał I Wydział Cywilny Sądu Rejonowego w Giżycku, spór między wypożyczalnią a ubezpieczycielem o 7669 zł.

Kto jest kim

Imiona, twarze i szczegóły są wymyślone. Role w sprawie: prawdziwe.

  • Wypożyczalnia aut zastępczych, powódka, spółka z o.o. (postać fikcyjna)

    Wypożyczalnia aut zastępczych

    powódka, spółka z o.o.

    Firma wynajmująca auta zastępcze i skupująca od poszkodowanych wierzytelności wobec ubezpieczycieli. Wystawiła fakturę na 8789 zł i poszła do sądu po resztę.

  • Wiktor Kruk, poszkodowany (postać fikcyjna)

    Wiktor Kruk

    poszkodowany

    Kierowca, którego auto zostało uszkodzone w kolizji. Jeździł nim jeszcze przez ponad dwa miesiące. Nie przeczytał maila od ubezpieczyciela, jak zeznał, kwestie stawek go nie interesowały.

  • Towarzystwo ubezpieczeń sprawcy, pozwany (postać fikcyjna)

    Towarzystwo ubezpieczeń sprawcy

    pozwany

    Uznał odpowiedzialność co do zasady, ale wypłacił 1120 zł, osiem dni po 140 zł. Twierdził, że poszkodowany nie minimalizował szkody i że najem trwał dłużej niż naprawa.

  • Sąd Rejonowy w Giżycku

    sąd pierwszej instancji

    I Wydział Cywilny. Rozłożył sprawę na dwa pytania, o stawkę i o okres najmu, i na obu poszkodowany przegrał.

Kolizja z 20 maja 2024 roku nie była groźna. Uszkodzenia okazały się na tyle powierzchowne, że samochód mógł dalej normalnie jeździć po drogach, i jeździł. Przez kolejne dwa i pół miesiąca.

Dzień po zdarzeniu poszkodowany zgłosił szkodę ubezpieczycielowi sprawcy. Podczas zgłoszenia usłyszał coś, co potem okazało się kluczowe: że ubezpieczyciel może nieodpłatnie zapewnić mu auto zastępcze, dostarczone bez żadnych kosztów, bez obciążania go finansowo w jakikolwiek sposób.

Bezpośrednio po zgłoszeniu dostał też e-mail. W środku były stawki za najem pojazdów zastępczych, które ubezpieczyciel akceptuje, wynikające z umów z wypożyczalniami, z którymi współpracuje.

Nie przeczytał go.

Jak zeznał później przed sądem: te kwestie go nie interesowały.

5, 9, 26 sierpnia

Dopiero 5 sierpnia 2024 roku, ponad dwa miesiące po kolizji, oddał samochód do warsztatu.

Cztery dni później, 9 sierpnia, wynajął auto zastępcze. Nie od wypożyczalni współpracującej z ubezpieczycielem, tylko od firmy, która przy okazji poprosiła go o pełnomocnictwo do działania wobec ubezpieczyciela i zapewniła, że koszty najmu pokryje ubezpieczyciel.

Przed wynajęciem auta poszkodowany nie skontaktował się z ubezpieczycielem w tej sprawie ani razu.

Stawka: 517 zł brutto za dobę.

Wypożyczalnia zawiadomiła ubezpieczyciela o najmie tego samego dnia i zapytała o możliwość zorganizowania pojazdu zastępczego oraz o regulamin i ofertę. 14 sierpnia dostała regulamin od wypożyczalni współpracującej z ubezpieczycielem, i zażądała jego modyfikacji. Gdy nie było reakcji, zwróciła się bezpośrednio do ubezpieczyciela. Ten nie odpowiedział.

Najem trwał do 26 sierpnia. Faktura: 8789 zł brutto.

Tego samego dnia poszkodowany podpisał z wypożyczalnią umowę cesji wierzytelności. Od tej chwili to firma, a nie on, była wierzycielem ubezpieczyciela.

Ubezpieczyciel wypłacił 1120 zł. Osiem dni po 140 zł brutto.

Wypożyczalnia poszła do sądu po różnicę: 7669 zł.

Dwa pytania, nie jedno

Ubezpieczyciel nie kwestionował ani swojej odpowiedzialności, ani tego, że auto zastępcze w ogóle się należało. Bezsporne było też, kto ma legitymację do dochodzenia roszczenia i jak długo trwał najem faktycznie.

Sporne były dokładnie dwie rzeczy: stawka i uzasadniony okres.

To rozróżnienie warto zapamiętać, bo w sporach o auta zastępcze prawie zawsze występują oba pytania naraz i można przegrać na każdym z nich osobno.

Stawka: uchwała, która ustawia ciężar dowodu

Podstawą rozstrzygnięcia była uchwała Izby Cywilnej Sądu Najwyższego z 24 sierpnia 2017 roku (III CZP 20/17):

Wydatki na najem pojazdu zastępczego poniesione przez poszkodowanego, przekraczające koszty zaproponowanego przez ubezpieczyciela skorzystania z takiego pojazdu są objęte odpowiedzialnością z tytułu umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych, jeżeli ich poniesienie było celowe i ekonomicznie uzasadnione.

Uchwała nie zakazuje wynajmowania drożej. Ustawia natomiast ciężar dowodu w bardzo konkretnym miejscu: skoro ubezpieczyciel przedstawił propozycję, a tu nie było co do tego wątpliwości, to powód musi wykazać, dlaczego poniesienie wyższych kosztów było celowe i ekonomicznie uzasadnione.

Sąd stwierdził krótko, że powódka z tego obowiązku się nie wywiązała. I dodał ustalenie faktyczne, które to przypieczętowało: poszkodowany w żaden sposób nie zainteresował się stawkami najmu ani szerzej warunkami tego najmu.

Wcześniej sąd zbudował do tego całą argumentację, opartą na jednej okoliczności, którą nazwał mającą pierwszorzędne znaczenie: samochód po kolizji nadawał się do jazdy.

Wynika z tego więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Po pierwsze, uszkodzenia były relatywnie nieznaczne, czego najlepszym dowodem jest to, że poszkodowany jeździł tym autem jeszcze przez dwa miesiące. Po drugie, nie doznał żadnych uszczerbków fizycznych ani emocjonalnych, które sugerowałyby odstępstwo od normalnego funkcjonowania i rozumowania.

Po trzecie i najważniejsze, miał czas. Ponad dwa miesiące od kolizji do oddania auta do warsztatu. Warsztat mógł się w tym czasie przygotować, choćby gromadząc części zamienne. A poszkodowany miał wystarczająco dużo czasu, żeby zainteresować się autem zastępczym.

działania poszkodowanego cechowały się racjonalizmem. Nic zatem nie stało na przeszkodzie, by poszkodowany zainteresował się warunkami najmu pojazdu zastępczego, w tym przede wszystkim stawką najmu.

Sąd przeciwstawił tę sytuację temu, co dzieje się bezpośrednio po wypadku, nerwom, stresowi, strachowi. Poszkodowany, który wynajmuje pierwsze dostępne auto godzinę po zderzeniu, jest w zupełnie innej pozycji niż ten, który robi to po dziesięciu tygodniach spokojnego jeżdżenia uszkodzonym samochodem.

I pada zdanie, które można potraktować jako zasadę ogólną:

Nie akceptowalnym społecznie jest przyjmowanie przez poszkodowanych postawy wedle której skoro koszty likwidacji szkody ponosi ubezpieczyciel (czyli osoba trzecia) to nie ma ograniczeń w ich mnożeniu.

Osobno biegły ustalił, że stawka 517 zł brutto za dobę nie odpowiadała realiom rynkowym. Maksymalną wiarygodną stawką w sierpniu 2024 roku byłoby 379 zł brutto.

Ale nawet ta kwota nie miała znaczenia dla wyniku. Sąd uznał, że brak jest podstaw do obciążania ubezpieczyciela kosztami ponad stawki uzgodnione z wypożyczalniami współpracującymi: czyli ponad 140 zł brutto dziennie.

Okres: pięć dni zamiast siedemnastu

Drugie pytanie dotyczyło czasu.

Biegły z zakresu motoryzacji ustalił, że technologiczny czas naprawy wynosił 9 dni, licząc od rozpoczęcia naprawy 5 sierpnia: czyli do 13 sierpnia. Data rozpoczęcia wynikała z dokumentacji samego warsztatu i żadna ze stron jej nie kwestionowała.

Najem trwał od 9 do 26 sierpnia. Nakłada się to na okres technologicznej naprawy tylko przez 5 dni.

Reszta to czas, w którym samochód stał w warsztacie dłużej, niż wynikało z technologii naprawy. I tu sąd sformułował zasadę, która w tego typu sporach wraca stale:

brak jest podstaw do przyjęcia odpowiedzialności pozwanego za działania warsztatu naprawczego, w którym doszło do nadmiernego przedłużenia czasu naprawy.

Ubezpieczyciel odpowiada za skutki kolizji, nie za tempo pracy warsztatu wybranego przez poszkodowanego.

Warto przy tym zauważyć rzecz, która w uzasadnieniu wybrzmiewa dyskretnie: ubezpieczyciel uznał 8 dni, czyli trzy dni więcej, niż wynikało z ustaleń biegłego. Wypłacił zatem więcej, niż musiał.

Opinia biegłego, początkowo kwestionowana przez powódkę, w wersji uzupełniającej, podtrzymującej te same wnioski, nie spotkała się już z żadnymi zarzutami. Sąd potraktował to jako akceptację i przyznał opiniom przymiot fachowości, rzetelności i bezstronności.

Zero złotych plus koszty

Sąd oddalił powództwo w całości. Ani stawka nie odpowiadała rynkowi, ani poszkodowany nie wykonał, jak ujął to sąd, najmniejszego nawet ruchu w kierunku zminimalizowania szkody, ani okres najmu nie odpowiadał koniecznemu czasowi naprawy.

Na podstawie art. 98 § 1 k.p.c. zasądził od powódki 3817 zł kosztów procesu: 17 zł opłaty od pełnomocnictwa, 1800 zł wynagrodzenia pełnomocnika i 2000 zł wykorzystanej zaliczki na biegłego.

Firma, która wystawiła fakturę na 8789 zł i pozwała o 7669 zł, wyszła z sądu z rachunkiem.

Co z tej historii wynika

Oferta ubezpieczyciela przenosi ciężar dowodu na poszkodowanego. To jest praktyczne znaczenie uchwały III CZP 20/17. Dopóki ubezpieczyciel nic nie proponuje, poszkodowany wynajmuje po stawkach rynkowych. Gdy propozycja padnie, a wystarczy e-mail przy zgłoszeniu szkody, to poszkodowany musi wykazać, dlaczego droższy najem był celowy i ekonomicznie uzasadniony.

Nieprzeczytanie maila nie unieważnia oferty. Poszkodowany zeznał, że stawki go nie interesowały. Sąd potraktował to jako obciążające, nie usprawiedliwiające. Skoro informacja została skutecznie przesłana, brak zainteresowania nią jest wyborem poszkodowanego, a nie zaniedbaniem ubezpieczyciela.

Auto na chodzie zmienia całą ocenę. Kluczowym ustaleniem sądu było to, że samochód nadawał się do jazdy i był używany jeszcze dwa miesiące. To wykluczyło argumenty o działaniu pod presją, o stresie po wypadku i o braku czasu na porównanie ofert. Przy realnie unieruchomionym pojeździe ta sama sprawa mogłaby wyglądać inaczej.

Ubezpieczyciel nie płaci za przestój w warsztacie. Technologiczny czas naprawy to 9 dni; najem trwał 17 i tylko przez 5 dni pokrywał się z naprawą. Za to, że auto stało w warsztacie dłużej, odpowiada relacja poszkodowanego z warsztatem, a nie umowa OC sprawcy.

Cesja nie poprawia roszczenia. Wypożyczalnia kupiła wierzytelność i wystąpiła z nią do sądu we własnym imieniu. Nabyła jednak dokładnie to roszczenie, które przysługiwało poszkodowanemu, razem ze wszystkimi jego słabościami, w tym z zaniechaniem minimalizowania szkody. Zapewnienie klientowi, że “koszty pokryje ubezpieczyciel”, nie jest podstawą prawną niczego.

Jak to się potoczyło

  1. 20 maja 2024

    Kolizja

    Uszkodzenia okazały się na tyle powierzchowne, że pojazd mógł dalej poruszać się po drogach.

  2. 21 maja 2024

    Zgłoszenie szkody i oferta

    Poszkodowany zostaje poinformowany o możliwości nieodpłatnego zapewnienia auta zastępczego. Ubezpieczyciel wysyła e-mail ze stawkami, które akceptuje.

  3. maj, sierpień 2024

    Ponad dwa miesiące jazdy uszkodzonym autem

    Poszkodowany normalnie korzysta z samochodu. Nie kontaktuje się z ubezpieczycielem w sprawie auta zastępczego.

  4. 5 sierpnia 2024

    Auto trafia do warsztatu

    Rozpoczęcie naprawy. Technologiczny czas naprawy: 9 dni, czyli do 13 sierpnia.

  5. 9 sierpnia 2024

    Najem auta zastępczego

    Cztery dni po oddaniu samochodu do warsztatu poszkodowany wynajmuje auto od wypożyczalni po 517 zł brutto za dobę i udziela jej pełnomocnictwa.

  6. 14 sierpnia 2024

    Spór o regulamin

    Wypożyczalnia współpracująca z ubezpieczycielem przesyła regulamin najmu; powódka żąda jego modyfikacji, a wobec braku reakcji zwraca się do ubezpieczyciela. Ten nie odpowiada.

  7. 26 sierpnia 2024

    Zwrot auta, faktura i cesja

    Faktura na 8789 zł brutto. Tego samego dnia poszkodowany przelewa wierzytelność na wypożyczalnię. Ubezpieczyciel wypłaca 1120 zł: 8 dni po 140 zł.

  8. 25 czerwca 2026

    Wyrok: powództwo oddalone

    Sąd Rejonowy w Giżycku nie zasądza ani złotówki i obciąża powódkę kosztami procesu w kwocie 3817 zł.

Jak orzekł sąd

Sąd Rejonowy w Giżycku oddalił powództwo w całości i zasądził od powódki 3817 zł kosztów procesu. Powołał się na uchwałę Sądu Najwyższego z 24 sierpnia 2017 roku (III CZP 20/17): wydatki przekraczające koszty najmu zaproponowanego przez ubezpieczyciela są objęte ochroną z OC tylko wtedy, gdy ich poniesienie było celowe i ekonomicznie uzasadnione, a wykazanie tego obciąża powoda. Poszkodowany został poinformowany o możliwości nieodpłatnego auta zastępczego już przy zgłoszeniu szkody i dostał e-mail ze stawkami, którego nie przeczytał, bo go to nie interesowało. Samochód po kolizji nadawał się do jazdy i poszkodowany używał go jeszcze przez dwa miesiące, więc nie działał pod wpływem stresu ani presji czasu. Sąd ustalił też, że technologiczny czas naprawy wynosił 9 dni i pokrywał się z okresem najmu tylko przez 5 dni, a ubezpieczyciel uznał i tak 8 dni. Za nadmierne przedłużenie naprawy przez warsztat ubezpieczyciel nie odpowiada.

Podstawa prawna

  • uchwała Sądu Najwyższego z 24 sierpnia 2017 r., III CZP 20/17: koszty najmu przekraczające ofertę ubezpieczyciela są objęte OC tylko wtedy, gdy ich poniesienie było celowe i ekonomicznie uzasadnione
  • obowiązek minimalizowania szkody: poszkodowany ma współdziałać z ubezpieczycielem w ograniczaniu rozmiarów szkody
  • cesja wierzytelności: przelew roszczenia odszkodowawczego na wypożyczalnię daje jej legitymację czynną, ale nie zmienia zakresu roszczenia
  • art. 98 § 1 k.p.c.: zasada odpowiedzialności za wynik procesu przy rozliczeniu kosztów

Sąd Rejonowy w Giżycku

Sygnatura akt: I C 163/25

Sprawdź pełną treść wyroku w bazie SAOS →

Czytaj dalej